foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



Józef Bojanowski - „Walter"

Józef Bojanowski - „Walter" - pchor./ porucznik, odznaczony za wyjątkowe bohaterstwo Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Urodził się 30.X.1922 roku w Wielkopolsce, w rodzinie ziemiańskiej. Staropolski, głęboko patriotyczny, wielce zasłużony dla Polski, szlachecki ród Bojanowskich, herbu Junosza, szeroko rozprzestrzeniony na Ziemi Wielkopolskiej, wywodzi się ze Śląska. Jednym z najznakomitszych, dziś powszechnie znanym członkiem tego rodu był Edmund Bojanowski - fundator Zgromadzenia Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanej, uznany od niedawna za błogosławionego.

Członkowie rodu Bojanowskich walczyli o Polskę w wojnach napoleońskich i w powstaniach narodowych. Babka Józefa Bojanowskiego - „Waltera" była matką Antoniego Jabłońskiego - jednego z siódemki Beliny - Prażmowskiego. Pułkownik Antoni Jabłoński - dowódca 14 pp. Zginął za Polskę w 1920 roku.

Po wybuchu wojny, już w październiku 1939 r. rodzina Bojanowskich została wysiedlona przez Niemców ze swojej rodowej posiadłości. Bo janowscy znaleźli schronienie u babki Józefa w jej folwarku w Usarzowie, w Sandomierskiem. Zimą 1940/1941 roku Józef Bo janowski - „Walter" zostaje zaprzysiężony w ZWZ. Stał się kolporterem prasy podziemnej, („Odwet") i kurierem przewożącym konspiracyjną pocztę. W 1942 roku wyjechał do Krakowa, gdzie spotkał kolegów z gimnazjum w Poznaniu. Znalazłszy się w gronie narodowców został zaprzysiężony w Związku Jaszczurczym. Była to znakomita organizacja, skupiająca szalenie ideową młodzież. W tej organizacji „Walter" mianowany został szefem kolportażu na cały Okręg Krakowski. Komórka kolportażu rozprowadzała „Szaniec" - jedno z najlepszych pism podziemnych. Latem 1943 roku „Walter" został przeniesiony do grupy bojowej, w której wykonał kilka akcji dywersyjnych. Niebawem wyjechał na krótki urlop do swojej babki w Sandomierskiem.

Po powrocie do Krakowa, idąc z dworca do lokalu konspiracyjnego, spotkał kolegę z grupy bojowej, który powiadomił go o wielkiej wsypie całej grupy. Uratowali się tylko oni dwaj. Wobec zaistniałej sytuacji „Walter" zawrócił na dworzec i po paru godzinach znalazł się ponownie w folwarku swojej babki w Usarzowie. Zastał tam swego młodszego brata - Jana, kuzyna i przyjaciela wysiedlonego z Poznania. Należeli oni do Narodowej Organizacji Wojskowej - (NOW). Dołączył do tej organizacji. Powierzono mu dowództwo grupy dość kiepsko uzbrojonych, ale ideowych i chętnych walki wiejskich chłopaków. Niebawem, pewnej nocy, grupa pojechała do małego miasteczka Koprzywnica i rozbroiła tamtejszy posterunek polskiej policji „granatowej". Zdobyto kilkanaście karabinów typu Mannlicher, oraz jeden pistolet. Wkrótce grupa została podporządkowana Armii Krajowej.

Jesienią 1943 r. Komendant Inspektoratu Sandomierskiego, nie tyle rozkazał, co zaproponował pchor. „Walterowi" zlikwidowanie komendanta posterunku żandarmerii niemieckiej w Klimontowie, wachmistrza Karla Loschnera, na którego został wydany przez Wojskowy Sąd Specjalny (WSS) wyrok śmierci. Podchorąży „Walter" podjął się wykonania trudnego zadania. Mając do pomocy swego przyjaciela Czesława Krawczaka ps. „Cedro", zastrzelił żandarma na środku rynku w Klimontowie. Była to ogromnie spektakularna akcja, miała bowiem miejsce w dzień targowy, na oczach kilku setek ludzi, którzy zjechali na ten targ.

Od jesieni 1943 r., do wiosny 1944, Referat II (wywiad - kontrwywiad) Komendy AK Obwodu Sandomierz, kierowany przez kapitana Leona Torlińskiego - „Kreta", rozpracował kilku agentów niemieckich. Ciążyły na nich wydane przez WSS wyroki śmierci. Wykonanie tych wyroków polecono dowódcy sekcji likwidacyjnej Kedywu, ppor. Józefowi Bojanowskiemu - „Walterowi". Jednymi z pierwszych przeznaczonych do likwidacji, byli małżonkowie Płończyńscy. Byli oni folksdojczami, wybitnie szkodliwymi konfidentami gestapo. Zamieszkiwali w Sandomierzu. Zadanie wykonania wyroku podjął ppor. „Walter" mając do pomocy Zbigniewa Piątka ps. „Grabina" i niezidentyfikowanego kolegę z Sandomierza. „Walter" wkroczył do mieszkania szpicla, gdzie zastał oprócz niego umundurowanego gestapowca. Zastrzelił obu i wraz z pozostałymi żołnierzami dowodzonego przez siebie patrolu likwidacyjnego, bez kłopotów opuścił Sandomierz. W wykonaniu następnych, kolejnych wyroków towarzyszył „Walterowi" również „Grabina". Wkrótce „Walter" wraz z „Grabiną" wykonali w Sandomierzu kolejny wyrok, na zarządcy i sprzedawcy w aptece, o nazwisku Trzmiel. „Walter" wykonał wyrok w pełnej ludzi aptece. Wszyscy po strzałach rzucili się do ucieczki. Zablokowali drzwi. Był to dramatyczny moment, znacznie bowiem opóźnił i utrudnił „Walterowi" odwrót. Zachowując zimną krew, wycofał się jako ostatni i dołączył do ubezpieczającego partnera „Grabiny".

Następny wyrok patrol „Waltera" wykonał na granatowym policjancie, Ukraińcu Chichłaczko. Chichłaczko mieszkał w Sandomierzu, w pobliżu rynku. Rozpoznanie ustaliło, że najlepszą okazją do wykonania wyroku, jest powrót policjanta do domu z nocnej służby, wcześnie rano. Kiedy Chichłaczko otwierał bramę domu, pierwszy zaczął strzelać „Grabina". „Walter" ubezpieczał partnera. Wycofując się dość spokojnie, natknęli się na liczną grupę żandarmów, którzy otworzyli do zamachowców ogień z broni maszynowej. „Walter" został ranny w nogę. Na szczęście lekko. Znalazłszy się w zakrzaczonym terenie zamachowcy z wielkim trudem wycofali się. Ciężko ranny policjant zmarł w szpitalu po kilkunastu godzinach. Ta akcja, jak każda wykonywana w mieście nasyconym wojskiem, była bardzo niebezpieczna. Potem były wyroki wykonane na trzech mniej ważnych szpiclach.

Wielkim wyczynem dokonanym przez dowodzony przez ppor. „Waltera" patrol likwidacyjny Inspektoratu Sandomierz, w składzie: Jan Bojanowski - „Michał", (brat „Waltera") Zbigniew Piątek - „Grabina" i „Alfred" - NN, było pojmanie, przesłuchanie, a następnie zastrzelenie, szefa placówki gestapo w Sandomierzu von Paula. Gestapowiec, któremu podlegała sieć konfidentów w powiecie sandomierskim, mieszkał w majątku Skrzypaczowie, pod stałą ochroną esesmanów. Dojeżdżał do Sandomierza bryczką w towarzystwie uzbrojonej eskorty. Były na niego już dwa zamachy grupy dywersyjnej Obwodu Sandomierz. Niestety oba nieudane.

Zadanie było tym bardziej trudne, że chodziło o pochwycenie von Paula żywym, po to, aby wydobyć od niego nazwiska i adresy konfidentów gestapo. Patrol ppor. „Waltera" dokonał tego we wsi Sośniczany, leżącej przy szosie Sandomierz - Koprzywnica. W wyniku ostrzelania z zasadzki bryczki, jeden z esesmanów, członków eskorty von Paula został zabity, drugi ranny. Sam von Paul postrzelony został trzema pociskami, w ramię. Próbował uciekać. Został dogoniony i rozbrojony. Opatrzono mu rany. Przesłuchany podał nazwiska dwóch konfidentów, którzy (jak się potem okazało) już nie żyli. Wobec tego, że patrol nie zastał w umówionym miejscu oddziału „Jędrusiów" a dalsze poruszanie się z pochwyconym gestapowcem w terenie nasyconym oddziałami niemieckimi było niemożliwe, „Walter" wykonał na nim wyrok śmierci.

Za swoją bohaterską postawę przy wykonywaniu zamachów, „Walter" zyskał sobie wśród dowódców i kolegów-partyzantów, podziw, uznanie, szacunek i rozgłos. Z powodu jego bardzo jasnej, bujnej czupryny, mówiono o nim: „Biały anioł śmierci". Jego pojawienie się w jakimś miejscu, komentowano: Oho! Wydarzyło się, lub wydarzy, coś bardzo ważnego! W okresie koncentracji do Akcji Burza, ppor. „Walter" odkomenderowany został, jako dowódca drużyny, do ochrony sztabu 2 Dywizji Piechoty Legionów AK. Po rozwiązaniu koncentracji znalazł się w zwiadzie konnym III batalionu.

Szybko nastąpiła chłodna jesień 1944 roku. Rozczłonkowane pododdziały partyzanckie znajdowały schronienie w wiejskich zagrodach i folwarkach. W jednym z takich majątków „Walter" poznał Hannę Wołoszowską, swoją przyszłą żonę, która wcześniej była czynnie zaangażowana w konspiracji, jako łączniczka oddziału partyzanckiego na Lubelszczyźnie. Po demobilizacji oddziałów, przebywanie na melinie i przymusowa bezczynność, były rażąco sprzeczne z bojowym temperamentem „Waltera". Przed Bożym Narodzeniem wyruszył do Starachowic, aby odwiedzić matkę i siostrę. Chciał tam również odnaleźć kolegów i utworzyć grupę dywersyjną. Plan nie został zrealizowany, bowiem wkroczyły wojska sowieckie. „Walter" odnalazł kolegę „Jerzego" - Francuza, który wcielony siłą do Wehrmachtu, zbiegł z bronią i walczył w oddziale AK „Jędrusie". Razem z „Jerzym" - (Charles Roesch) dotarli do Sandomierza. Tam „Walter" dowiedział się, o wydanym na niego przez nową władzę wyroku śmierci. „Jerzy" dowiedział się, że w Lublinie znajduje się misja francuska, która zajmuje się repatriowaniem Francuzów. „Walter" znając dobrze język francuski, z powodzeniem mógł udawać Francuza. Dzięki temu udało mu się dotrzeć do Francji. Z Paryża dotarł do Włoch, gdzie wstąpił do II Korpusu. Otrzymał przydział do kompanii, rozwiniętej następnie w batalion commando. W tej doborowej jednostce złożonej z „wybranych z wybranych", ppor. Bojanowski służył w plutonie rozpoznawczym cariersów - opancerzonych, gąsienicowych transporterów rozpoznawczych. Potem, wraz z oddziałami II Korpusu przeniesiony został do Anglii. W 1948 roku powrócił do Polski. Porucznik Bojanowski był na krótko aresztowany przez U.B. Owdowiał w 1998 r. Mieszkał w Gdańsku - Oliwie. Wspaniały człowiek. Bohaterski żołnierz - karzące ramię Podziemnej Polski Walczącej.
 
Zmarł w Gdańsku 1 grudnia 2015 roku.
(lk)

Przetłumacz Witrynę

Polish English French German Hungarian Latvian Lithuanian Russian Ukrainian

Użytkownik

Biuletyn "ODWET" nr 24-25

Nowości Filmowe

stat4u