Tadek Łebek

19 września br. w godzinach porannych zmarł TADEUSZ SZEWERA, jeden z ostatnich legendarnych „Jędrusiów". Pomimo iż urodził się w Leżajsku (w 1925 roku), a większość życia spędził w Łodzi, niewątpliwie najbardziej związany był z Tarnobrzegiem, stając się jedną z wielkich postaci tego miasta.

Wraz z rodziną przybył tu w 1934 roku, kiedy to jego ojciec, Zygmunt, otrzymał posadę nauczyciela historii i łaciny w Liceum i Gimnazjum im. Hetmana Jana Tarnowskiego. Przed wybuchem wojny Tadeusz zdążył skończyć dwie klasy tej szkoły, która w dużej mierze, podobnie jak harcerstwo i wzorce rodzinne, uformowała jego osobowość. Praw dziwą jednak szkołę życia stanowiły dlań lata hitlerowskiej okupacji.

W czasie wojny dom Szewerów tętnił życiem konspiracyjnym. Tu mieściła się komenda obwodu ŻWZ-AK, w skład której wchodził jego ojciec. Żołnierzami AK byli również jego matka i siostra. Z konspiracją związał się również Tadeusz, zostając jednym z kolporterów „Odwetu", pisma wydawanego przez Władysława Jasińskiego, legendarnego, Jędrusia". Kiedy w 1943 roku gestapo aresztowało Zygmunta Szewerę i osadziło go w mieleckim więzieniu, skąd uwolnili go ,JĘDRUSIE", jego przedwojenni uczniowie, Tadeusz wraz z całą rodziną zmuszony został do ukrywania się.

Wstąpił do oddziału „JĘDRUSIE" i był jednym z najmłodszych jego żołnierzy. „Tadek-Łebek", taki pseudonim nosił Tadeusz Szew era. W konspiracji zdał „leśną" małą maturę i ukończył Podchorążówkę AK. Jako dowódca drużyny wziął udział we wszystkich najważniejszych akcjach oddziału. Należał również do zespołu redakcyjnego pisma "Jędrusiów" - "Odwet". Ostatnim akordem jego żołnierskiej drogi był marsz już jako żołnierza 2, pp. Leg. AK - na pomoc walczącej powstańczej Warszawie. Należał do najdzielniejszych żołnierzy, czego najlepszym dowodem był przyznany mu Krzyż Walecznych i pamiątka z wojny, która towarzyszyła mu przez całe życie odłamek granatu noszony we własnym ciele. W 1944 roku powrócił do Tarnobrzega wypełniając swoisty testament swojego szefa, Władysława Jasińskiego, zdał egzamin dojrzałości, po czym wyruszył w świat, by kontynuować naukę.

Dotarł do Łodzi, gdzie również wraz z nim trafiło kilku kolegów z konspiracji. Tu ukończył studia dziennikarskie i rozpoczął pracę, najpierw w redakcji gazety, a następnie w Polskim Radiu. Bardzo szybko stał się jednym z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy. W radiu przepracował ponad 30 lat, stając się legendą łódzkiej rozgłośni. Jego reportaże do dziś stanowią nie tylko wzór warsztatu, ale także mistrzostwa w doborze tematyki i prowadzeniu narracji. Poruszał często tematy trudne oraz ulubione przez siebie tematy historyczne. Za zasługi dla łódzkiej kultury miasto zaliczyło go do grona 50 najwybitniejszych postaci minionego stulecia. Był mistrzem potrafiącym wychować swoich następców, którzy zawsze pamiętali, by wyrazić mu wdzięczność i szacunek.

Ten łodzianin z wyboru, duchem i myślami był zawsze w Tarnobrzegu. Tu czuł się najlepiej, powtarzał, iż chciałby tu wrócić. Nasze miasto odwdzięczyło się za tę miłość, nadając mu najwyższe odznaczenie - „Sigillum Civis Virtuti". Był niewątpliwie bohaterem, potrafiącym wtedy, gdy było to najtrudniejsze, wykazać się odwagą. Jednak to, co go wyróżniało najbardziej, to ogromna wrażliwość i delikatność. Lubił towarzystwo ludzi i potrafił swoim urokiem nimi zawładnąć, uwielbiały go kobiety za jego szarmanckość i klasę. Był cudownym gawędziarzem i równie świetnym pisarzem. Pozostawił po sobie kilka ważnych książek. Są wśród nich zarówno bajka napisana dla jego jedynego, ukochanego syna, jak i zbiór reportaży i niewątpliwie dzieło życia, jakim była monumentalna antologia pieśni z lat wojny i okupacji „Niech wiatr ją poniesie".

Przez całe życie był piewcą legendy Jędrusiów", publikując jako pierwszy prawdziwy o nich tekst w tygodniku „Po prostu" w czasie „odwilży" 1956 roku. Był także długoletnim szefem ich kombatanckiego środowiska, ludzi, których łączyła postać Władysława Jasińskiego. Jeszcze w czasach szkolnych zetknął się z tarnobrzeskim harcerstwem, zostając do końca życia wierny ideałom polskiego skautingu. Zawsze w oficjalnych wystąpieniach na jego zielonej bluzie błyszczał srebrny krzyż harcerski.

Miałem ogromny honor być zaliczonym do grona jego przyjaciół, wspólnie wydaliśmy dwie ostatnie jego książki o polskich kolędach czasu wojny oraz pieśni i piosenki Powstania Warszawskiego. W czerwcu tego roku w jego łódzkim mieszkaniu snuliśmy plany wizyty w Tarnobrzegu. Obaj jednak chyba wiedzieliśmy, że są to tylko tak ważne dla życia piękne marzenia. Tadeusz od wielu miesięcy był przykuty do łóżka, otoczony wspaniałą opieką jego ukochanej Agnisi.

Zamiast do Tarnobrzega, wybrał się w podróż o wiele dalszą, do krainy, gdzie czekają nań jego Ojciec, umiłowana Mateńka i wierni druhowie z lasu. Jego radość ze spotkania z tymi, których tak bardzo ukochał, i z którymi tak wiele przeżył, miesza się ze smutkiem tych, którzy go znali i których musiał opuścić.
TADEUSZ ZYCH