foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



Wołyń - Film Wojtka Smarzewskiego

Jeszcze nie powstał, a już budzi żywe zainteresowanie. „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego będzie bez wątpienia jednym z najważniejszych filmów po 1989 roku. Jaki będzie? Kogo zadowoli a kogo nie? Czy pokaże prawdę? Takie pytania padają często. Co już teraz można o tym filmie powiedzieć?
 
Po pierwsze, sam reżyser jasno deklaruje: „Jestem Polakiem i robię film z polskiej perspektywy”. Konsultant filmu dr Leon Popek, znany w środowiskach kresowych, ocenia to tak: „Ten film jest potrzebny jak wyciągnięcie kolca z ropiejącej rany. Będzie bolało, ale potem przyjdzie ulga. Tysiące kresowiaków nie dość, że przeżyło traumę, to przez lata nie mówiło się o tych wydarzeniach, ani w PRL, ani po 1989 roku. Obraz Ukraińców przekazywany dzieciom jest straszny. Żeby przerwać tę spiralę, trzeba powiedzieć głośno, co działo się na Wołyniu”.
 
Także ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski nie ma wątpliwości, że film spełni oczekiwania Polaków. „Na pewno będziemy widzieć atak na Smarzowskiego. Tradycyjnie usłyszmy, że to nie czas, że nie teraz itd. Jednak o Katyniu tak samo mówiono w czasach PRL-u, czy o rzezi Woli. Podziwiam odwagę Smarzowskiego, że przełamał poprawność politycznej. Uważam, że jego film będzie wydarzeniem. On pokaże również kłamstwo, jakie panuje w tej sprawy w Polsce” – mówi.

W Polsce póki co nikt filmu nie zaatakował, ale pojawiły się już nieprzechylne ukraińskie oceny. Na łamach „Newsweek Polska” Oksana Zabużko mówi, że: „Nie znam scenariusza, ale znam paru świetnych aktorów ukraińskich, którzy dostali zaproszenie do grania w filmie i, mimo gorących sympatii dla Polaków, po przeczytaniu swych ukraińskich ról odmówili udziału. Powiedzieli, że to prawdziwa szkoła nienawiści. To dla mnie wystarczający dzwonek alarmowy”.
 
Andrij Lubka, pisarz ukraiński, szyderczo komentuje: „Kiedy usłyszałem, że będzie taki film i kto go kręci, to pierwszym pomysłem było sprawdzić, kto finansuje produkcję: Gazprom osobiście czy przez Janusza Korwin-Mikkego? Bo dzisiaj jest na rękę tylko Rosji. Po tym filmie w stosunkach polsko-ukraińskich cofniemy się o 10 lat. Jestem przeciwko politycznemu czy ideologicznemu traktowaniu sztuki, artysta ma prawo pracować ze wszystkimi tematami. Ale kiedy zmieniła się władza na Ukrainie, mamy bardzo propolski rząd, lepiej było użyć kanałów dyplomatycznych, że Polak oczekuje przeprosin za Wołyń, większej aktywności w budowaniu pomników, porządkowaniu cmentarzy. Wszystko to byście dostali. Po filmie to będzie niemożliwe, zacznie się sezon nowych oskarżeń z każdej strony, zniechęci to ludność na Wołyniu (bo ich dziadków będzie uważać się za zbrodniarzy), więc sami wieśniacy nie pozwolą budować pomników pomordowanym. Władza centralna nie będzie mogła nic zrobić, bo zacznie się kampania do wyborów samorządowych. Film może być genialny, ale teraz tematowi Wołynia zrobi tylko źle. Raczej młodych Polaków przekona, że nigdy nie wolno przyjaźnić się z ukraińskimi rówieśnikami, a nie wspólnie działać – czy to w kwestiach wsparcia Majdanu, czy porządkowania cmentarzy. Smarzowski wbije starą siekierę pomiędzy nowe pokolenie, które zaczęło się sobą interesować”.
 
Sprawa wydaje się więc jasna – film Smarzowskiego już teraz uznaje się za „antyukraiński”. W tym kontekście nie wydaje mi się zbyt polityczne wyciąganie jakichś naszych pretensji. Owszem, dotychczasowa praktyka sprawia, że Kresowianie są nieufni, ale w tym przypadku lepiej poczekać na końcowy efekt. Nasz czytelnik Antoni Mariański jest oburzony, że Smarzowski pokaże polskie akcje odwetowe. Ponoć to wychodzi naprzeciwko tezom banderowców, że na Wołyniu była wojna domowa. To zbyt daleko idący wniosek. Film powstaje na podstawie prozy Stanisława Srokowskiego, który raczej nie może być podejrzewany o taryfę ulgową wobec UPA.
 
Po drugie, pokazanie polskiego odwetu, który przecież był i – co trzeba jasno powiedzieć – był zjawiskiem NATURALNYM i ZROZUMIAŁYM – uwiarygodni film. Ja nie chciałbym oglądać agitki w stylu ukraińskiego filmu „Żelazna sotnia” Olega Janczuka (2004), gdzie upowcy to rycerze bez skazy, a Polacy to potwory i degeneraci. Taki „patriotyczny socrealizm” jest w tej chwili kanonem twórczości filmowej na Ukrainie. Film, jeśli ma trafić do większej liczby odbiorców niż już przekonani – musi być na swój sposób „kontrowersyjny”, nie czarno-biały, nie tandetnie dydaktyczny. Póki co nie ma żadnych dowodów do stwierdzenia, że film nie pokaże prawdy o Wołyniu. Wręcz przeciwnie, te głosy, które już teraz do nas dochodzą pozwalają wysnuć wniosek, że film spełni nasze oczekiwania, a w obozie banderowskich wywoła wściekłość.
 
Jan Engelgard
Źródło: http://mysl-polska.pl/ 
 

 

Przetłumacz Witrynę

Polish English French German Hungarian Latvian Lithuanian Russian Ukrainian

Użytkownik

Patronat

Biuletyn "ODWET" nr 22-23

Nowości Filmowe

stat4u