foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



Oddał broń, którą ukrywał… ponad 70 lat.

Czy trafi za to do więzienia?
 
- Niech policja przyśle do mnie od razu pluton egzekucyjny. Ja się śmierci nie boję – mówił podniesionym tonem 87-letni Feliks Przyborowski. – Właśnie ze względu na śmierć oddałem broń koneckiemu muzeum. Bo śmierć może do mnie przyjść w każdej chwili. 
Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż jest to… broń palna i to broń w bardzo dobrym stanie. A z tym już jest kłopot, bo pan Feliks na jej posiadanie nie miał pozwolenia. A posiadał ją ponad 70 lat. Czy grozi mu za to kara więzienia? – A niech mnie wsadzą – mówi z drwiną konecczanin. – Przeżyłem ubeckie więzienie to i to przeżyję. Miałem zasądzoną karę śmierci w 1946 roku. Uniknąłem jej cudem. Wszystko zaczęło się od opowieści Wojciech Pasek, prezes koneckiego oddziału Polskiego Towarzystwa Turystyczno – Krajoznawczego, społeczny dyrektor Muzeum Regionalnego w Końskich i regionalista od lat próbuje spisać losy Feliksa Przyborowskiego. A to dlatego, że pan Feliks w latach 1980 – 84 pełnił funkcję prezesa koneckiego PTTK. – Nie było łatwo, bo pan Przyborowski raczej nie uczestniczył w naszych uroczystościach – informuje prezes. – Ciężko było do niego dotrzeć i namówić go na zwierzenia. Aż tu nagle, przynosi mi broń z drugiej wojny światowej i mówi, że chce ją przekazać naszemu muzeum. 
 
Oniemiałem, bo rakietnica i pistolet maszynowy „STEN” są w świetnym stanie. Powiedział, ze zbliża się do kresu życia i chce po sobie pozostawić pamiątkę. Rakietnica z akcji w kieleckim więzieniu Pamiątki te są niezwykłe. Rakietnica licząca sobie 70 lat należała do brata pana Feliksa, Romualda pseudonim „Brzoza”, który z oddziałem Antoniego Hedy „Szarego” brał udział w odbiciu żołnierzy Armii Krajowej z więzienia w Kielcach w roku 1946. To była największa akcja narodowego podziemia w Polsce po zakończeniu II Wojny Światowej. Pan Romuald poszukiwany przez NKWD i Urząd Bezpieczeństwa uciekł z Polski i zamieszkał w Stanach Zjednoczonych. Tam zmarł i spoczywa na cmentarzu w amerykańskiej Częstochowie. A pan Feliks za udział brata w akcji został aresztowany i skazany na śmierć. Przeżył dzięki pomocy jednej z mieszkanek Końskich. 
 
Unikatowy „STEN” 
 
STEN-a wręczył Feliksowi Przyborowskiemu w roku 1943 jego brat Romuald „Brzoza” dowódca drużyny batalionu słynnego Eugeniusza Kaszyńskiego „Nurta”, jednego z najważniejszych dowódców zgrupowania Jana Piwnika "Ponurego". Według oświadczenia pana Feliksa to egzemplarz wyprodukowany w konspiracyjnej fabryce w Suchedniowie. Feliks, jako czternastolatek złożył na placówce Armii Krajowej „Pioruńskiego” w Starej Kuźnicy uroczystą przysięgę. Po zakończeniu działań wojennych, w roku 1945, dobrze ukrył broń. 
 
– Mimo wielu przeszukań w moim domu ubecja niczego nie znalazła – dodaje. – Nie powiem nikomu, gdzie trzymałem broń, choćby mnie przypalali ogniem. To tajemnica. Dlaczego przez tyle lat nie oddałem broni? Bo składałem przysięgę. Tylko jedną przysięgę. 
 
Dyrektor Wojciech Pasek miał obowiązek poinformować o niezwykłym podarunku policję. – Miało to miejsce w minionym tygodniu – informuje zastępca komendanta powiatowego podinspektor Tomasz Jarosz. – Nigdy wcześniej nie spotkałem się z taką sytuacją, by ktoś oddawał broń i to taką, którą ukrywał ponad 70 lat. Oczywiście fakt, iż konecczanin ją posiadał bez zezwolenia, jest czynem zabronionym i karalnym. Sądzę jednak, że prokurator, który będzie zajmował się śledztwem, weźmie pod uwagę czas, jaki upłynął od otrzymania broni przez mężczyznę i jego wiek. 
 
Pan Feliks, absolwent historii sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, zdawał sobie sprawę z tego, że podarunek może przynieść mu kłopot. 
 
– Niech od razu przyślą pluton egzekucyjny i mnie zastrzelą. Ja śmierci się nie boję – kwituje. Poprosiliśmy historyków z Muzeum Orła Białego w Skarżysku o ocenę broni przyniesionej przez pana Feliksa. Jest to słynny pistolet maszynowy STEN oraz pistolet sygnałowy to niemiecki Leuchtpistole 42 kaliber 27 milimetrów. 
 
Według pana Feliksa to broń wyprodukowana przez konspiracyjną fabrykę w Sucheniowie. Specjaliści ze Skarżyska nie chcą jednoznacznie zająć w tej sprawie stanowiska. Chcą najpierw obejrzeć i zbadać broń. Suchedniowskie "Steny" to dla miłośników historii prawdziwa legenda. Niemal wszystkie egzemplarze zostały zdobyte przez Niemców podczas obławy na Wykusie. Dziś znawcy spierają się o różnice między suchedniowskimi a pochodzącymi ze zrzutów angielskimi pistoletami maszynowymi tego typu. Najczęściej wymieniane różnice to ta w gwintowaniu lufy, oraz mocowaniu kolby. W broni z Suchedniowa miała ona być montowana w sposób podobny, jak u niemieckiego MP-40. Brak jest danych, czy i ile stenów suchedniowskich się zachowało. Prawdopodobnie jeden znajduje się w kieleckim Muzeum Narodowym. Mocno zniszczony egzemplarz rada miejska w Suchedniowie kupiła od kolekcjonera dla Izby Tradycji w miejscowym ośrodku kultury "Kuźnica". Został on skonfiskowany przez policję i do dziś nie wrócił na ekspozycję. Jeśli okazałoby się, że STEN z Końskich to dzieło mistrzów z Suchedniowa byłby to jeden z nielicznych zachowanych egzemplarzy. 
 
Albert Gajewski, historyk z Muzeum imienia Orła Białego w Skarżysku – Kamiennej, po obejrzeniu zdjęć skłonny jest uznać, że podarowany przez weterana pistolet maszynowy to jednak brytyjski sten MkII - późniejsza wersja tej broni. - Żeby ostatecznie to stwierdzić, należało by przeprowadzić badania z udziałem fachowców - zastrzega jednak historyk. 
 
Źródło: http://www.echodnia.eu/swietokrzyskie/wiadomosci/konskie/a/oddal-bron-ktora-ukrywal-ponad-70-lat-czy-trafi-za-to-do-wiezienia,10618710/
 

Przetłumacz Witrynę

Polish English French German Hungarian Latvian Lithuanian Russian Ukrainian

Użytkownik

Biuletyn "ODWET" nr 24-25

Nowości Filmowe

stat4u