foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



Tadek Łebek

19 września br. w godzinach porannych zmarł TADEUSZ SZEWERA, jeden z ostatnich legendarnych „Jędrusiów". Pomimo iż urodził się w Leżajsku (w 1925 roku), a większość życia spędził w Łodzi, niewątpliwie najbardziej związany był z Tarnobrzegiem, stając się jedną z wielkich postaci tego miasta.

Wraz z rodziną przybył tu w 1934 roku, kiedy to jego ojciec, Zygmunt, otrzymał posadę nauczyciela historii i łaciny w Liceum i Gimnazjum im. Hetmana Jana Tarnowskiego. Przed wybuchem wojny Tadeusz zdążył skończyć dwie klasy tej szkoły, która w dużej mierze, podobnie jak harcerstwo i wzorce rodzinne, uformowała jego osobowość. Praw dziwą jednak szkołę życia stanowiły dlań lata hitlerowskiej okupacji.

W czasie wojny dom Szewerów tętnił życiem konspiracyjnym. Tu mieściła się komenda obwodu ŻWZ-AK, w skład której wchodził jego ojciec. Żołnierzami AK byli również jego matka i siostra. Z konspiracją związał się również Tadeusz, zostając jednym z kolporterów „Odwetu", pisma wydawanego przez Władysława Jasińskiego, legendarnego, Jędrusia". Kiedy w 1943 roku gestapo aresztowało Zygmunta Szewerę i osadziło go w mieleckim więzieniu, skąd uwolnili go ,JĘDRUSIE", jego przedwojenni uczniowie, Tadeusz wraz z całą rodziną zmuszony został do ukrywania się.

Wstąpił do oddziału „JĘDRUSIE" i był jednym z najmłodszych jego żołnierzy. „Tadek-Łebek", taki pseudonim nosił Tadeusz Szew era. W konspiracji zdał „leśną" małą maturę i ukończył Podchorążówkę AK. Jako dowódca drużyny wziął udział we wszystkich najważniejszych akcjach oddziału. Należał również do zespołu redakcyjnego pisma "Jędrusiów" - "Odwet". Ostatnim akordem jego żołnierskiej drogi był marsz już jako żołnierza 2, pp. Leg. AK - na pomoc walczącej powstańczej Warszawie. Należał do najdzielniejszych żołnierzy, czego najlepszym dowodem był przyznany mu Krzyż Walecznych i pamiątka z wojny, która towarzyszyła mu przez całe życie odłamek granatu noszony we własnym ciele. W 1944 roku powrócił do Tarnobrzega wypełniając swoisty testament swojego szefa, Władysława Jasińskiego, zdał egzamin dojrzałości, po czym wyruszył w świat, by kontynuować naukę.

Dotarł do Łodzi, gdzie również wraz z nim trafiło kilku kolegów z konspiracji. Tu ukończył studia dziennikarskie i rozpoczął pracę, najpierw w redakcji gazety, a następnie w Polskim Radiu. Bardzo szybko stał się jednym z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy. W radiu przepracował ponad 30 lat, stając się legendą łódzkiej rozgłośni. Jego reportaże do dziś stanowią nie tylko wzór warsztatu, ale także mistrzostwa w doborze tematyki i prowadzeniu narracji. Poruszał często tematy trudne oraz ulubione przez siebie tematy historyczne. Za zasługi dla łódzkiej kultury miasto zaliczyło go do grona 50 najwybitniejszych postaci minionego stulecia. Był mistrzem potrafiącym wychować swoich następców, którzy zawsze pamiętali, by wyrazić mu wdzięczność i szacunek.

Ten łodzianin z wyboru, duchem i myślami był zawsze w Tarnobrzegu. Tu czuł się najlepiej, powtarzał, iż chciałby tu wrócić. Nasze miasto odwdzięczyło się za tę miłość, nadając mu najwyższe odznaczenie - „Sigillum Civis Virtuti". Był niewątpliwie bohaterem, potrafiącym wtedy, gdy było to najtrudniejsze, wykazać się odwagą. Jednak to, co go wyróżniało najbardziej, to ogromna wrażliwość i delikatność. Lubił towarzystwo ludzi i potrafił swoim urokiem nimi zawładnąć, uwielbiały go kobiety za jego szarmanckość i klasę. Był cudownym gawędziarzem i równie świetnym pisarzem. Pozostawił po sobie kilka ważnych książek. Są wśród nich zarówno bajka napisana dla jego jedynego, ukochanego syna, jak i zbiór reportaży i niewątpliwie dzieło życia, jakim była monumentalna antologia pieśni z lat wojny i okupacji „Niech wiatr ją poniesie".

Przez całe życie był piewcą legendy Jędrusiów", publikując jako pierwszy prawdziwy o nich tekst w tygodniku „Po prostu" w czasie „odwilży" 1956 roku. Był także długoletnim szefem ich kombatanckiego środowiska, ludzi, których łączyła postać Władysława Jasińskiego. Jeszcze w czasach szkolnych zetknął się z tarnobrzeskim harcerstwem, zostając do końca życia wierny ideałom polskiego skautingu. Zawsze w oficjalnych wystąpieniach na jego zielonej bluzie błyszczał srebrny krzyż harcerski.

Miałem ogromny honor być zaliczonym do grona jego przyjaciół, wspólnie wydaliśmy dwie ostatnie jego książki o polskich kolędach czasu wojny oraz pieśni i piosenki Powstania Warszawskiego. W czerwcu tego roku w jego łódzkim mieszkaniu snuliśmy plany wizyty w Tarnobrzegu. Obaj jednak chyba wiedzieliśmy, że są to tylko tak ważne dla życia piękne marzenia. Tadeusz od wielu miesięcy był przykuty do łóżka, otoczony wspaniałą opieką jego ukochanej Agnisi.

Zamiast do Tarnobrzega, wybrał się w podróż o wiele dalszą, do krainy, gdzie czekają nań jego Ojciec, umiłowana Mateńka i wierni druhowie z lasu. Jego radość ze spotkania z tymi, których tak bardzo ukochał, i z którymi tak wiele przeżył, miesza się ze smutkiem tych, którzy go znali i których musiał opuścić.
TADEUSZ ZYCH

"Łupaszka"

Zygmunt Edward Szendzielarz, ps. "Łupaszka"  (ur. 12 marca 1910 w Stryju, stracony 8 lutego 1951 w więzieniu mokotowskim w Warszawie) – major kawalerii Wojska Polskiego i Armii Krajowej.

Życiorys
Był najmłodszym synem Karola Szendzielarza, urzędnika kolejowego i Eufrozyny z Osieckich. Początkowo uczył się w gimnazjum we Lwowie, a następnie w Stryju.
Od 14 listopada 1931 do 12 sierpnia 1932 był słuchaczem Kursu Unitarnego w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej. Po ukończeniu kursu i awansie na kaprala podchorążego kontynuował naukę w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu (od 1 października 1932 do 5 sierpnia 1934). 4 sierpnia 1934 Prezydent RP mianował go podporucznikiem ze starszeństwem z 15 sierpnia 1934 r. i 68. lokatą w korpusie oficerów zawodowych kawalerii. Po promocji przydzielony został do 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich w Wilnie na stanowisko dowódcy plutonu. Prawdopodobnie 19 marca 1938 r. otrzymał awans na stopień porucznika, jednocześnie obejmując dowództwo 2. szwadronu. W okresie służby wojskowej por. Szendzielarz brał udział w licznych zawodach hippicznych, zajmując wysokie miejsca.

28 stycznia 1939 r. ożenił się z Anną Swolkień. Mieli córkę Barbarę (ur. 16 listopada 1939 r. zm. 30 marca 2012 r.)

Udział w kampanii wrześniowej 1939
Uczestniczył w wojnie obronnej Polski 1939 jako dowódca 2. szwadronu w 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich w składzie Wileńskiej Brygady Kawalerii pod dowództwem płk. dypl. Konstantego Druckiego-Lubeckiego. Przeszedł z pułkiem cały szlak bojowy od obrony Piotrkowa Trybunalskiego w dniach 2–4 września poprzez działania osłaniające odwrót 13 DP, 19 DP i 29 DP do przeprawy przez Wisłę w nocy z 9 na 10 września, po której Wileńska BK przestała istnieć jako związek taktyczny, a 4 Pułk Ułanów nie stanowił już zwartej siły.

Por. Szendzielarz na czele 2. szwadronu dołączył 13 września do pododdziałów ppłk. Święcickiego, który zbierał rozproszone części Brygady. Następnego dnia podporządkowano je dowódcy kombinowanej Brygady Kawalerii pod dowództwem płk. Adama Zakrzewskiego. Szwadron por. Z. Szendzielarza stoczył wówczas walki na szlaku od Lubartowa do Majdanu Sopockiego, gdzie wszedł następnie w skład GO Kawalerii gen. Władysława Andersa jako pododdział Kresowej Brygady Kawalerii pod dowództwem płk. dypl. Jerzego Grobickiego.

Wszystkie te oddziały przebijały się na Węgry, zostały jednak rozbite przez Niemców 26 września. Resztki z por. Z. Szendzielarzem dołączyły do Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, która także szła w kierunku Węgier. Następnego dnia gen. Anders – wobec przeważających sił niemieckich i sowieckich – rozwiązał swoje oddziały i nakazał przebijać się małymi grupami na Węgry. Por. Z. Szendzielarz dostał się wówczas do niewoli niemieckiej (najprawdopodobniej), z której wkrótce uciekł i przedostał się do Lwowa.

Początkowa działalność w konspiracji w ramach ZWZ-AK
Po zakończeniu działań wojennych próbował dostać się przez Węgry do Francji, do odtwarzanego Wojska Polskiego, ale zamiar ten nie powiódł się. Wobec tego wrócił do Wilna, aby poprzez Litwę wyjechać za granicę.
Po kilkukrotnych niepowodzeniach włączył się do pracy konspiracyjnej w Wilnie w ramach ZWZ-AK. Od początku roku 1942 do sierpnia 1943 przebywał w majątku rodzinnym swojej żony w Szajkunach. Po tym okresie zaangażował się całkowicie w konspirację. W literaturze przedmiotu istnieją rozbieżności co do momentu rozpoczęcia przez niego działalności konspiracyjnej – podawane są daty: koniec roku 1939, początek 1940 bądź 1942.

W konspiracji por. Szendzielarz działał początkowo w strukturach tzw. Kół Pułkowych, jednej z licznych w tym czasie grup konspiracyjnych, przyjmując pseudonim "Łupaszko" (po słynnym zagończyku z okresu walk z bolszewikami w latach 1919-1920 ppłk. Jerzym Dąbrowskim). W dniu 28 grudnia 1939 r. Koła Pułkowe weszły w skład SZP-ZWZ. Od września 1940 r. powstał Wileński Pułk Ułanów Śmierci, w którym najprawdopodobniej por. Szendzielarz stanął na czele szwadronu.

Pod koniec 1940 r. przeszedł do komórki wywiadu dalekowschodniego, gdzie pracował przez cały rok 1942. Organizował wówczas siatkę wywiadowczą na linii kolejowej Wilno-Podbrodzie-Ryga.

Na czele 5 Wileńskiej Brygady AK

W kwietniu lub maju 1943 r. znalazł się w bezpośredniej dyspozycji Komendy Okręgu Wileńskiego AK, która w pod koniec sierpnia tego roku oddelegowała go na dowódcę do pierwszego oddziału partyzanckiego AK na Wileńszczyźnie dowodzonego wcześniej przez ppor. Antoniego Burzyńskiego ps. "Kmicic".
26 sierpnia, podczas uzgadniania szczegółów dotyczącej wspólnej akcji oddziału "Kmicica" i brygady Markowa Woroszyłowa na Miadzioł, w bazie sowieckiej partyzantki doszło do rozbrojenia i aresztowania sztabu "Kmicica". Por. Burzyński został zamordowany, a jego partyzantów przesłuchano i podzielono na trzy grupy. Jedną, 50-osobową rozstrzelano.

Na przełomie września i października 1943 r. oddział por. Szendzielarza liczył już ok. 100 ludzi. Przyjął on nazwę 5 Wileńskiej Brygady AK, zwanej też nieoficjalnie "Brygadą Śmierci". Brygada operowała na terenie na płn.-wsch. od Wilna. Prowadziła ona walki zarówno z Niemcami i ich litewskimi sojusznikami, jak też partyzantką sowiecką.

25 stycznia uczestniczył w rozmowach we wsi Swejginie między przedstawicielami Okręgu Wileńskiego AK i niemieckich władz wojskowych. W kolejnych rozmowach w poł. II tego roku por. Szendzielarz już nie brał udziału. Mimo to, w okresie powojennym niektórzy emigracyjni publicyści (a także komuniści w kraju) oskarżali go o kolaborację z Niemcami.

Na początku kwietnia 1944 r., po odprawie w komendzie Okręgu, został przypadkowo aresztowany u swojej teściowej przez Litwinów, którzy przekazali go władzom niemieckim. Niemcy zaproponowali mu wówczas zaprzestanie walk i wspólną akcję przeciwko sowieckiej partyzantce, a w zamian dostawy uzbrojenia. Por. Szendzielarz odmówił, zasłaniając się brakiem pełnomocnictw do czynienia tego typu ustaleń. Pod koniec kwietnia został zwolniony, najprawdopodobniej przez samych Niemców, którzy potraktowali ten gest jako akt dobrej woli wobec komendy Okręgu, mając nadzieję na nawiązanie ponownych kontaktów.

Pod koniec maja nastąpiło skoncentrowanie czterech brygad AK w celu utworzenia większych zgrupowań partyzanckich. Brygada "Łupaszki" weszła w skład Zgrupowania nr 2 pod dowództwem majora Mieczysława Potockiego ps. "Węgielny". W tym czasie por. Szendzielarz prawdopodobnie otrzymał awans do stopnia rotmistrza. Cała akcja związana była z przygotowaniami do zdobycia Wilna w ramach planowanej operacji pod nazwą "Ostra Brama".

Wkrótce rozkazem płk. A. Krzyżanowskiego Brygada "Łupaszki" została przesunięta na inny teren i włączona w skład Zgrupowania nr 1 mjr. Antoniego Olechnowicza ps. "Pohorecki". Na przełomie czerwca i lipca 1944 r. rozpoczęto wykonywanie akcji "Burza", której ostatnim akordem miało być opanowanie Wilna. Ostatecznie Brygada nie wzięła w nim udziału. W literaturze przedmiotu przedstawiane są różne przyczyny tej nieobecności. "Łupaszka" zebrał dowódców swoich szwadronów, którym zakomunikował, iż nie ma zamiaru "defilować przed Ruskimi w Wilnie". "Trudno panowie, widocznie generał "Wilk" nie mógł inaczej. Oświadczam wam, że ja też inaczej nie mogę. (...) W tej defiladzie udziału nie weźmiemy. Dowódcy zwracam się do was (...) pójdźcie teraz do swoich ludzi i powtórzcie im to co wam powiedziałem". Padły także, wtedy wielokrotne cytowane słowa Szendzielarza: "Niech mnie historia osądzi, ale nie chcę, żeby kiedykolwiek nasi żołnierze byli wieszani na murach i bramach Wilna".

Przypuszczenia rtm. Szendzielarza sprawdziły się. Sowieci w zdradziecki sposób i małym nakładem sił ujęli większość przywódców Wileńskiego i Nowogródzkiego Okręgu AK, paraliżując w ten sposób działanie polskich formacji wojskowych na tym obszarze.

Koniec działalności 5 Wileńskiej Brygady AK
W związku z zaistniałą sytuacją i dochodzącymi informacjami o tym, iż NKWD intensywnie poszukuje 5. Wileńskiej Brygady, "Łupaszka" dla zmylenia Sowietów nakazał zmianę dotychczasowej nazwy brygady i pseudonimów jej dowódców. Od tej pory w kontaktach z Armią Czerwoną oddział miał występować jako "Brygada Warszawska", która zmierza na swoje macierzyste tereny, a sam przyjął nowy pseudonim "Żelazny", a jeden z jego dowódców szwadronów, "Maks", teraz nazywał się "Skalny".

Jeszcze tego samego dnia "Brygada Śmierci" została namierzona przez Sowietów. Dzięki kamuflażowi i trzeźwej ocenie dowódców oddziałowi udało się wymknąć. "Łupaszka" zmienił nieco trasę marszu i skierował 5. Brygadę na południe, w okolice Grodna. Pod koniec lipca 1944 r. Brygada, manewrując między oddziałami niemieckimi i sowieckimi, przeszła w lasy Puszczy Grodzieńskiej. Tam została otoczona przez Sowietów.

Rtm. Szendzielarz rozkazał rozformować oddział, a żołnierzom wrócić do domu lub przebijać się małymi grupami na zachód, do Lasów Augustowskich. Drugi wariant wybrała większość oficerów z dowódcą na czele. Formalne rozwiązanie 5 Wileńskiej Brygady AK nastąpiło 23 lipca 1944 roku w okolicy wsi Porzecze w Puszczy Grodzieńskiej.

Ponowna organizacja Brygady i walki w ramach Okręgu Białystok Rtm. Szendzielarz z resztkami Brygady podporządkował się 20 września 1944 r. komendantowi Okręgu Białostockiego AK ppłk. Władysławowi Liniarskiemu ps. "Mścisław". Ten nakazał "Łupaszce" trwać w Puszczy Białowieskiej i organizować kadrowy oddział z rozbitków z nowogródzkich i wileńskich oddziałów AK.

Na początku listopada 1944 r. do oddziału dołączył m.in. oficer BiP Okręgu Wileńskiego AK ppor. Lech Beynar ps. "Nowina", późniejszy znany publicysta i historyk, piszący pod pseudonimem literackim "Paweł Jasienica". 10 listopada rtm. Szendzielarz został awansowany przez ppłk. Liniarskiego do stopnia majora. Zimę przetrwał wraz z oddziałem na terenie Obwodu AK Bielsk Podlaski. Na przełomie stycznia i lutego 1945 r. ppłk. Liniarski mianował "Łupaszkę" komendantem partyzantki Okręgu Białostockiego AKO, a 5 Wileńska Brygada stała się oddziałem dyspozycyjnym Komendy AKO.

W początkach kwietnia 1945 roku nastąpiła mobilizacja Brygady w okolicy wsi Oleksin w powiecie Bielsk Podlaski. Odtąd prowadzono walki z regularnymi oddziałami Armii Czerwonej i LWP, KBW, NKWD oraz grupami UB i MO. Szczególną uwagę zwracano na likwidację agentów komunistycznych i członków PPR, którzy byli uważani za zdrajców. Rozbijano posterunki MO i urzędy gminne, urządzano zasadzki. W połowie maja 1945 r. Brygada liczyła ok. 200 ludzi i składała się z pięciu pododdziałów: trzech szwadronów, kompanii szturmowej i drużyny podoficerskiej.

W pierwszych dniach września mjr Szendzielarz otrzymał rozkaz rozformowania swojego oddziału, liczącego wówczas ok. 300 partyzantów, natomiast on sam podjął decyzję prowadzenia dalszej walki z komunistami.

Wznowienie działalności na Pomorzu
W połowie września 1945 r. dotarł do Gdańska, gdzie zainstalował się ostatni komendant Okręgu Wileńskiego AK-DSZ ppłk Antoni Olechnowicz ps. "Pohorecki". Do spotkania z nim doszło pod koniec października lub na początku listopada 1945 r. Mjr Szendzielarz otrzymał zadania propagandowe, które nie do końca mu odpowiadały. W celu zdobywania na nie środków finansowych uzyskał zgodę na utrzymywanie kilkuosobowych grup zbrojnych (tzw. patroli dywersyjnych), natomiast istnienie większych oddziałów partyzanckich zostało zakazane. Patrole dywersyjne rozpoczęły swoją działalność od połowie stycznia 1946 r.

W tym czasie "Łupaszka" podjął także akcję propagandową, która polegała na redagowaniu, powielaniu i rozprowadzaniu ulotek o treści antykomunistycznej. Fragment ulotki z marca 1946 r. jego autorstwa:

"... Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich [...] My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków Domagających się wolności i sprawiedliwości."

W II połowie stycznia na kolejnym spotkaniu z ppłk. A. Olechnowiczem "Łupaszka" uzyskał zgodę na utworzenie większego oddziału bojowego. Rozkazem nr 1 z 26 II powołał on do życia 6 Brygadę Wileńską (rejon działalności – Białostockie i Podlasie), natomiast rozkazem nr 2 z 14 IV odtworzył 5 Wileńską Brygadę pod swoim dowództwem, mającą działać na obszarze Pomorza oraz Warmii i Mazur. Na początku maja liczyła ona ok. 70 ludzi i była podzielona na trzy szwadrony (dowódcy: ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny", ppor. Henryk Wieliczko ps. "Lufa" i ppor. Leon Smoleński ps. "Zeus") oraz patrol żandarmerii. Na początku czerwca został utworzony kolejny szwadron. W ciągu 1946 r. stan osobowy 5 Brygady nie przekraczał liczby 80 partyzantów.

Połączenie się z 6. Brygadą
W połowie sierpnia 1946 – wobec coraz silniejszego nasycenia terenu siłami komunistycznymi – mjr Szendzielarz podjął decyzję przejścia w Białostockie i połączenia się z 6 Brygadą, co nastąpiło do połowy października i tylko siłami szwadronu "Lufy". Pozostałe dwa szwadrony pozostały na miejscu i rozformowały się w połowie listopada 1946 r. Najprawdopodobniej w grudniu mjr Szendzielarz otrzymał od ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza list, w którym ten nakłaniał "Łupaszkę" do rozwiązania oddziałów, a w zamian obiecywał możliwość swobodnego opuszczenia Polski. Ponowne próby kontaktu ze strony MBP miały także miejsce w marcu i kwietniu 1947 r.

Na początku 1947 r. – wobec zbliżania się terminu wyborów do Sejmu – szwadrony "Łupaszki" zostały zepchnięte do defensywy, atakując tylko od czasu do czasu. Pod koniec marca nastąpiła koncentracja oddziałów Brygady, podczas której mjr Szendzielarz zwolnił część swoich podkomendnych. Sam był ciągle gorącym zwolennikiem dalszego prowadzenia walki przeciw komunistom. Stan Brygady zmalał do ok. 40 ludzi. Ostatecznie po rozmowach z niektórymi byłymi podkomendnymi, m.in. z Lechem Beynarem (Pawłem Jasienicą), "Łupaszka" zaprzestał czynnej walki zbrojnej i postanowił powrócić do cywilnego życia.

Próba powrotu do cywilnego życia
Pod koniec kwietnia 1947 r. udał się na Śląsk, gdzie zamieszkał w miejscowości Królowe. Dowództwo polowe nad 6 Brygadą przekazał ppor. Władysławowi Łukasiukowi ps. "Młot", sobie pozostawił natomiast ogólną komendę. W połowie maja przybył do niego ppłk A. Olechnowicz z rozkazem rozwiązania 6 Brygady. "Łupaszka" nie podjął jednak żadnych konkretnych działań.

Wobec zagrożenia aresztowaniem wkrótce przeniósł się do Zakopanego. Przez cały czas utrzymywał przez łączników kontakt z 6 Brygadą. Przekazywał "Młotowi" ogólne wytyczne dotyczące dalszej działalności bojowej oraz informował o sytuacji w kraju i rozkazach płynących z komendy Okręgu Wileńskiego AK.

W czerwcu 1948 r. UB rozpracował i rozbił Okręg Wileński AK. W rezultacie 30 czerwca 1948 r. w Osielcu pod Jordanowem mjr Szendzielarz został aresztowany.

Według relacji kpt. Edmunda Banasikowskiego UB wpadło na trop Szendzielarza, gdy podczas penetracji mieszkania Wandy Minkiewicz przechwyciło kartkę pocztową adresowaną z Poronina. Obława była ściśle utajniona, UB pozornie szukało niezidentyfikowanego góralskiego rozbójnika. Gdy niczego niepodejrzewający Szendzielarz wyszedł przed swoją chatę, został natychmiast otoczony przez funkcjonariuszy bezpieki i aresztowany.

Więzienie i śmierć
Natychmiast po aresztowaniu, "Łupaszka" został przewieziony do Warszawy i osadzony w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej. Przebywał tam 2,5 roku, do 8 lutego 1951 r. 23 października 1950 r. rozpoczął się proces byłych członków Okręgu Wileńskiego AK, w którym oskarżonymi byli:
    ppłk A. Olechnowicz
    kpt. Henryk Borowski ps. "Trzmiel"
    mjr Z. Szendzielarz
    ppor. Lucjan Minkiewicz ps. "Wiktor"
    Lidia Lwow ps. "Lala"
    Wanda Minkiewicz ps. "Danka".

Mjr Szendzielarz nie zaprzeczał, ani nie prosił o łaskę. Wszyscy, oprócz kobiet, zostali skazani 2 listopada 1950 r. przez sędziego Mieczysława Widaja na wielokrotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 r. w więzieniu na Mokotowie.

Spośród jego podkomendnych śmierć ponieśli:
    ppor. Z. Badocha ps. "Żelazny" – poległ w Czerninie koło Sztumu 26 czerwca 1946 roku
    ppor. H. Wieliczko ps. "Lufa" – zamordowany na zamku w Lublinie 14 marca 1949 roku
    sanitariuszka Danuta Siedzikówna ps. "Inka" – zamordowana w Gdańsku 28 sierpnia 1946 roku
    ppor. Feliks Selmanowicz ps. "Zagończyk" – zamordowany w Gdańsku 28 sierpnia 1946 roku
    kpr. Henryk Wojczyński ps. "Mercedes" – zmarł na skutek ran 30 października 1946 roku w Jełguniu

Postać mjr Szendzielarza w okresie powojennym
Publicyści i historycy PRL spowodowali swoimi publikacjami zafałszowanie wizerunku "Łupaszki". Generalnie był opisywany jako "krwawy herszt wileńskich bandytów" i imperialistyczny szpieg anglosaski. W propagandzie komunistycznej przedstawiano przede wszystkim jego "napady terrorystyczno-rabunkowe", dokonywane w okresie już powojennym na "bohaterskich" funkcjonariuszach i działaczach komunistycznych. Akcentowali rzekomą brutalność i pastwienie się nad wziętymi do niewoli "Łupaszki" i jego podkomendnych. Nawet jego postać fizyczną przedstawiali w taki sposób, żeby wzbudzić jak największą odrazę.

Postać "Łupaszki" wypłynęła również w 1968 roku, kiedy podczas tzw. wypadków marcowych, została wykorzystana przez Władysława Gomułkę w oskarżeniach przeciwko Pawłowi Jasienicy – zastępcy majora Szendzielarza z okresu białostockiego. Oskarżono go o liczne morderstwa na zlecenie "Łupaszki" na obszarze Białostocczyzny i Podlasia. O Z. Szendzielarzu wspominał też Józef Światło podczas swoich wystąpień w Radiu Wolna Europa.

Fałszywe oskarżenia Szendzielarza trwały przez cały okres tzw. Polski Ludowej. Prawdziwe informacje o nim i jego żołnierzach zamieszczane były tylko w publikacjach emigracyjnych, np. paryskich "Zeszytach Historycznych", czy "Przeglądzie Kawalerii i Broni Pancernej". Tam też jedynie mogli się wypowiadać byli jego podkomendni. Dopiero po roku 1989 zaczęły powstawać rzetelne prace historyczne ukazujące postać "Łupaszki" i jego skomplikowane dzieje.

1 października 1993 roku orzeczeniem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie została unieważniona większość jego wyroków śmierci, a 10 grudnia w wyniku apelacji do Sądu Najwyższego reszta tych wyroków. W 2006 roku Sejm RP uczcił rocznicę jego śmierci, przyjmując w tej sprawie specjalną uchwałę.

30 czerwca 2008 roku odbył się uroczysty, symboliczny pogrzeb majora Szendzielarza na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Tablica upamiętniająca znajduje się w Kwaterze "Na Łączce" tego cmentarza.
1 października 2011 r. w Zajezierzu odsłonięto tablicę upamiętniającą pobyt majora Łupaszki zimą 1944-45 roku.

Odznaczenia
Za udział w kampanii wrześniowej 1939 roku został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy.
W styczniu 1944 roku por. Szendzielarz został odznaczony Krzyżem Walecznych przez Komendanta Okręgu, płk. Aleksandra Krzyżanowskiego ps. "Wilk".

25 czerwca 1988 roku prezydent Polski na Uchodźstwie w uznaniu wybitnych czynów w czasie wojny nadał mjr Szendzielarzowi Krzyż Złoty Orderu Virtuti Militari.

Pośmiertnie, postanowieniem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z 9 listopada 2007 "za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej" został, wraz z dwoma innymi "żołnierzami wyklętymi" - Kazimierzem Kamieńskim i Władysławem Łukasiukiem odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, a przekazanie orderów odbyło się 11 listopada tego samego roku w czasie uroczystości z okazji Narodowego Święta Niepodległości.

Filmy dokumentalne
Łupaszko, dwuczęściowy film dokumentalny, prod. TVP, Warszawa 2000, scenariusz i reżyseria: Mariusz Pietrowski
Z archium IPN - Łupaszka, film dokumentalny, scenariusz: Tadeusz Doroszuk i Adam Sikorski, reżyseria: Adam Sikorski
 

Pamięci mjra "Kaktusa"

Pamięci majora Tadeusza Strusia, dowódcy Armii Krajowej


Był obywatelem Wyszkowa z wyboru. Spędził tu ostatni etap (1962 - 1991) swego długiego i pracowitego życia. Pracował w Wyszkowskiej Fabryce Mebli od 1962 do 1974 roku, m.in. jako zastępca głównego mechanika.

Mieszkał z Matką przy ul. gen. Józefa Sowińskiego 29 m 15 w skromnym, jednopokojowym mieszkaniu. W ostatnich latach swego życia jego matka utraciła wzrok i Major całkowicie poświęcił się sprawowaniu opieki nad nią, aż do jej śmierci w 1980 roku.

Major nic założył własnej rodziny i przez wiele lat żył w osamotnieniu. Sam również w ostatnich latach życia odczuwał coraz dotkliwiej osłabienie wzroku. Mimo nader skromnych środków do życia dzielił się tym, co posiadał z innymi. Był człowiekiem głębokiej wiary Mieszkańcy Wyszkowa pamiętają zapewne charakterystyczna wysoką sylwetkę starszego pana z siwą bródką spacerującego ulicami miasta.

Z wielu powodów, głównie politycznych, aż po schyłek lat 80. zachowywał Major incognito co do swej kombatanckiej przeszłości. Od 1967 r. sporadycznie w opracowaniach poświęconych ruchowi oporu przewijało się jego nazwisko i konspiracyjny pseudonim. Z rzadka odwiedzali Majora dawni podwładni - żołnierze i oficerowie Armii Krajowej.

Major Tadeusz Struś „Kaktus” był w okresie okupacji niemieckiej jednym z najdzielniejszych i najofiarniejszych dowódców Armii Krajowej. Walczył i działał w okręgu radomsko - kieleckim AK „Jodła”, pełniąc wiele funkcji dowódczych. Jakie było życie i działalność tego wielkiego patrioty i człowieka?

Tadeusz Franciszek Struś urodził się 17 września 1908r. w Mariance k. Radomska w rodzinie Marii z Rutkowskich i Bolesława Strusiów. Rodzina ta pochodziła z Podola i wywodziła się ze znanego w Rzeczypospolitej rodu Strusiów herbu Korczak. Ojciec Majora był dzierżawcą majątku Marianka. Tadeusz Struś uczęszczał do szkoły „Macierzy Szkolnej” w Gorzkowicach, a następnie do Gimnazjum „Humanistycznego w Radomsku które ukończył w 1926r. Szczególne uzdolnienia przejawiał w dziedzinie matematyki.

W 1926 r. został przyjęty na kurs unitarny Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej W latach 1927 - 1930 kontynuował naukę w szkole Podchorążych Inżynierii i Saperów w Warszawie. W 1929 r. otrzymał awans na pod porucznika i po ukończeniu szkoły przydział do 7. Batalionu Saperów w Poznaniu jako oficer liniowy Patent oficerski na stopień porucznika podpisany przez Józefa Piłsudskiego otrzymał 1 kwietnia 1933 r. Znajduje się on obecnie w Izbie Pamięci „Jędrusiów” (ugrupowania partyzanckiego) w starym kościele w Sulisławicach. Dowództwo, doceniając uzdolnienia młodego oficera, odkomenderowało go w 1935 r. na Wydział Mechaniczny Politechniki Warszawskiej. Do wybuchu wojny Tadeusz Struś ukończył 4 lata pięcioletnich studiów i w 1939 r. otrzymał awans na kapitana.

Szlak bojowy Majora otworzył wrzesień 1939 r. Z chwilą wybuchu wojny otrzymał przydział do 4. Pułku Saperów w Przemyślu na stanowisko dowódcy kompanii. 8 września w Rudniku nad Sanem samoloty zbombardowały, będący w marszu, batalion, w skład którego wchodziła jego kompania. 17 września w rejonie Gródka Jagiellońskiego zmotoryzowany oddział sowiecki internował kompanię; Dzięki pomocy podwładnego - sapera, Żyda - Tadeusz Struś uniknął aresztowania i zdołał otrzeć do stolicy opanowanej już przez Niemców. Zagrożony aresztowaniem udał się do Węglina, do państwa Kamockich, następnie do Bochni, by na koniec osiąść na ziemi opatowsko - sandomierskiej. Tam, w okolicy Rakowa. w latach 1940 - 42 zorganizował tajne nauczanie w zakresie szkoły średniej. W 1942 r., za pośrednictwem kapitana dr. medycyny Jana Aleksandrowicza „Szerszenia”, wstąpił do AK.

Pseudonim „Kaktus” wybrał dla Tadeusza Strusia ppłk Antoni Żółkiewski „Lin” - ówczesny inspektor sandomierski AK i późniejszy dowódca 2. Dywizji Piechoty AK. On też odebrał przysięgę organizacyjną od kapitana Tadeusza Strusia. W 1943 r. kapitan „Kaktus” został dokooptowany do Inspektoratu Sandomierskiego AK jako szef referatu saperów i kierownik dywersji. Na bazie oddziału „Tarzana” (Stefana Franaszczuka) zorganizował kapitan „Grupę Lotną” - oddział partyzancki, który dokonał wielu udanych akcji zbrojnych na terenie obwodu sandomierskiego AK. Najbardziej głośną z nich było opanowanie 12 listopada 1943 r. w centrum Sandomierza koszar specjalnego oddziału nawigacji lotniczej i bahnschutzpolizei, aby zdobyć broń i amunicję. Zabito i raniono kilku Niemców, rozbrojono kilkudziesięciu, zdobyto dużo broni i amunicji oraz sprzętu wojskowego. Dokonał tego kpt. „Kaktus z 12 zaledwie żołnierzami AK. Akcja odbyła się bez strat własnych. Najbliższym współpracownikiem kapitana był ppor. Witold Józefowski „Miś” - szef kedywu sandomierskiego AK, dzielny oficer i zdolny organizator (powojenny, wieloletni redaktor naczelny pisma „Uroda”). Kpt. „Kaktus” został również oficerem łącznikowym inspektoratu sandomierskiego AK z partyzanckim oddziałem „Jędrusiów”, wtedy z Józefem Wiąckim „Sową” na czele.

Obok tych funkcji kierował kapitan szkoleniem saperskim w całym inspektoracie sandomierskim AK, a w 1943 . prowadził kursy podchorążych przy oddziale „Jędrusiów”. Eugeniusz Dąbrowski wybitny oficer AK z oddziału „Jędrusiów” tak pisze w swych wydanych wspomnieniach „Szlakiem Jędrusiów” o naszym bohaterze:

Kapitan „Kaktus” stał się wkrótce naszym najlepszym przyjacielem. Było to możliwe dzięki nieprzeciętnym walorom jego charakteru. Szczerość, prostolinijność. skromność i wprost koleżeński jego stosunek do nas, bardzo młodych przecież wiekiem, żołnierzy leśnych, wyrobiły w naszych sercach uczucia wielkiej sympatii szacunku dla tego człowieka.

W podobny sposób charakteryzuje w swej relacji „Kaktusa” Andrzej Dąbrowski - jeden z najbardziej zasłużonych „Jędrusiów”: Przypadł nam Major do gustu, polubiliśmy go przede wszystkim dlatego, że był człowiekiem nieskomplikowanym, prostolinijnym, bardzo skromnym i znajdującym wspólny język z młodymi ludźmi.

W kwietniu 1944 r. „Grupa Lotna” połączyła się z „Jędrusiami”, tworząc później 4. Kompanię 2 pp leg. AK. W lipcu 1944 r. „Kaktus” objął funkcję szefa saperów 2. Dywizji Piechoty leg. AK i pełnił ją do października 1944 r. Latem 1944 r. po rozformowaniu częściowym 2pp leg. AK Major objął dowództwo 2. Batalionu. 12 października 1944 r. został dowódcą Zgrupowania AK, złożonego z części 2. i 13. batalionu 2 pp leg. AK. Jednostka ta liczyła 300 żołnierzy, w tym 23 oficerów. Miała ona przejść w rejon Gór Świętokrzyskich i przebić się przez front na przyczółku sandomierskim, skąd pochodziła większość żołnierzy lub, w razie niemożności przebicia się, zdemobilizować i przezimować w regionie świętokrzyskim. W zgrupowaniu znaleźli schronienie i otrzymali broń sowieccy jeńcy wojenni, zbiegli z obozu w rejonie Kielc i Żydzi z Łódzkiego Getta. Wśród „Jędrusiów” byli trzej Francuzi, dezerterzy z Wehrmachtu.

24 października major „Kaktus” nawiązał kontakt z sowieckim oddziałem por. Mikołaja Dońcowa „Dona” (stanowiącego X Brygadę AL „Zwycięstwo”), która przygotowywała się do przejścia przez linię frontu. Do współdziałania jednak z powodów politycznych nie doszło, a brygada „Dona” została zdziesiątkowana przez sowiecką artylerię, jakoby pomyłkowo, przy przebiciu się prze front 28 października pod Chotcz. W rejonie wsi Kaczka zgrupowanie nawiązało kontakt i współ pracę z oddziałem AK por. Seweryna Maczugi „Wrzosa”. Dowódca ten udzieli] pomocy aprowizacyjnej i medycznej zgrupowaniu Majora. „Kaktus” nawiązał też kontakt z rajdowym oddziałem sowieckim Michała Głumowa - majora „Hory”. Niemcy podjęli obławę w lasach suchedniowskich i siekierzyńskich z zamiarem likwidacji szczątkowych oddziałów AL i partyzantów sowieckich. 17 listopada 1944 r. zgrupowanie w rejonie Ostrożanki dostało się w zasadzkę oddziału SS, ale przebiło się ze stratą 2 zabitych i 7 rannych. Pod koniec listopada odeszli do majora „Hory” Żydzi i żołnierze sowieccy. 5 grudnia zgrupowanie rozwiązano - w lesie pozo stał do 8 grudnia oddział kapitana Stefana Kępy „Pochmurnego” - zastępcy Majora.

Major „Kaktus” kwaterował krótko w Wąchocku, gdzie był w kontakcie z rodzinami Brewków i Huziuków, związanymi z konspiracją i partyzantką AK. Później kwaterował w Sieradowicach u rodziny Gumowskich. Stamtąd w styczniu 1945 r. udał się do Częstochowy, gdzie objął funkcję inspektora AK. Następnie był współorganizatorem organizacji „NIE” (antykomunistycznej) na tym terenie. 18 marca w Częstochowie przy ul. Wieluńskiej major wpadł w kocioł zorganizowany przez NKWD. Sowieci zmusili jednego z lokalnych dowódców AK do dekonspiracji i wskazania osoby inspektora AK. Major „Kaktus” nie załamał się i odmówił składania zeznań. W końcu marca 1945 r. został prze wieziony do Bytomia, a następnie do Łodzi, gdzie był przetrzymywany kolejno w 3 więzieniach z innymi oficerami AK, m.in. Konstantym Łubieńskim. 15 maja został przewieziony do Poznania i umieszczony w obozie k. Parku im. Wilsona. 8 czerwca dokonał brawurowej ucieczki. Później podjął próbę przejścia (przez Czechosłowację) do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech, ale został aresztowany. Ponownie zbiegł i udał się na Ziemie Zachodnie pod własnym nazwiskiem jako Tadeusz Struś. NKWD i bezpiece znany był pod nazwiskami konspiracyjnymi, m.in. Adam Woźniak. Major zmienić musiał wygląd zewnętrzny i zataić swój stopień wojskowy i kombatancką bohaterską przeszłość. Od września 1945 r. aż po luty 1962 r. pracował w kilkunastu miastach jako nauczyciel szkół średnich (m.in. w Bystrzycy Kłodzkiej jako nauczyciel geografii, w ZSZ w Gliwicach jako nauczyciel przedmiotów zawodowych) oraz jako pracownik dozoru technicznego w wielu zakładach pracy.

Przed przyjazdem do Wyszkowa Major pracował jako główny mechanik w Fabryce Mebli w Kluczborku (lata 1960 - 1962). Jako dwukrotny zbieg, więzień polityczny, Major był usilnie poszukiwany przez NKWD i bezpiekę, ale nie został zdekonspirowany. U schyłku lat 80. Major został członkiem ZBoWiD, a osobami go rekomendującymi byli: płk dypl. Wojciech Borzobohaty (były szef sztabu Okręgu AK „Jodla”, późniejszy prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej) i wspomniany oficer AK Witold Józefowski „Miś”.

Tadeusz Struś miał siostrę Mieczysławę z męża Kołodyńską (Mieczysław Kołodyński był lekarzem wojskowym), brata Bogumiła - podoficera zawodowego Wojska Polskiego sprzed 1939r., uczestnika kampanii wrześniowej 1939 r. i brata Włodzimierza - absolwenta Szkoły Pożarnictwa, oficera AK ps. Konrad, który przebył szlak bojowy z majorem.

Tadeusz Struś odszedł na wieczną wartę 17 czerwca 1991 r. w Wyszkowie cicho, prawie nie zauważony nawet przez swoich najbliższych, jak napisał w swym pośmiertnym o nim wspomnieniu w „Polsce Zbrojnej” Eugeniusz Dąbrowski (nr 196 z 9.10.1991 r.).

Ten wybitny dowódca, wspaniały człowiek, który swe życie poświęcił innym, przede wszystkim Ojczyźnie, rodakom i rodzinie, zasłużony pracownik Wyszkowskiej Fabryki Mebli i obywatel Wyszkowa z wyboru, dobrze zasłużył się Polsce i temu miastu, wart jest upamiętnienia. Miałem ten zaszczyt niezmierny poznać majora „Kaktusa” i odwiedzać Go często w latach 1984 - 1988. Napisałem o Majorze dwa artykuły, pierwszy w 1989 roku, jeszcze za życia „Kaktusa”.

Jako historyk i nauczyciel historii zwracam się za pośrednictwem Redakcji „Nowego Wyszkowiaka” z apelem do społeczności Wyszkowa, władz samorządowych i miejskich, władz kościelnych, władz oświatowych o upamiętnienie w znanym z patriotyzmu mieście Wyszkowie jego zasłużonego mieszkańca i obywatela - Tadeusza Strusia „Kaktusa”. Propozycji może być wiele: nazwanie ulicy imieniem majora, szkoły, tablica pamiątkowa na ścianie domu, w którym mieszkał i w kościele. Liczę na to, że miejscowa młodzież otoczyć powinna należytą opieką grób naszego bohatera na miejscowym cmentarzu (spoczywa tam obok swojej matki.

Łacińskie powiedzenie głosi: „Non omnis moriar” - „nie cały umrę”. Niech więc artykuł ten posłuży przywróceniu pamięci Tadeusza Strusia w mieście Wyszkowie. W którym żył, pracował i zmarł, i gdzie spoczywają jego prochy. „Nowy Wyszkowiak” - pismo, które cenię jako czytelnik, dba o krzewienie tradycji patriotycznych! Liczę więc, że apel mój znajdzie odzew w społeczności i we władzach miasta. Że wspólnym wysiłkiem upamiętnimy tego wielkiego Polaka i człowieka, który swe życie poświęcił Ojczyźnie i rodakom!

mgr Romuald Trzmiel
historyk, nauczyciel historii
„Nowy Wyszkowiak” nr 8/99 z 19 lutego 1999 roku

 

"Inka" Danuta Siedzikówna

 
altDanuta Siedzikówna ps. "Inka", nazwisko konspiracyjne – Danuta Obuchowicz (ur. 3 września 1928 we wsi Olchówka/Guszczewina k. Narewki, pow. Bielsk Podlaski, zamordowana 28 sierpnia 1946 w Gdańsku) – sanitariuszka 4. szwadronu odtworzonej na Białostocczyźnie 5 Wileńskiej Brygady AK. W 1946 w 1. szwadronie Brygady działającym na terenie Pomorza.
 
Życiorys
 
Była córką leśniczego i żołnierza armii Andersa, Wacława Siedzika (zmarłego w Teheranie w 1942) i Eugenii z Tymińskich h. Prus III (zamordowanej przez Gestapo we wrześniu 1943). Uczyła się w szkole powszechnej w Narewce, a podczas wojny w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku k. Dąbrowy Białostockiej. Po zamordowaniu przez gestapo jej matki, razem z siostrą Wiesławą wstąpiła do AK (przysięgę złożyła w grudniu 1943 lub na początku 1944), gdzie odbyła szkolenie medyczne. Po przejściu frontu podjęła pracę kancelistki w nadleśnictwie Hajnówka. Wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa została w czerwcu 1945 aresztowana za współpracę z antykomunistycznym podziemiem przez grupę NKWD-UB (działającą z polecenia zastępcy szefa WUBP w Białymstoku, Eliasza Kotona). Została uwolniona z konwoju przez operujący na tym terenie patrol wileńskiej AK Stanisława Wołoncieja "Konusa" (podkomendnych "Łupaszki"), następnie jako sanitariuszka podjęła służbę w oddziale "Konusa", a potem w szwadronach por. Jana Mazura "Piasta" i por. Mariana Plucińskiego "Mścisława". Przez krótki czas jej przełożonym był także por. Leon Beynar "Nowina", zastępca "Łupaszki", znany później jako Paweł Jasienica. Danuta Siedzikówna przybrała wówczas pseudonim "Inka".
 
Na przełomie 1945/1946, zaopatrzona w dokumenty na nazwisko Danuta Obuchowicz, podjęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn w powiecie ostródzkim. Wczesną wiosną 1946 nawiązała kontakt z ppor. Zdzisławem Badochą "Żelaznym", dowódcą jednego ze szwadronów "Łupaszki". Po śmierci "Żelaznego", zabitego podczas obławy UB 24 czerwca 1946, została wysłana przez jego następcę, ppor. Olgierda Christę "Leszka" po zaopatrzenie medyczne do Gdańska i tam aresztowana przez UB rankiem 20 lipca 1946, a następnie umieszczona w pawilonie V więzienia w Gdańsku jako więzień specjalny. W śledztwie (kierowanym przez naczelnika Wydziału III WUBP w Gdańsku Jana Wołkowa i kierownika Wydziału Śledczego WUBP Józefa Bika) była bita i poniżana; mimo to odmówiła składania zeznań obciążających członków brygad wileńskich AK. Została skazana na śmierć 21 sierpnia przez sąd kierowany przez mjr. Adama Gajewskiego i zastrzelona przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego 28 sierpnia 1946 wraz z Feliksem Selmanowiczem ps. Zagończyk, w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku. Według relacji przymusowego świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnimi słowami "Inki" było: Niech żyje Polska! Niech żyje "Łupaszko"! Miejsce pochówku ciał nie jest znane.
 
Wizerunek w okresie powojennym

Oskarżenie było całkowicie absurdalne. Ince zarzucono osobisty udział w zastrzeleniu funkcjonariuszy UB i MO podczas starcia koło miejscowości Podjazy z oddziałem Łupaszki, a nawet wydawania rozkazów, pomimo że była jedynie sanitariuszką oddziału. Nie brano pod uwagę nawet jej wieku (była nieletnia). Rozbieżności w zakresie jej udziału w starciu pomiędzy partyzantami a UB i MO pojawiły się zresztą w zeznaniach samych milicjantów. Jedni zeznawali, że Inka strzelała i wydawała rozkazy inni że nie. Jeden z milicjantów przyznał nawet, że Inka udzieliła mu pierwszej pomocy, gdy został ranny. Ostatecznie nawet stalinowski sąd stwierdził, że Inka nie brała bezpośredniego udziału w zabójstwach. Mimo to wymierzył jej karę śmierci.
 
W dokumentach zachowanych w archiwum IPN znajduje się "Prośba o łaskę" do "Obywatela Prezydenta", czyli Bolesława Bieruta, napisana 3 sierpnia 1946 r. Została zredagowana przez obrońcę "Inki" z urzędu, Jana Chmielowskiego. Pisana jest w pierwszej osobie ("Ja, Danuta Siedzikówna"). Nie została jednak podpisana przez "Inkę", tylko przez Chmielowskiego. "Inka" odmówiła, ponieważ w tekście Chmielowski pisał o jej kolegach z oddziału jako o "bandzie". W grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, krótko przed śmiercią, "Inka" napisała: Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba. Po śmierci rodziców babcia była jej szczególnie bliska, opiekowała się jej siostrami: Wiesią i Irenką.
 
Prokuratorzy IPN postawili przed sądem byłego prokuratora wojskowego Wacława Krzyżanowskiego (który oskarżał "Inkę" i żądał dla niej kary śmierci), oskarżając go o udział w komunistycznej zbrodni sądowej; został on jednak uniewinniony w sądzie II instancji. Mimo kasacji wyroku na Siedzikównie, do dziś nie został skazany.
 
Odznaczenia

Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski – 2006, pośmiertnie
 
Film i teatr
 
W 2000 roku powstał spektakl "Teatru Nie Teraz" w reżyserii Tomasza A. Żaka - Na etapie, poświęcony postaci Danusi Siedzikówny. W roli głównej Magdalena Zbylut[2]. Postaci "Inki" poświęcony jest także spektakl Teatru Telewizji Inka 1946 (premiera w styczniu 2007), w reżyserii Natalii Korynckiej-Gruz z Karoliną Kominek w roli głównej.
 
Patronat

Park im. sanitariuszki Inki w Sopocie, naprzeciwko gmachu Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego przy alei Armii Krajowej między przecznicami: 1-go Maja i Władysława Sikorskiego
Szkoła Podstawowa w Podjazach, w gminie Sulęczyno w powiecie kartuskim w województwie pomorskim
Gimnazjum nr 2 w Ostrołęce w województwie mazowieckim
3 Sokólska Drużyna Wędrownicza (ZHP)
95 Tomaszowska Drużyna Harcerek "SZAROTKA" (Hufiec ZHP w Piotrkowie Trybunalskim)
1 Ostrołęcka Drużyna Harcerek "Ignis" ZHR
37 Gdyńska Drużyna Harcerek "Biedronki" (ZHR)
44 Mazowiecka Drużyna Harcerek "Kasjopea" ZHR z Warszawy
 
Miejsca pamięci

Tablica Pamiątkowa w Bazylice Mariackiej w Gdańsku
Pomnik w Parku im. Sanitariuszki Inki w Sopocie
Pomnik przy Kościele Parafialnym w Narewce
Symboliczny Grób na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku


 

Stefan Rowecki, ps. Grot

 

altStefan Paweł Rowecki, pseud. Grot, Rakoń, Grabica, Inżynier, Jan, Kalina, Tur (ur. 25 grudnia 1895 w Piotrkowie Trybunalskim, zm. 1-2 sierpnia 1944 w Sachsenhausen) – generał dywizji Wojska Polskiego, komendant główny Armii Krajowej (dowódca Sił Zbrojnych w Kraju) (od 14 lutego 1942 do 30 czerwca 1943), teoretyk wojskowości.
 


Życiorys
 
Dzieciństwo i młodość

 
Był synem Stefana Augusta Leona i Zofii z Chrzanowskich. Edukację rozpoczął w 1906 w gimnazjum polskim w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie zaprzyjaźnił się m. in. z Tadeuszem Puszczyńskim. W 1911 był współorganizatorem, a następnie stał na czele pierwszego tajnego zastępu skautowego w Piotrkowie Trybunalskim. Od jesieni 1912 rozpoczął studia techniczne w Warszawie, w Szkole Mechaniczno-Technicznej H. Wawelberga i S. Rotwanda. W 1913 wstąpił do Polskich Drużyn Strzeleckich w Warszawie. Wówczas, oraz w późniejszym okresie w Legionach Polskich, używał pseudonimu Stefan Radecki[1]. W styczniu 1914, po ukończeniu kursu podoficerskiego w Rabce, wrócił do Warszawy gdzie dowodził IV plutonem kompanii warszawskich Polskich Drużyn Strzeleckich. W lipcu 1914 wyjechał potajemnie na kurs oficerski w Nowym Sączu (wówczas w zaborze austriackim), a pod koniec 1914 wstąpił do Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego.
 
I wojna światowa

 
W czasie I wojny światowej walczył w I Brygadzie Legionów Polskich. Po kryzysie przysięgowym, w lipcu 1917, od 11 sierpnia 1917 przebywał w obozie dla internowanych oficerów Legionów w Beniaminowie. W lutym 1918 wstąpił do Polskiej Siły Zbrojnej (tzw. Polnische Wehrmacht). 27 marca 1918 został mianowany porucznikiem, następnie został wykładowcą przedmiotu "umocnienia polowe", w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej. Na przełomie 1918 i 1919 ukończył dodatkowo kurs fortyfikacyjny i minerski w Modlinie.
 
Dwudziestolecie międzywojenne

 
W listopadzie 1918, gdy utworzono niepodległe państwo polskie, uczestniczył w rozbrajaniu okupantów niemieckich. W latach 1919-1920 walczył w wojnie z bolszewikami, m.in. jako szef Oddziału II Frontu Południowo-Wschodniego i Grupy Uderzeniowej gen. Edwarda Rydza-Śmigłego.
 
W latach 1921-1922 był słuchaczem kursu doszkolenia w Wyższej Szkole Wojennej. Po ukończeniu kursu i uzyskaniu tytułu oficera Sztabu Generalnego został przydzielony do Wojskowego Instytutu Naukowo-Oświatowego, na stanowisko szefa Wydziału I Naukowego, sprawując tę funkcję w latach 1923-1926. W latach 1921-1926 był również oficerem Biura Ścisłej Rady Wojennej. We wrześniu 1926 obowiązki szefa wydziału przekazał mjr. SG Marianowi Porwitowi po czym objął stanowisko I oficera sztabu w Inspektoracie Armii gen. dyw. Józefa Rybaka, na którym pozostawał do 1930. Był założycielem i redaktorem "Przeglądu Wojskowego". W latach 1930-1935 pełnił funkcję dowódcy 55 Poznańskiego Pułku Piechoty w Lesznie. W listopadzie 1935 powierzono mu dowodzenie Brygadą KOP "Podole". W lipcu 1938 został dowódcą piechoty dywizyjnej 2 Dywizji Piechoty Legionów w Kielcach.

II wojna światowa
 
10 czerwca 1939 minister spraw wojskowych, gen. dyw. Tadeusz Kasprzycki zaproponował mu objęcie dowództwa nad drugą w Wojsku Polskim brygadą pancerno-motorową. 20 czerwca wyznaczony został na stanowisko dowódcy Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej. Ostatnie dwa miesiące pokoju poświęcił na organizację powierzonej mu wielkiej jednostki motorowej. Zbyt późna decyzja naczelnych władz wojskowych o utworzeniu brygady uniemożliwiła mu jej wyszkolenie i zgranie. 4 września podporządkowany został gen. dyw. Tadeuszowi Piskorowi, dowódcy improwizowanej Armii "Lublin". W czasie kampanii wrześniowej dowodził brygadą w obronie środkowej Wisły, a później w pierwszej bitwie pod Tomaszowem Lubelskim. Po kapitulacji armii, uniknął niewoli i powrócił do Warszawy. Tam 5 października 1939 został zastępcą komendanta Służby Zwycięstwu Polski, gen. bryg. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza. 3 maja 1940 został mianowany generałem brygady. W tym samym roku został komendantem Obszaru Warszawskiego ZWZ, a następnie całego obszaru Polski pod okupacją niemiecką – 30 czerwca 1940 został komendantem głównym ZWZ i dowódcą Sił Zbrojnych w Kraju. Był wówczas inicjatorem powołania stanowiska Delegata Rządu na Kraj, co zaproponował gen. Władysławowi Sikorskiemu w 1940. W grudniu 1940 z polecenia[5] Roweckiego, w Biurze Informacji i Propagandy utworzono specjalną komórkę "N" (jej powołanie zaproponował na wiosnę 1940 płk. Jan Rzepecki[5]). Komórka w październiku 1941 została przekształcona w Samodzielny Podwydział N, zwany potocznie akcją N. Akcja N zajmowała się dywersją, wojną psychologiczną i propagandą, wymierzoną przeciwko okupantowi niemieckiemu. Rowecki cyklicznie informował Rząd Polski w Londynie o rezultatach działalności akcji N.
 
Pod koniec 1941 utworzył organizację "Wachlarz". Doprowadził do połączenia najważniejszych organizacji konspiracyjnych w kraju w jednolite wojsko podziemne, od 1942 występujące jako Armia Krajowa. 14 lutego 1942 został komendantem głównym Armii Krajowej, następnie dokonał jej restrukturyzacji, usprawniając system dowodzenia. Był przeciwny współpracy z komunistami polskimi z PPR, m.in. nie zgadzając się na mediacje z jej nieoficjalnym przedstawicielem Michałem Żymierskim (wówczas agentem NKWD), mające miejsce w 1940. Od 1942, kiedy uzyskał zgodę na prowadzenie ograniczonej walki zbrojnej, nadzorował przygotowanie planu powstania powszechnego, jakie Polskie Państwo Podziemne zamierzało wywołać pod koniec wojny[4]. Od 7 grudnia 1942 pełnił dodatkowo funkcję Delegata Ministra Obrony Narodowej w Kraju.
 
W czasie okupacji niemieckiej stał się obiektem szczególnego zainteresowania niemieckich władz bezpieczeństwa, głównie z uwagi na znaczenie stanowisk które zajmował w polskim ruchu oporu. Został uznany za "wroga numer jeden" III Rzeszy w okupowanej Polsce i umieszczony na pierwszym miejscu[1] niemieckiej listy poszukiwanych Polaków (niem. Bekanntgewordene Personen der polnischen Wiederstandbewegung), która obejmowała 165 nazwisk najaktywniejszych dowódców polskiej konspiracji. Gestapo przywiązywało szczególną wagę do zdekonspirowania i pochwycenia Roweckiego – utworzono w tym celu specjalną komórkę zajmującą się wyłącznie polowaniem na przywódców podziemia, która dysponowała rysopisem Roweckiego i jego personaliami. W centrali niemieckich władz bezpieczeństwa w Alei Szucha wisiał jego ogromny podświetlany portret, z którym każdy funkcjonariusz lub agent niemiecki działający na terenie Warszawy musiał się dokładnie zapoznać.
 
Wczesną wiosną 1943 roku odnalazł Roweckiego członek siatki NKWD w Warszawie Bogusław Hrynkiewicz i zaproponował zwierzchnikom jego likwidację. Jednak jej kierownik. Czesław Skoniecki, po konsultacjach z Moskwą i kierownictwem PPR nie wyraził zgody.
 
Sam Rowecki nie był zwolennikiem ścisłej konspiracji, mimo iż zgodził się na ochronę osobistą wywiadu AK, ograniczył ją do spotkań służbowych – w terenie poruszając się bez obstawy. W większym stopniu zakładał, iż przed aresztowaniem i rozpoznaniem na terenie Warszawy uchroni go wtopienie się w tłum, dobra orientacja w mieście, zmiana wyglądu zewnętrznego oraz doskonale podrobione dokumenty (niem. Kennkarte) poświadczające, iż pracuje w instytucjach niemieckich.
 
Informację o miejscu pobytu "Grota" podrzucili Niemcom polscy agenci wywiadu radzieckiego. Został wydany Niemcom przez agentów Gestapo ulokowanych w wywiadzie AK (Blanka Kaczorowska, Ludwik Kalkstein, Eugeniusz Świerczewski; w 1944 kontrwywiad AK zlikwidował Świerczewskiego za zdradę). 30 czerwca 1943 został zdekonspirowany i aresztowany w warszawskim mieszkaniu przy ul. Spiskiej 14 m. 10 przez ekipę Gestapo dowodzoną przez SS-Untersturmführera Ericha Mertena. Następnie został przewieziony do Berlina, gdzie stanowczo odrzucił niemiecką propozycję współdziałania (m. in.wzięcia udziału w planowanej akcji antybolszewickiej)[1]. Został osadzony w połowie lipca 1943 w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, jako więzień honorowy.
 
1 sierpnia 1944, Heinrich Himmler, na wieść o wybuchu powstania warszawskiego nakazał niezwłoczne zgładzenie Stefana Roweckiego. Według powojennych ustaleń historyków, został on zamordowany w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, kilka minut po godz 3:00 w nocy z 1 na 2 sierpnia 1944[9] (datę tę częściowo potwierdził IPN w toku śledztwa zakończonego w 2007).
 
Okres powojenny
 
W latach stalinizmu w Polsce (1945-1956) oficjalna ocena działalności Roweckiego była skrajnie i jednostronnie negatywna. Ówczesna historiografia, posługując się oskarżeniami nie popartymi faktami, twierdziła iż dowództwo Armii Krajowej współpracowało z Niemcami. Rowecki również był prezentowany w tym kontekście, dominowało jednak przedstawianie go w opozycji do sanacyjnych oficerów z Komendy Głównej Armii Krajowej (w szczególności Tadeusza Komorowskiego i Tadeusza Pełczyńskiego), a w konsekwencji jako ich ofiarę – działania te wpisywały się w politykę prześladowania członków Armii Krajowej, która oficjalnie zakończyła się wraz ze śmiercią Bieruta w 1956. Dopiero w następnych latach, kiedy rozpoczął się etap rehabilitacji bezpodstawnie skazanych żołnierzy AK, podjęto próby obiektywnych ocen jego dokonań – pierwszy życiorys Roweckiego opublikowano dopiero w Encyklopedii Współczesnej z 1959. W późniejszym okresie publikowano również wspomnienia ludzi z którymi współpracował (Jana Rzepeckiego, Józefa Szyrmera, Antoniego Sikorskiego i Stanisława Kozickiego).
 
Rehabilitacja
 
altOgraniczone przemiany ustrojowe w Polsce po protestach społecznych z roku 1980, które dotyczyły także zmian w postrzeganiu historii najnowszej, spowodowały wzrost zainteresowania postacią Roweckiego i próby przywrócenia pamięci o jego dokonaniach. Zaczęły się ukazywać reportaże i publikacje, które przedstawiały postać generała w bardziej pozytywnym świetle, w dalszym ciągu jednak pozostawały zniekształcone przez propagandę PRL.
 
W sierpniu 1981 uzyskano zgodę władz PRL na odsłonięcie tablicy pamiątkowej na ścianie budynku przy ul. Spiskiej 14 w Warszawie, gdzie Rowecki został aresztowany. We wrześniu 1981 umieszczono kolejną tablicę w jego rodzinnym mieście, Piotrkowie Trybunalskim. W marcu 1983 odsłonięto tablicę przy ul. Marszałkowskiej 4 w Warszawie (dawny lokal konspiracyjny "Grota"). W 1981 jego imię otrzymał także nowo wybudowany most w Warszawie oraz w 1985 statek MS Generał Grot-Rowecki. Imię generała nosi także wiadukt w Lesznie wybudowany w latach 70. ubiegłego wieku – był swego czasu najdłuższym wiaduktem w Europie. Pierwszy pomnik Grota-Roweckiego w Polsce odsłonięto 19 września 2004 w Tychach. 11 czerwca 2005 odsłonięto także pomnik w Warszawie, przy ul. Chopina (według projektu Zbigniewa Mikiewicza i Przemysława Dudziuka).
 
Generał Stefan Rowecki "Grot" jest patronem JW AGAT, a także: Centralnego Ośrodka Szkolenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego im. Gen. Dywizji Stefana Roweckiego „Grota” w Emowie, 69 Pułku Przeciwlotniczego stacjonującego w Lesznie, w koszarach byłego 55 Poznańskiego Pułku Piechoty, Szkoły Podstawowej nr 12 w Lesznie, IV Liceum Ogólnokształcącego w Piotrkowie Trybunalskim, Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Nr 2 w Jędrzejowie, Gimnazjum Nr 15 w Warszawie (na Ochocie) oraz Szkoły Podstawowej Nr 23 we Wrocławiu.
 
Śledztwo IPN
 
30 marca 2007 Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu umorzyła śledztwo w sprawie zamordowania w sierpniu 1944 w niemieckim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen gen. dyw. Stefana "Grota" Roweckiego, z uwagi na śmierć sprawców: Heinricha Himmlera, Antona Kaindla (komendanta obozu w Sachsenhausen) i Kurta Eckariusa (komendanta podobozu Zellenbau).
 
W toku śledztwa prowadzonego przez IPN-KŚZpNP ustalono, iż generał Stefan Rowecki został zamordowany w okresie pomiędzy 2 sierpnia a 7 sierpnia 1944, prawdopodobnie na terenie krematorium obozu Sachsenhausen, na specjalny rozkaz Heinricha Himmlera, który polecił Antonowi Kaindlowi – komendantowi obozu w Sachsenhausen oraz Kurtowi Eckariusowi – komendantowi podobozu Zellenbau natychmiastowe wykonanie egzekucji generała. Przeprowadzenie egzekucji nastąpiło bezpośrednio po wybuchu powstania warszawskiego w dniu 1 sierpnia 1944. Nie ustalono miejsca pochówku generała, ani też bezpośrednich sprawców zabójstwa.
 
Jednocześnie IPN-KŚZpNP stwierdził, iż zamordowanie generała Stefana "Grota" Roweckiego stanowiło zbrodnię w rozumieniu art. 1 pkt 1 Dekretu z dnia 31 sierpnia 1944, "o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy, winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego". Uznano także, że zbrodnia ta miała charakter zbrodni przeciwko ludzkości, ponieważ była aktem prześladowania z uwagi na przynależność generała do określonej grupy narodowościowej i politycznej.
 
Ordery i odznaczenia

 Odznaka za Rany i Kontuzje – trzykrotnie ranny
 Order Orła Białego (pośmiertnie w 1995)
 Krzyż Złoty Orderu Wojennego Virtuti Militari (1942)
 Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari (1923)
 Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (1925)[11]
 Krzyż Niepodległości z Mieczami
 Krzyż Walecznych – czterokrotnie (1922)
 Krzyż Walecznych – czterokrotnie[12]
 Złoty Krzyż Zasługi – dwukrotnie
 Krzyż Armii Krajowej (pośmiertnie w 1967)
 Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości
 Medalem Pamiątkowym Za Wojnę 1918-1921
 Gwiazda Wytrwałości
 Krzyż Oficerski Legii Honorowej (Francja, 1937)
 Komandorska Legia Zasługi (pośmiertnie 1984)


Jan Gałuszka ps. Mizerny

Mizerny
altCzy zastanawialiśmy się kiedyś, kim dla nas jest Druh „Mizerny"?

Drobny, szczuplutki, prawdziwy „mizerota", ale nie dajcie się zwieść pozorom, w tym „mizernym" facecie siedzi niezmordowany duch i wielka moc. o której Wam o „wielcy" nawet się nie śniło. Odkąd pamiętam swoją przygodę z „Jędrusiami", a trochę lal minęło był z nami zawsze. Na imprezach rocznicowych, na rajdzie „Szlakami «Jędrusiów»" i przede wszystkim na Harcerskim Rajdzie Świętokrzyskim organizowanym już od 52 lat przez nasz hufiec. Od 26 lat na tym rajdzie jest specyficzna trasa. Trasa nazwana „jędrusiową", bo skupiła na swoich szlakach drużyny z ruchu „jędrusiowego" i przede wszystkim samych „Jędrusiów", którzy fundują od tylu lat puchar na tej trasie. Puchar dla tych, którzy są najlepsi, najwytrwalsi. Od kilku lat patronat nad trasą przejął Prezydent Miasta Starachowice, ale mimo to, co roku na zlot rajdu przyjeżdża piękny (co roku inny) puchar „jędrusiowy" przywożony i sponsorowany przez „Mizernego". Otrzymuje go patrol wybierany przez uczestników trasy  to taka „nagroda publiczności" VII trasy.

Przez tyle lat „Jędrusie" wędrowali z nami po świętokrzyskiej ziemi, jedli ziemniaki z ogniska, wspominali stare czasy, uczyli nas historii i przede wszystkim pięknie śpiewali. Czas mijał, odchodzili od nas na wieczną wartę, a „Mizerny" trwał i trwa przy nas niezmiennie w naszych harcerskich poczynaniach.

Kiedy zbliża się rajd świętokrzyski wiemy, że na zlocie na pewno zobaczymy jego uśmiechniętą twarz. I wierzcie mi zawsze przyjeżdża, nigdy nie wiemy, kiedy się pojawi i kiedy odjedzie. On po prostu... pojawia się i znika...

Zawsze chodzi własnymi ścieżkami i nigdy nie chce się podporządkować naszym prośbom, że może go odprowadzimy, gdzieś podwieziemy. Pamiętam, jak któregoś roku przyjechał na rajd jędrusiowy w listopadzie.

W hufcu czekała na niego „Czajka"  Agnieszka Czaja-Szewera. Uparł się, że pójdą pod tychowską mogiłę piechotą. W trakcie tej wędrówki zabłądzili, ponieważ kazano im iść inną drogą ze względu na odstrzał lisów, jaki w trakcie wędrówki odbywał się na szlaku. My byliśmy przy mogile tychowskiej i czekaliśmy cierpliwie, no ale ile można?

altZimno, długo (niestety nie było wtedy komórek, wiec nie wiedzieliśmy co się stało), w końcu postanowiliśmy zakończyć zlot, zapaliliśmy znicze (wiązankę miała „Czajka"), mamy zamiar odchodzić i nagle od strony leśniczówki słychać znajomy głos...  A co myśleliście, że zapomniałem i nie przyjadę? Trochę nam z Agnieszką zeszło, bo zwiedzaliśmy las, byłem ciekawy czy się bardzo zmienił.

Przyjaciel, opiekun, mentor, słowem legenda „jędrusiową", zawsze uśmiechnięty, pełny życia i chęci pomocy innym. Uczy nas historii i przypomina, że my nie musimy „pięknie umierać", ale musimy nauczyć się pięknie żyć, zgodnie z prawem i przyrzeczeniem harcerskim. Mieszka w ukochanym przez siebie Krakowie. Mieliśmy okazję zwiedzać razem z nim to piękne miasto i wierzcie mi niech się schowają wszyscy przewodnicy z papierami. Nadal pomaga nam przy rajdach i przede wszystkim jest... zawsze.
Kim dla nas jest, pytam raz jeszcze?

ON PO PROSTU JEST!!!
 
Małgorzata Ślaska


Jak trafiłem do Jędrusiów
Koniec II Wojny Światowej
Moja Rodzina cz. I
Moja Rodzina cz. II
 

Czesław Molenda

Kronikarz podłych lat

To postać zupełnie nieznana choć Czesław Molenda jest autorem absolutnie unikatowej serii rysunków przedstawiających pierwsze miesiące funkcjonowania hitlerowskiego obozu w fabryce Michała Glazera na Radogoszczu. Rysunki te – utrzymane w lekko groteskowej i pozbawionej grozy formie – z satyrycznym dystansem ukazują początek niemieckiego terroru w Łodzi i okolicy. I choć początkowo hitlerowskie represje w Łodzi – w okresie kilku pierwszych miesięcy okupacji na przełomie 1939 i 1940 roku – nie wykazywały jeszcze pełni nieludzkiego wymiaru, to rysunki Molendy dokumentują postawę świadka epoki, podobną do tej, jaką później w warunkach totalnej zagłady humanizmu, zaprezentował pisarz Tadeusz Borowski, także więzień obozu koncentracyjnego.
Rysunki, które wykonał Molenda w pierwszym w Łodzi obozie, nie stanowią jedynej jego zasługi w dawaniu świadectwa o czasach pogardy. Ważna pod tym względem jest także jego publicystyka wojenna na łamach partyzanckiego “Odwetu”.
 
Czesław Molenda urodził się w Pabianicach 24 listopada 1911 roku, jako syn Kazimierza i Wincentyny. Ojciec był z zawodu cieślą utrzymującym się tylko z sezonowych prac, więc rodzinie się nie przelewało. Jednak rodzice postanowili w miarę możliwości wykształcić syna. Czesław Molenda ukończył Koedukacyjne Seminarium Nauczycielskie w Pabianicach (w tym okresie związał się z patriotyczną organizacją młodzieżową Legion Młodych ), a w 1933 roku – Państwowy Instytut Robót Ręcznych w Warszawie ze specjalnością plastyki. Był więc z wykształcenia pedagogiem, ale nauczał, głównie w szkołach z programem zawodowym, reklamy, rysunku i liternictwa. W latach 1933–1937 był zatrudniony w Gimnazjum im. J. Śniadeckiego w Pabianicach, a następnie na Kresach w Gimnazjum Koedukacyjnym w Druji (powiat brasławski, województwo wileńskie – dziś jest to teren Białorusi). Pracując w szkolnictwie, nie zaniedbywał jednak własnej twórczości artystycznej, uprawiając rysunek i akwarelę.
W trakcie kampanii wrześniowej 1939 roku, w dramatycznych okolicznościach, powrócił do Pabianic. Tutaj, w dniu 11 listopada 1939 roku, został aresztowany w trakcie dużej akcji łódzkiego gestapo, skierowanej przeciwko inteligencji Łodzi i okręgu łódzkiego. Jak wszystkich zatrzymanych wówczas pabianiczan, osadzono go w tymczasowym miejscu koncentracji w kinie “Zachęta”, znajdującym się w “Domu Polskiej Macierzy Szkolnej” (ówcześnie i dziś ul. Tadeusza Kościuszki). Przebywał tu 18 dni, do końca funkcjonowania tego “obozu”. Po jego likwidacji, wraz z innymi więźniami, został przewieziony do przejściowego miejsca osadzenia znajdującego się w fabryce Michała Glazera na Radogoszczu w Łodzi, przy ówczesnej ul. Krakowskiej (dziś to ul. Liściasta i teren Fabryki Pierścieni Tłokowych “Prima”). W ramach likwidacji obozu, w grudniu 1939 lub styczniu 1940 roku, z przeniesiono go do nowego miejsca, usytuowanego w fabryce Samuela Abbego przy szosie zgierskiej (dziś ul. Zgierska 147). Stąd niespodziewanie został zwolniony 16 stycznia 1940 roku i wrócił do Pabianic.
Podczas pobytu w obozie radogoskim wykonał cykl 25 czarno-białych rysunków (w większości w formacie A-4), przedstawiających sceny z życia obozowego. Stanowią one kapitalny materiał historyczny, bowiem nieodnaleziono po dzień dzisiejszy materiałów fotograficznych i filmowych wykonanych przez Niemców, ilustrujących życie w tym obozie. Molenda rysunki te zdołał wynieść w momencie zwolnienia, ukrywając je w podwójnym dnie walizki wraz z rzeczami osobistymi. Bał się jednak pozostać w Pabianicach, spodziewając się w każdej chwili ponownego aresztowania. Przedostał się więc na teren Generalnej Guberni. Po latach potwierdziło się, że gestapo rzeczywiście poszukiwało go podczas drugiej fali aresztowań przedstawicieli inteligencji polskiej, jaka miała miejsce w Łodzi i okolicy w maju 1940 roku.

W Generalnej Guberni Molenda przebywał najpierw na plebani w Jastrząbce Starej w powiecie Dębica u ks. Piotra Rajcy. Posługiwał się fałszywymi dokumentami na nazwisko “Adam Guze”. Tu nawiązał kontakt z konspiracyjną organizacją “Odwet”, utworzoną już w październiku 1939 roku przez Władysława Jasińskiego, która działała na terenie powiatów: tarnobrzeskiego, sandomierskiego, opatowskiego i mieleckiego, a od 1942 r. na całej Kielecczyźnie. Od połowy 1941 r. grupa przekształciła się w oddział dywersyjno-bojowy pod nazwą “Jędrusie” . Ta legendarna formacja aktywnie współpracowała ze Związkiem Walki Zbrojnej, a w 1943 r. weszła w skład Armii Krajowej, jednak do końca wojny zachowała swoją nazwę i autonomię w ramach polskiego podziemia niepodległościowego. W “Jędrusiach”, gdzie używał pseudonimu “Migacz”, Molenda został członkiem zespołu redagującego organ prasowy oddziału pod nazwą “Odwet”. Dla pisma wykonał nową winietę tytułową (najprawdopodobniej od nr-u 26 z 1 XI 1940 r.), pisał artykuły wstępne i inne, a przede wszystkim opublikował w sześciu odcinkach swoje wspomnienia z okresu aresztowania i pobytu w przejściowych obozach niemieckich w Pabianicach i na Radogoszczu. Jest to materiał historycznie i emocjonalnie niezwykle cenny, bowiem powstał “na gorąco” w kilka miesięcy po tych przeżyciach. Chociaż pełnię przekazu ograniczały warunki konspiracji, jego wartość jest wyjątkowa, gdyż to jedyny znany do tej pory tego rodzaju dokument .

Czesław Molenda w redakcji “Odwetu” pracował do października 1942 roku . 14 października 1942 roku został aresztowany na ulicy w Tarnowie, na podstawie doniesienia Polaka, konfidenta miejscowego gestapo. Osadzony w więzieniu tarnowskim, przeszedł ciężkie śledztwo. Po jego zakończeniu został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, gdzie otrzymał numer 95 567. W marcu 1943 roku, po uzyskaniu pełnej wiedzy, czym jest ten obóz zaplanowany przez Niemców jako miejsce masowej zagłady, Molenda podjął próbę poprawy swego losu. Zgłosił się więc dobrowolnie do transportu więźniów przewożonych do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Tu otrzymał numer 61 928. W krytycznym momencie pobytu w tym obozie, dzięki dobrej znajomości języka niemieckiego, zdolnościom plastycznym i umiejętności wykonywania rysunków technicznych, dostał się do komanda kreślarzy, pracujących w jednej z przyobozowych fabryk. To niewątpliwie uratowało mu życie, pozwalając doczekać ewakuacji tego obozu w kwietniu 1945 roku w kierunku Bremerhaven. Tylko cudem uniknął losu części współwięźniów umieszczonych na statku “Altmark”, zbombardowanym i zatopionym przez lotnictwo alianckie podczas walk o to miasto. W Bremenhaven Molenda został uwolniony przez Amerykanów. Był w tym czasie, podobnie jak inni osadzeni, skrajnie wyczerpany; ważył ledwie 45 kg. Po kilkunastu tygodniach dochodzenia do zdrowia postanowił wrócić do Pabianic.
W latach 1945–1946 Czesław Molenda intensywnie leczył się po przeżyciach obozowych. W tym czasie wstąpił też do PPS. W Pabianicach partia ta energicznie odbudowywała swoje struktury, bardzo tu silne w okresie międzywojennym, potrzebując w swoich szeregach przedstawicieli zdziesiątkowanej wojną miejscowej inteligencji. Trwała wówczas pozorna współpraca między PPR a PPS, a przy obsadzaniu różnych stanowisk w administracji oraz w nacjonalizowanych zakładach pracy stosowano międzypartyjny parytet. Dlatego Molenda nie wrócił do zawodu nauczyciela, ale zgodnie z poleceniem władz swojej partii, obejmował różne stanowiska, odpowiadające temu parytetowi. W latach 1947–1951 pełnił funkcję dyrektora finansowo-administracyjnego w Pabianickich Zakładach Przemysłu Jedwabniczego. Lata te okazały się przełomowe dla dalszych losów Molendy. W grudniu 1948 roku pod dyktatem komunistów dokonuje się formalne, a w rzeczywistości pozorne zjednoczenie PPR i PPS. W nowo powstałej PZPR dawni pepeesiacy stanowią kontrolowaną mniejszość, od początku znajdując się w defensywie. Kontynuowano wobec nich dalsze szykany choć – wskutek terroru i wycofania się z życia publicznego wielu działaczy PPS – nie są one tak zmasowane jak przed samym zjazdem zjednoczeniowym. Jest to też okres przełomowy dla dalszych losów Molendy. 1 marca 1951 roku w wyniku prowokacji UB zostaje zatrzymany i oskarżony o niedopełnienie obowiązków nadzoru i rzekome nadużycia finansowe w miejscu pracy. Sfingowane śledztwo nie dostarcza podstaw do skazania, ale kilkumiesięczny pobyt w więzieniu pozbawia go skutecznie szans na karierę w przemyśle. W maju 1952 r. Molenda zostaje zatrudniony w Spółdzielni Pracy “Uniwersalna” w Pabianicach jako dekorator. Pracuje tam do roku 1958.
Po przełomie październikowym 1956 roku postanawia wrócić do zawodu nauczyciela i wszczyna starania o podjęcie pracy w szkolnictwie. Nie jest to łatwe, bowiem mimo politycznej “odwilży” władze oświatowe starają się piętrzyć biurokratyczne przeszkody wobec przywrócenia do pracy przedwojennego pedagoga. Dopiero 1 września 1958 r. Molenda zostaje ponownie nauczycielem, choć tylko kontraktowym. Uczy rysunku technicznego w Zasadniczej Szkole Zawodowej w Pabianicach, a następnie kieruje Domem Kultury Dziecka i Młodzieży w tym mieście.
W 1960 roku władze oświatowe przywracają Molendzie prawo nauczania w szkołach średnich. W latach 1961–1967 uczy zasad reklamy i innych przedmiotów zawodowych w Technikum i Liceum Ekonomicznym w Pabianicach. Prowadzi też lekcje w Technikum Chemicznym.
W roku 1974, tuż przed znacznym pogorszeniem zdrowia, przekazuje swoje pamiątki z okresu wojny i okupacji, w tym pięć numerów “Odwetu” i rysunki wykonane w obozie na Radogoszczu, do Muzeum w Pabianicach.
Umiera 7 maja 1982 roku. Zostaje pochowany na cmentarzu komunalnym w Pabianicach.
Jego unikatowe pamiątki okupacyjne pozostają w zbiorach muzeum pabianickiego, gdzie jednak nigdy nie były eksponowane. Dlatego są zupełnie nieznane nie tylko szerszej opinii publicznej, ale nawet wąskiej grupie specjalistów – historyków. Podjęte starania w celu przejęcia zestawu rysunków Czesława Molendy przez Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, którego oddziałem jest teren byłego obozu a następnie więzienia na Radogoszczu.
* * *
Podczas pobytu w obozie przejściowym w fabryce Glazera, a następnie po przeniesieniu do zabudowań fabrycznych Abbego na rogu Zgierskiej i Sowińskiego, Molenda wykonał kilkanaście rysunków, na których utrwalił swoje obserwacje życia obozowego. Zdołał je wynieść podczas zwalniania w podwójnym dnie walizki z rzeczami osobistymi. Jest to niezwykle unikalny materiał historyczny, ponieważ praktycznie nie zachowały się żadne dokumenty z czasów istnienia tego obozu. Rysunki te obecnie znajdują się w zbiorach Muzeum miasta Pabianic , ale trwają prace nad przekazaniem ich do Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, w strukturze którego znajduje się teren byłego więzienia radogoskiego. Swoje prace ofiarował pabianickiemu muzeum sam autor niedługo przed śmiercią. Wraz z nimi także pięć numerów “Odwetu”, w tym dwa z pierwszymi odcinkami swoich pabianicko-łódzkich wspomnień . Trud odszukania pozostałych numerów z kolejnymi odcinkami wspomnień z obozów w kinie “Zachęta” i fabryce Glazera podjął jego syn – Adam Molenda. Wspierał go w tym były wieloletni i popularny redaktor Polskiego Radia w Łodzi – Tadeusz Szewera, niegdyś członek oddziału “Jędrusiów”. Po wielu przejściach udało się synowi częściowo odnaleźć brakujące numery w Bibliotece Sejmowej w Warszawie oraz w Muzeum Historycznym w Tarnobrzegu . Niestety, na razie nie powiodły się poszukiwania numerów 32 i 33 z 1940 r.; w jednym z nich opublikowany został trzeci odcinek wspomnień, gdzie – jak wynika z całego zachowanego tekstu – Molenda zawarł opis dalszych przeżyć w “obozie” w kinie “Zachęta”, okoliczności przetransportowania do fabryki Glazera i pierwsze przeżycia w nowym miejscu uwięzienia.
Wartość historyczna publikowanych poniżej wspomnień Czesława Molendy jest bezsprzeczna . Powstały najprawdopodobniej już w październiku 1940 roku, na zbliżające się listopadowe Święto Zmarłych , o czym wspomina w odcinku pierwszym. Jest to więc “gorąca” relacja, której szczegółowość ograniczyły jednak warunki konspiracji. Zbyt duża ilość faktów mogła spowodować dekonspirację autora. Pomimo tego znakomicie uzupełniają, potwierdzają i wzbogacają relację współwięźnia – Stanisława Rapalskiego, opublikowaną po wojnie pod tytułem Byłem w piekle. Wspomnienia z Radogoszcza .
Dodatkowym atutem wspomnień Molendy jest fakt, że w odnalezionych numerach “Odwetu” przedstawia sytuacje, które wcześniej utrwalił na swoich rysunkach wyniesionych potajemnie z Radogoszcza. Szczególnie cenne będzie to przy szczegółowej identyfikacji “von Żylińskiego” (odc. 6), którego portret sporządził, a który w obozie został mianowany przez władze “prezesem komitetu wewnętrznego obozu”. Przed wojną był on – według informacji Molendy – dyrektorem jednej z fabryk w Rudzie Pabianickiej. W obozie spełniał rolę tak niedwuznaczną, że znienawidzony przez wszystkich, odosobniony, szykanowany i zbiorowo prześladowany, stał poza społecznością obozową. Podobno niedługo potem przyjął volkslistę. To zupełnie nieznany dotychczas element dziejów obozu w fabryce Glazera.
* * *

Zanim czytelnik przejdzie do lektury wspomnień Czesława Molendy, należy wyjaśnić jedną ważną kwestię “obozu” i “więzienia” na Radogoszczu, które to dwa miejsca są stale ze sobą łączone.
Obóz przejściowy na Radogoszczu został uruchomiony 9 lub 10 listopada 1939 roku przez łódzkie gestapo, na potrzeby wielkiej akcji skierowanej przeciwko inteligencji Łodzi i okręgu łódzkiego. Został umieszczony w fabryce włókienniczej i cegielni Michała Glazera przy ówczesnej ul. Krakowskiej (dziś Liściasta, obecnie jest to teren Fabryki Pierścieni Tłokowych “Prima”). Funkcjonował do 31 stycznia 1939 roku – w tym dniu ostatnich więźniów przepędzono do pobliskiej fabryki włókienniczej Samuela Abbego przy szosie zgierskiej (dziś ul. Zgierska 147, teren mauzoleum, a jednocześnie oddziału “Radogoszcz” Muzeum Tradycji Niepodległościowych).
W tym miejscu obóz istniał do 30 czerwca 1940 roku. Z dniem 1 lipca władze okupacyjne przekształciły to miejsce w więzienie o charakterze przejściowym dla mężczyzn, pod oficjalną nazwą “Rozszerzone więzienie policyjne”, które funkcjonowało do końca okupacji hitlerowskiej w Łodzi.
Jak wynika z zestawu rysunków Molendy, wysłano go w nowe miejsce usytuowania obozu do fabryki Abbego przy szosie zgierskiej albo w grudniu 1939 roku, albo w pierwszych dniach stycznia 1940 roku. Natomiast Stanisław Rapalski pozostał w fabryce Glazera do samego końca i do fabryki Abbego dostał się w ostatnim transporcie. Jest to ważna konstatacja, ponieważ swoje wspomnienia wydane w latach 60-tych XX pt. Byłem w piekle opatrzył podtytułem Wspomnienia z Radogoszcza. Stało się to powodem dużego zamieszania faktograficznego w szerokich kręgach łodzian, bowiem w rzeczywistości ponad 90 procent jego wspomnień dotyczy obozu, a nie więzienia radogoskiego .
Wojciech Źródlak
– historyk; kustosz w Muzeum Tradycji Niepodległościowych.
Adam Molenda
– syn Czesława Molendy. W latach 1980-1981 założyciel “Solidarności” w Zakładach “Ariadna”.
Działacz podziemnych struktur Związku. Obecnie na emeryturze.

***

Legion Młodych, właśc. Związek Pracy dla Państwa – organizacja młodzieżowa utworzona w 1929 roku z inicjatywy J. Jędrzejewicza i innych działaczy sanacyjnej “grupy pułkowników” (m. in.: W. Bociańskiego, L. Stachurskiego). Faszyzujący program (zw. “rewolucjonizmem urzędowo zarejestrowanym”) obejmował ograniczenie swobód demokratycznych w walce z Kościołem, kapitalizmem i Kominternem. Radykalizacja części Legionu Młodych doprowadziła w 1936 r. do rozłamu – lewicujący Legion Młodych – Frakcja (czołowi działacze: Z. Zapasiewicz, K. Namysłowski) w 1937 r. wszedł w skład PPS. W tym samym roku pozostali działacze organizacji zgłosili akces do OZN, a po wystąpieniu zeń utworzyli w 1938 r. – z prawicą Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej – Legion Młodzieży Polskiej. Organy prasowe Legionu Młodych: “Legion Młodych”, “Państwo Pracy”, “Nowy ustrój” i inne.
Od pseudonimu – “Jedruś” – twórcy oddziału, W. Jasińskiego, który przybrał go od imienia swojego 5-letniego syna.
Inny więzień obozu przejściowego w fabryce M. Galzera na Radogoszczu – Stanisław Rapalski – opublikował swoje wspomnienia dopiero w 1960 r. (ponownie wydane w 1963 i 1969 r. pt. Byłem w piekle. Wspomnienia z Radogoszcza). Obie publikacje znakomicie się uzupełniają i potwierdzają podstawowe fakty.

W marcu 1942 r. zostaje aresztowany w Pabianicach inny nauczyciel o identycznym imieniu i nazwisku, w ramach akcji represyjnej łódzkiego gestapo w odwecie za zamordowanie dwóch gestapowców w Zgierzu, przeprowadzonej przez członka AK – Józefa Mierzyńskiego. Tamten Czesław Molenda zginął w publicznej egzekucji stu Polaków, wykonanej w Zgierzu 22 marca 1942 roku.
Sygnatury: 314/1–28 i 332/H/1 i 2.
“Odwet” z 24.11.1940 r., nr 30 (sygn. 369/4) i “Odwet” z 1.12.1940 r., nr 31 (sygn. 369/5).
“Odwet” z 22.12.1940 r., nr 34 i z 21.01.1941 r., nr 3/38; (oba sygn. P – 261).
“Odwet” z 29.12.1940 r., nr 35 (sygn. MP – 86).
A. Dopart, Pabianice – 1939 rok, Pabianice 1999, s.11, 17; R. Adamek, Rysunki z obozu. [w:] “Nowe Życie Pabianic”, 11.07.2006 r., nr 28, s. 12.

Pierwszy odcinek wspomnień opatrzony jest miejscem rzekomego powstania i datą: “Łódź, 1 XI 1940 r.”; poza tym dla dodatkowego zatarcia miejsca powstania tekstu kolejne odcinki opatrzone są adnotacją “Od własnego korespondenta z Łodzi”.
S. Rapalski, Byłem w piekle. Wspomnienia z Radogoszcza, Łódź 1960, 1963 i 1969.
Szczegółowo o tej kwestii: W. Źródlak, Obóz przejściowy na Radogoszczu. [w:] Obozy hitlerowskie w Łodzi, pod red. A. Głowackiego i S. Abramowicza, Łódź 1998.

Tadeusz Szewera "Tadek Łebek"

Tadeusz Szewera urodził się w 1925 r. w Leżajsku. Był uczniem gimnazjum i czynnym harcerzem, gdy wybuchła wojna. Mieszkał wówczas w Tarnobrzegu, w którym "Jędruś" - Władysław Jasiński rozpoczyna w 1939 r. swą partyzancką działalność. Ojciec Tadeusza Szewery, Zygmunt, nauczyciel gimnazjum i liceum, także od pierwszych dni okupacji włączył się w nurt rodzącego się Ruchu Oporu. Przyjął pseudonim "Cyklop" i współpracował blisko z "Jędrusiem", nic więc dziwnego, że w 1940 r. "Mały Tadek" był już kolporterem "Odwetu", podziemnego pisma "Jędrusiów", a następnie łącznikiem i współpracownikiem oddziału, wreszcie partyzantem, któremu z uwagi na młodociany wiek dano pseudonim "Łebek'. W latach 1943-1944 był także członkiem zespołu redakcyjnego "Odwetu".

Po wyzwoleniu osiadł na stałe w Łodzi, podjął studia na WSGW, by ostatecznie po Studium Dziennikarsko-Publicystycznym wrócić do zapoczątkowanej w latach wojny pracy w zawodzie dziennikarza.

Artykuły i reportaże drukował na łamach wielu czasopism, m.in. "Za wolność i lud", "Mówią wieki", Po prostu", "Wsi", "Nowej Kultury", "Kroniki", "Odgłosów", "Osnowy". Były w nich także wspomnienia o "Jędrusiach". W 1968 roku wydał zbiór reportaży "O Szekspirze, lwie czarnym i wąsach Reymonta"( w 1969 r. II wydanie). Tadeusz Szewera jest także jako aktywny działacz ZBOW i D, inicjatorem i współautorem scenariuszy widowisk plenerowych, m.in. "Ballady Partyzanckiej", za którą uzyskał w 1967 r. nagrodę m. Łodzi w dziedzinie upowszechniania kultury.

W 1970 r. wydał Tadeusz Szewera antologię "Niech wiatr ją poniesie", pierwszą tego rodzaju pracę w powojennym 25-leciu, zawierająca pieśni, piosenki i ballady, które w latach 1939-1945 stanowiły nieodłączną cząstkę życia konspiratorów, partyzantów, powstańców jeńców wojennych i żołnierzy. Książka spotkała się z gorącym przyjęciem krytyki i Czytelników. Jej nakład został niezwłocznie wyczerpany. Stała się jednym z bestsellerów roku.

Wiele z pieśni umieszczonych w książce-antologii towarzyszyło również i Tadeuszowi Szewerze na jego wojennych drogach. Śpiewali je partyzanci na leśnych biwakach opodal Połańca nad Wisłą, w Sulisławicach pod Sandomierzem, w Siekiernie wśród Gór Świętokrzyskich, pod Radkowem, opodal Jędrzejowa i w Mularzowie k. Radoszyc w Koneckim, wszędzie tam, którędy wiódł bojowy szlak.

Po wojnie spisał wszystkie znane i bliskie mu piosenki, początkowo na użytek własny, później gromadził je dla celów radiowych, kiedy to w 1957 r. wprowadził do programu Polskiego Radia w Łodzi cykl audycji " Z nią było łatwiej przeżyć". Można powiedzieć, że od tego momentu rozpoczęła się praca nad książką "Niech wiatr ją poniesie". "Nakłonili" Szewerę do tego słuchacze i zbowidowcy, którzy przysyłali na jego adres przeróżne teksty i zapisy nutowe. Po latach pracy, popartej żmudnymi poszukiwaniami dokumentów i badaniami, powstał - jak pisali krytycy - niezwykle cenny, nowy śpiewnik narodowy, nie tylko ocalający od zapomnienia pieśni, które powstawały w latach II wojny, lecz przede wszystkim dający im należne, trwałe miejsce w dorobku polskiej kultury. (Z tekstu obwoluty "Niech wiatr ją poniesie")
 
* * *
Sny mam niespokojne, wciąż surmy mi grają,
"Ponury" z "Jędrusiem" po lesie strzelają
Więc empi nad łóżkiem trzymam sobie w domu,
Strzeżonego Bóg strzeże - bo nic nie wiadomo
 
* * *
Z harcerzami z TW nr 1 zetknęła Tadeusza Szewerę osobista znajomość z hm. Elżbietą Malińską. Był w latach siedemdziesiątych jednym z filarów Akcji Bohater, pomagał harcerzom odnajdywać dokumenty, docierać do zapisków i wspomnień. Przez wiele lat w Harcówce rozbrzmiewał Jego głos, a wciąż wesołe oczy i ciepły uśmiech rozgrzewały serca. Gdy zasiadali przy kominku i zagłębiali się w gawędę o "Jędrusiach" opowiadaną przez druha Tadeusza, widzieli tamte ciężkie lata wojny i walki, słuchali historii o partyzanckiej przyjaźni i oddaniu, anegdot i opowieści o drobnych radościach, których nie brakło nawet w okupacyjną noc.

Gdy w czasie Świąt Bożego Narodzenia na Harcerską Wigilię zawsze przybywali zaproszeni "Jędrusie", a niezapomniana kolęda "Gdy pierwsza gwiazdka..." płynęła z dźwiękami gitary pojawiały się wspomnienia jakimi mógł podzielić się z nimi tylko "Tadek Łebek".

Tadeusz Szewera dla harcerzy "Jędrusiów" zawsze pozostał wielkim Przyjacielem i wielu z nas nadal utrzymuje z Nim kontakty osobiste. Poprosiliśmy Go również o zgodę na wykorzystanie tekstów i napisanie dla nas paru słów. Teraz w 2003 roku Jego wspomnienia i ciepłe spojrzenie na nasze starania odnalezienia się po latach mają dla nas wielkie znaczenie.


 
TADEUSZ SZEWERA zmarł 19 września 2007 roku w wieku 82 lat w Łodzi

 
 

Józef Bojanowski - „Walter"

Józef Bojanowski - „Walter" - pchor./ porucznik, odznaczony za wyjątkowe bohaterstwo Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Urodził się 30.X.1922 roku w Wielkopolsce, w rodzinie ziemiańskiej. Staropolski, głęboko patriotyczny, wielce zasłużony dla Polski, szlachecki ród Bojanowskich, herbu Junosza, szeroko rozprzestrzeniony na Ziemi Wielkopolskiej, wywodzi się ze Śląska. Jednym z najznakomitszych, dziś powszechnie znanym członkiem tego rodu był Edmund Bojanowski - fundator Zgromadzenia Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanej, uznany od niedawna za błogosławionego.

Członkowie rodu Bojanowskich walczyli o Polskę w wojnach napoleońskich i w powstaniach narodowych. Babka Józefa Bojanowskiego - „Waltera" była matką Antoniego Jabłońskiego - jednego z siódemki Beliny - Prażmowskiego. Pułkownik Antoni Jabłoński - dowódca 14 pp. Zginął za Polskę w 1920 roku.

Po wybuchu wojny, już w październiku 1939 r. rodzina Bojanowskich została wysiedlona przez Niemców ze swojej rodowej posiadłości. Bo janowscy znaleźli schronienie u babki Józefa w jej folwarku w Usarzowie, w Sandomierskiem. Zimą 1940/1941 roku Józef Bo janowski - „Walter" zostaje zaprzysiężony w ZWZ. Stał się kolporterem prasy podziemnej, („Odwet") i kurierem przewożącym konspiracyjną pocztę. W 1942 roku wyjechał do Krakowa, gdzie spotkał kolegów z gimnazjum w Poznaniu. Znalazłszy się w gronie narodowców został zaprzysiężony w Związku Jaszczurczym. Była to znakomita organizacja, skupiająca szalenie ideową młodzież. W tej organizacji „Walter" mianowany został szefem kolportażu na cały Okręg Krakowski. Komórka kolportażu rozprowadzała „Szaniec" - jedno z najlepszych pism podziemnych. Latem 1943 roku „Walter" został przeniesiony do grupy bojowej, w której wykonał kilka akcji dywersyjnych. Niebawem wyjechał na krótki urlop do swojej babki w Sandomierskiem.

Po powrocie do Krakowa, idąc z dworca do lokalu konspiracyjnego, spotkał kolegę z grupy bojowej, który powiadomił go o wielkiej wsypie całej grupy. Uratowali się tylko oni dwaj. Wobec zaistniałej sytuacji „Walter" zawrócił na dworzec i po paru godzinach znalazł się ponownie w folwarku swojej babki w Usarzowie. Zastał tam swego młodszego brata - Jana, kuzyna i przyjaciela wysiedlonego z Poznania. Należeli oni do Narodowej Organizacji Wojskowej - (NOW). Dołączył do tej organizacji. Powierzono mu dowództwo grupy dość kiepsko uzbrojonych, ale ideowych i chętnych walki wiejskich chłopaków. Niebawem, pewnej nocy, grupa pojechała do małego miasteczka Koprzywnica i rozbroiła tamtejszy posterunek polskiej policji „granatowej". Zdobyto kilkanaście karabinów typu Mannlicher, oraz jeden pistolet. Wkrótce grupa została podporządkowana Armii Krajowej.

Jesienią 1943 r. Komendant Inspektoratu Sandomierskiego, nie tyle rozkazał, co zaproponował pchor. „Walterowi" zlikwidowanie komendanta posterunku żandarmerii niemieckiej w Klimontowie, wachmistrza Karla Loschnera, na którego został wydany przez Wojskowy Sąd Specjalny (WSS) wyrok śmierci. Podchorąży „Walter" podjął się wykonania trudnego zadania. Mając do pomocy swego przyjaciela Czesława Krawczaka ps. „Cedro", zastrzelił żandarma na środku rynku w Klimontowie. Była to ogromnie spektakularna akcja, miała bowiem miejsce w dzień targowy, na oczach kilku setek ludzi, którzy zjechali na ten targ.

Od jesieni 1943 r., do wiosny 1944, Referat II (wywiad - kontrwywiad) Komendy AK Obwodu Sandomierz, kierowany przez kapitana Leona Torlińskiego - „Kreta", rozpracował kilku agentów niemieckich. Ciążyły na nich wydane przez WSS wyroki śmierci. Wykonanie tych wyroków polecono dowódcy sekcji likwidacyjnej Kedywu, ppor. Józefowi Bojanowskiemu - „Walterowi". Jednymi z pierwszych przeznaczonych do likwidacji, byli małżonkowie Płończyńscy. Byli oni folksdojczami, wybitnie szkodliwymi konfidentami gestapo. Zamieszkiwali w Sandomierzu. Zadanie wykonania wyroku podjął ppor. „Walter" mając do pomocy Zbigniewa Piątka ps. „Grabina" i niezidentyfikowanego kolegę z Sandomierza. „Walter" wkroczył do mieszkania szpicla, gdzie zastał oprócz niego umundurowanego gestapowca. Zastrzelił obu i wraz z pozostałymi żołnierzami dowodzonego przez siebie patrolu likwidacyjnego, bez kłopotów opuścił Sandomierz. W wykonaniu następnych, kolejnych wyroków towarzyszył „Walterowi" również „Grabina". Wkrótce „Walter" wraz z „Grabiną" wykonali w Sandomierzu kolejny wyrok, na zarządcy i sprzedawcy w aptece, o nazwisku Trzmiel. „Walter" wykonał wyrok w pełnej ludzi aptece. Wszyscy po strzałach rzucili się do ucieczki. Zablokowali drzwi. Był to dramatyczny moment, znacznie bowiem opóźnił i utrudnił „Walterowi" odwrót. Zachowując zimną krew, wycofał się jako ostatni i dołączył do ubezpieczającego partnera „Grabiny".

Następny wyrok patrol „Waltera" wykonał na granatowym policjancie, Ukraińcu Chichłaczko. Chichłaczko mieszkał w Sandomierzu, w pobliżu rynku. Rozpoznanie ustaliło, że najlepszą okazją do wykonania wyroku, jest powrót policjanta do domu z nocnej służby, wcześnie rano. Kiedy Chichłaczko otwierał bramę domu, pierwszy zaczął strzelać „Grabina". „Walter" ubezpieczał partnera. Wycofując się dość spokojnie, natknęli się na liczną grupę żandarmów, którzy otworzyli do zamachowców ogień z broni maszynowej. „Walter" został ranny w nogę. Na szczęście lekko. Znalazłszy się w zakrzaczonym terenie zamachowcy z wielkim trudem wycofali się. Ciężko ranny policjant zmarł w szpitalu po kilkunastu godzinach. Ta akcja, jak każda wykonywana w mieście nasyconym wojskiem, była bardzo niebezpieczna. Potem były wyroki wykonane na trzech mniej ważnych szpiclach.

Wielkim wyczynem dokonanym przez dowodzony przez ppor. „Waltera" patrol likwidacyjny Inspektoratu Sandomierz, w składzie: Jan Bojanowski - „Michał", (brat „Waltera") Zbigniew Piątek - „Grabina" i „Alfred" - NN, było pojmanie, przesłuchanie, a następnie zastrzelenie, szefa placówki gestapo w Sandomierzu von Paula. Gestapowiec, któremu podlegała sieć konfidentów w powiecie sandomierskim, mieszkał w majątku Skrzypaczowie, pod stałą ochroną esesmanów. Dojeżdżał do Sandomierza bryczką w towarzystwie uzbrojonej eskorty. Były na niego już dwa zamachy grupy dywersyjnej Obwodu Sandomierz. Niestety oba nieudane.

Zadanie było tym bardziej trudne, że chodziło o pochwycenie von Paula żywym, po to, aby wydobyć od niego nazwiska i adresy konfidentów gestapo. Patrol ppor. „Waltera" dokonał tego we wsi Sośniczany, leżącej przy szosie Sandomierz - Koprzywnica. W wyniku ostrzelania z zasadzki bryczki, jeden z esesmanów, członków eskorty von Paula został zabity, drugi ranny. Sam von Paul postrzelony został trzema pociskami, w ramię. Próbował uciekać. Został dogoniony i rozbrojony. Opatrzono mu rany. Przesłuchany podał nazwiska dwóch konfidentów, którzy (jak się potem okazało) już nie żyli. Wobec tego, że patrol nie zastał w umówionym miejscu oddziału „Jędrusiów" a dalsze poruszanie się z pochwyconym gestapowcem w terenie nasyconym oddziałami niemieckimi było niemożliwe, „Walter" wykonał na nim wyrok śmierci.

Za swoją bohaterską postawę przy wykonywaniu zamachów, „Walter" zyskał sobie wśród dowódców i kolegów-partyzantów, podziw, uznanie, szacunek i rozgłos. Z powodu jego bardzo jasnej, bujnej czupryny, mówiono o nim: „Biały anioł śmierci". Jego pojawienie się w jakimś miejscu, komentowano: Oho! Wydarzyło się, lub wydarzy, coś bardzo ważnego! W okresie koncentracji do Akcji Burza, ppor. „Walter" odkomenderowany został, jako dowódca drużyny, do ochrony sztabu 2 Dywizji Piechoty Legionów AK. Po rozwiązaniu koncentracji znalazł się w zwiadzie konnym III batalionu.

Szybko nastąpiła chłodna jesień 1944 roku. Rozczłonkowane pododdziały partyzanckie znajdowały schronienie w wiejskich zagrodach i folwarkach. W jednym z takich majątków „Walter" poznał Hannę Wołoszowską, swoją przyszłą żonę, która wcześniej była czynnie zaangażowana w konspiracji, jako łączniczka oddziału partyzanckiego na Lubelszczyźnie. Po demobilizacji oddziałów, przebywanie na melinie i przymusowa bezczynność, były rażąco sprzeczne z bojowym temperamentem „Waltera". Przed Bożym Narodzeniem wyruszył do Starachowic, aby odwiedzić matkę i siostrę. Chciał tam również odnaleźć kolegów i utworzyć grupę dywersyjną. Plan nie został zrealizowany, bowiem wkroczyły wojska sowieckie. „Walter" odnalazł kolegę „Jerzego" - Francuza, który wcielony siłą do Wehrmachtu, zbiegł z bronią i walczył w oddziale AK „Jędrusie". Razem z „Jerzym" - (Charles Roesch) dotarli do Sandomierza. Tam „Walter" dowiedział się, o wydanym na niego przez nową władzę wyroku śmierci. „Jerzy" dowiedział się, że w Lublinie znajduje się misja francuska, która zajmuje się repatriowaniem Francuzów. „Walter" znając dobrze język francuski, z powodzeniem mógł udawać Francuza. Dzięki temu udało mu się dotrzeć do Francji. Z Paryża dotarł do Włoch, gdzie wstąpił do II Korpusu. Otrzymał przydział do kompanii, rozwiniętej następnie w batalion commando. W tej doborowej jednostce złożonej z „wybranych z wybranych", ppor. Bojanowski służył w plutonie rozpoznawczym cariersów - opancerzonych, gąsienicowych transporterów rozpoznawczych. Potem, wraz z oddziałami II Korpusu przeniesiony został do Anglii. W 1948 roku powrócił do Polski. Porucznik Bojanowski był na krótko aresztowany przez U.B. Owdowiał w 1998 r. Mieszkał w Gdańsku - Oliwie. Wspaniały człowiek. Bohaterski żołnierz - karzące ramię Podziemnej Polski Walczącej.
 
Zmarł w Gdańsku 1 grudnia 2015 roku.
(lk)

Eugeniusz Dąbrowski

altDąbrowski Eugeniusz plut. pchor./kapitan, harcmistrz, „Rączy Jeleń", „Cesarz Pliszka", „Pliszka", „Genek", „Abrachamowicz Jerzy", „Gumiński Jan". Urodzony 15.V.1923 r. w Bojanowie woj. lwowskie. Odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Walecznych — dwukrotnie, Krzyżem Armii Krajowej, Medalem Wojska i in. Jeden z pierwszych i najaktywniejszych „Odweciarzy" i „Jędrusiów".
W chwili wybuchu wojny — uczeń Państwowego Gimnazjum i Liceum im. hetmana Jana Tarnowskiego w Tarnobrzegu, harcerz - drużynowy 1 Drużyny Harcerskiej im. Henryka Dąbrowskiego. Wychowany w patriotycznej rodzinie, zaangażowanej w działalność niepodległościową — od pierwszych dni wojny pełnił służbę pomocniczą w OPL i jako łącznik. Wraz z kolegami opiekował się napływającymi z frontu rannymi i utrudzonymi żołnierzami WP.

Po wkroczeniu do Tarnobrzega hitlerowców, zastępowy w tajnym samorzutnie zorganizowanym harcerskim zastępie „Łapiduchy" - specjalizującym się w „samarytance". Od początku okupacji związany z tajną organizacją na terenie Tarnobrzega. Pierwsze zadanie Eugeniusza Dąbrowskiego, to rozpoznanie wszystkich niemieckich instytucji i kwater i naniesienie ich na plan miasta, następnie zorganizował tajny zastęp harcerski „Jelenie" - specjalizujący się w konspiracyjnej łączności. Wraz ze swymi harcerzami opiekował się mogiłami żołnierzy WP, poległych w 1939 roku.
Po utworzeniu przez Władysława Jasińskiego Polskiej Organizacji Powstańczej, skupiającej pod jego kierownictwem, tarnobrzeską młodzież, uruchomiono konspiracyjny punkt nasłuchu radiowego. W zespole przepisującym ręcznie, przez kalkę, biuletyn wiadomości radiowych znalazł się Eugeniusz Dąbrowski. Uczestniczył również w innych zadaniach, jak gromadzenie wszelkiego rodzaju wyposażenia wojskowego, regulaminów i instrukcji. Innym poważnym zadaniem Eugeniusza Dąbrowskiego było wydobywanie z bagien i stawów porzuconej broni i amunicji. Akcja ta zaowocowała uzyskaniem m.in. pięciu cekaemów. Brał również udział w organizowaniu „piątek" — pięcioosobowych zespołów, z których każdy, po przeszkoleniu stanowić miał obsługę c.k.m. Od marca 1940 r. był „Genek" członkiem konspiracyjnej organizacji „Odwet", która wydawała własną gazetkę. Pełnił w tej organizacji wiele funkcji, był współredaktorem pisma „Odwet", drukarzem, współorganizatorem punktów przebitkowych i sieci kolporterów, zaopatrzeniowcem w niezbędne materiały: papier, matryce, farby drukarskie.

To bezgraniczne zaangażowanie w pracę konspiracyjną spowodowało, iż od lutego 1941 roku będąc zagrożony aresztowaniem, musiał się „Genek" ukrywać i został skazany na poniewierkę bez rodzinnego domu już do końca wojny. Los ten podzieliła również cała jego rodzina. Starszy brat Tadeusz Dąbrowski aresztowany przez gestapo zamordowany został w Oświęcimiu. Pozbawiony domu rodzinnego „Genek" oddał się jeszcze bardziej pracy konspiracyjnej. Brał udział w wielu akcjach zaopatrzeniowych na magazyny, majątki rolne i inne instytucje okupanta. Uczestniczył w organizowaniu „pomocy zimowej" dla najbiedniejszych, dla rodzin wojskowych przebywających w niewoli lub za granicą, w pomocy dla więźniów i ich rodzin, w wysyłce paczek do obozów jeńców wojennych, rozdawaniu żywności poprzez Radę Główną Opiekuńczą (RGO).

Z chwilą utworzenia oddziału partyzanckiego „Jędrasie" w maju 1941 r., brał „Genek" udział w wielu akcjach zbrojnych m.in. w akcji na niemieckie magazyny i bank „Społem" w Mielcu, (listopad 1942), w akcji na magazyny w Klimontowie, z których zdobycz została rozdana biednym, potrzebującym pomocy, brał czynny udział w osłonie akcji rozbicia więzienia w Mielcu, w akcjach palenia gminnych ksiąg przymusowych kontyngentów i podatków, w likwidacji niebezpiecznych szpiclów, renegatów i prowokatorów. Brał „Genek" udział w zwalczaniu bandytyzmu, karaniu chłostą (w ramach „lekcji wychowania obywatelskiego") wyrzutków społecznych, w transporcie i zdobywaniu broni, w patrolach, potyczkach, walkach z obławami. Po scaleniu oddziału „Jędrasie" z Armią Krajową, po zdaniu tzw. „małej matury" i ukończeniu podziemnej podchorążówki został „Genek" plutonowym podchorążym, a następnie podporucznikiem — dowódcą II plutonu w 4-tej kompanii II batalionu 2 pp Leg. AK.

W okresie odtwarzania Sił Zbrojnych w Kraju brał udział ppor. „Genek" w osłonie tzw. „koszy zrzutowych", w bitwie pod Radoszycami, w okresie koncentracji Kieleckiego Korpusu AK, usiłującego nieść pomoc powstańczej Warszawie. Po dekoncentracji we Włoszczowskiem, wobec silnego nasycenia wojskami niemieckimi zaplecza szybko zbliżającego się frontu, uczestniczył ppor. „Genek" w patrolach badających możliwość przebicia się przez front. Przewalenie się frontu, przeżył w rejonie Bodzentyna, skąd dotarł 21 stycznia 1945 r. do rodzinnego Tarnobrzega. Poszukiwany przez NKWD, zagrożony aresztowaniem, zmuszony był się ukrywać. Nawiązał kontakt z komendantem Obwodu AK Tarnobrzeg, który powierzył mu funkcję szefa referatu prasy i propagandy. Później zorganizował komórkę specjalną pod kryptonimem „Straż". Wydawał tajną gazetkę „Placówka".
Aresztowany został na przełomie maja i czerwca 1946 roku, uwięziony w piwnicach UB w Kielcach, skazany wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Kielcach na 5 lat więzienia. W 1947 roku po wyjściu z więzienia, osiedlił się „Genek" we Wrocławiu i rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. Podjął pracę zawodową i założył rodzinę.

Zajmował kierownicze stanowiska jako specjalista w bankowości. Po „Polskim Październiku" podjął aktywną działalność harcerską. Był hufcowym hufca Wrocław — Południe. Osobny rozdział w życiu „Genka", to jego powojenna działalność społeczna. Jak zawsze wierny patriotycznym ideałom, poświęcił się „Genek" pracy nad utrwalaniem pamięci o pracy i walce „Jędrusiów". Podczas kiedy przebywał w więzieniu, rodzina ukryła i przechowała znaczną część jego archiwum, filmy, zdjęcia, notatki, kalendarium działań. Pozwoliło to na odtworzenie i utrwalenie dziejów „Odwetu" i „Jędrusiów" w jego książkach. Był również „Genek" inicjatorem wielu prac, jak np. ufundowanie z dobrowolnych składek „Jędrusiów" tablic pamiątkowych, krzyży, kapliczek, zbudowanie pomnika poległych kolegów na ich mogile na „garnizonowym" cmentarzu „Jędrusiów" w Sulisławicach. Z inicjatywy „Genka" wykonano pamiątkowe odznaki, medale, plakietki, medaliony wotywne. Zajmował się „Genek" wydawaniem (w II obiegu) broszur i druków okolicznościowych, sprawą budowy w Tarnobrzegu pomnika „Jędrusia". W uznaniu tych powojennych zasług „Genka" poświęcił mu „Bobo" swój wiersz. Zmarł we Wrocławiu 24 listopada 1996. Spoczywa na Cmentarzu w Tarnobrzegu, nieopodal śp. Tadeusza Szewery, swego serdecznego Przyjaciela.
 
Genkowi Dąbrowskiemu - Pliszce

Dlaczego nie zeszedłeś z posterunku,
nie rozluźniłeś rzemieni rynsztunku
i — choć działa ucichły — rok po roku
idziesz w bitwę mozolnym tempem kroków?

Co cię goni przed siebie, kto cię wzywa?
Jaka siła cię żywi ciągle żywa?
Czemu bielszy od innych jest twój orzeł
i czerwieńsze od innych twoje zorze?

Marmur i brąz za tobą, krzyże, płyty,
pilnym rylcem linijki słów wyrytych.
Sadzisz drzewa kamienne co zakwitną
po stuleciach legendą i modlitwą.

Męstwo rozsiane nieśmiertelnym pyłem
zgarniasz, by nie rozsiało się w niebyłe,
honorem wieńczysz i w urny spiżowe
składasz, by obrodziło męstwo nowe.

Ciężko walczyć o przeszłość bez pomocy,
dni ratować zwycięstwa, klęski nocy,
wołać hasłem którego nikt nie słucha,
nużyć ciało by zbawić całość ducha.

Ciężko walczyć samotnie, bez uznania,
liczyć dni ciągnącego się powstania,
czekać dnia, kiedy dzwony zabrzmią z wieży
by twój czas, by godzinę twą uderzyć.

Chociaż dzisiaj twych trudów nikt nie chwali,
wawrzyn czeka na ciebie i szczęk stali,
kiedy przyszłość nad tobą się pochyli
aby przypiąć ci order VIRTUTI CIVILI.

28 września 1985

Porębski Stanisław August "Szreniawa"

Urodził się 25 listopada 1922 r. w Krakowie, pochodził z rodu pieczętującego się herbem Szreniawa, sięgającego dziejami w odległą przeszłość Polski. Dziad August Porębski (1853-1930) był kupcem, radnym m. Krakowa i działaczem organizacji kupieckich; ojciec Marian Andrzej Porębski (1886-1947) inż. elektryk i mechanik pracownikiem kolei, w okresie okupacji więźniem gestapo, po wojnie profesorem Politechniki Śląskiej i Wydziałów Politechnicznych Akademii Górniczo-Hutniczej. Matka Kazimiera z d. Filipkiewicz (1888-1969) pianistką, nauczycielką w szkole SS. Urszulanek. Miał brata Kazimierza Jerzego (1914-1986, absolwent Wyż. Szk. Handlowej, żołnierz września, ppor. II Korpusu, zm. na emigracji) oraz siostry: Bronisławę (1916-1997, zamężna Cybulska, mgr inż. rolnik), Wandę (1917-1990, zamężna Szotowa, mgr geografii, adiunkt w Stacji Karpackiej Inst. Geologicznego) i Jadwigę (ur. 1928, zamężna Porębska-Dropiowska, mgr farm. i analityk kliniczny, wykładowca w Studium Medycznym).

W roku 1934 ukończył Powszechną Szkołę Podstawową im. J. Kochanowskiego, a następnie w 1938 r. gimnazjum; w roku 1938/39 uczęszczał do Liceum Matematyczno-Fizycznego im. Witkowskiego. Do harcerstwa wstąpił w 1934 roku do 9 KDH im. D. Czachowskiego. W tej drużynie do IX 1939 r. zdobył stopnie do Harcerza Orlego włącznie, był w niej zastępowym, od 1937 r. przybocznym i wreszcie od 1939 r. drużynowym. W roku 1939 ukończył kurs drużynowych, a w okresie wakacji był komendantem obozu stałego w Miedzianym Potoku k. Raby Niżnej, a następnie obozu wędrownego przez Beskid Wyspowy, Gorce, Orawę, Podhale i Pieniny. W sierpniu 1939 uczestniczył w Pogotowiu Harcerzy, potem jako junak PW został powołany do batalionu Obrony Narodowej, gdzie początkowo pełnił służbę wartowniczą, a później przeszedł szlak bojowy tego batalionu. Drugą klasę liceum ukończył i egzamin dojrzałości złożył w tajnym nauczaniu. W latach 1940-1942 uczył się w Państwowej Szkole Budowy Maszyn i Elektrotechniki w Krakowie. Po ukończeniu tej szkoły uzyskał tytuł technika elektryka, po czym podjął pracę nauczycielską w Publicznej Szkole Rzemieślniczo-Zawodowej. W 1940 roku rozpoczął działalność w krakowskich Szarych Szeregach, następnie w roku 1943 ukończył kurs podoficerski, a w roku 1944 kurs podchorążych. Był kolejno dowódcą sekcji, drużyny i zastępcą dowódcy plutonu "Felicja" w kompanii "Bartek" zgrupowania "Wawel". Zagrożony aresztowaniem wraz z kolegami przeszedł w lipcu 1944 r. do Oddziału Partyzanckiego "Jędrusie" i brał udział w potyczkach partyzanckich na terenie późniejszego Przyczółka Baranowsko-Sandomierskiego, pod Staszowem, Osiekiem, Koprzywnicą i Bogorią, gdzie wziął jeńca. Oddział "Jędrusie" w Akcji "Burza" stanowił 4. kompanię 2 pp Leg. II DP AK Zgrupowania "Jodła". Oddział maszerował na Warszawę, następnie, gdy marsz ten został zatrzymany, znalazł się w na Kielecczyźnie i w lasach koneckich. S. Porębski uczestniczył m.in. w walkach Szwedce-Zawada, Dziebałtów, Radoszyce i Radków. 12 X 1945 r. ujawnił się i został zweryfikowany w stopniu sierżanta podchorążego. W latach 1945-46 był nauczycielem i kierownikiem pracowni w Średniej Szkole Zawodowej. Na wiosnę 1945 r. zorganizował na nowo 9 KDH i został jej szczepowym.
 
Był w tym czasie również członkiem komendy III Hufca Harcerzy w Krakowie oraz przewodniczącym komisji stopni; otrzymał stopnie podharcmistrza i Harcerza Rzeczypospolitej. Już w roku 1945 prowadził obóz letni i zimowy. W latach 1946-47 był komendantem III Hufca, a następnie do 1948 odpowiedzialnym za referat KPH w Hufcu Kraków-Śródmieście. Po czym w związku z likwidacją harcerstwa wycofał się z pracy w ZHP. Od 1947 do 1951 był nauczycielem i kierownikiem warsztatów w Państwowej Szkole Przemysłowej. W latach 1951-52 pracował jako dyrektor i kierownik warsztatów w Technikum Elektrycznym, w tym samym czasie odbył studia i uzyskał tytuł inżyniera na Politechnice Śląskiej. Od 1952 do 1960 roku pracował jako kierownik wydziału i sekcji elektrotechniki w Okręgowym Ośrodku Kształcenia i Doskonalenia Kadr Pedagogicznych Szkolnictwa Zawodowego. W roku 1956 aktywnie uczestniczył w reaktywowaniu krakowskiego harcerstwa, wszedł w skład pierwszej, zwanej rewolucyjną, Komendy Chorągwi Harcerstwa w Krakowie, był obecny na Krajowym Zjeździe Działaczy Harcerskich w Łodzi w grudniu 1956, gdzie wypowiadał się za reaktywowaniem ZHP w oparciu o jego program wychowawczy z roku 1948; objął funkcję kierownika Wydziału Harcerskiego Komendy, którą pełnił do października 1957 r., następnie był lustratorem oraz instruktorem na kursach instruktorskich. We wrześniu 1958 r. odszedł z pracy w Komendzie Chorągwi. W maju 1959 r. otrzymał stopień harcmistrza. Od 1960 do 1965 r. pracował jako nauczyciel w Technikum Mechaniczno-Elektrycznym Zaocznym, a w latach 1965-1979 w Zespole Szkół Elektrycznych nr 1 w Krakowie. 1 V 1972 otrzymał tytuł nauczyciela dyplomowanego. Odbył studia magisterskie w WSP w Krakowie, uzyskując w grudniu 1977 r. stopień magistra elektrotechniki. 1 X 1978 został mianowany profesorem szkoły średniej. W roku 1979 przeszedł na emeryturę, pracując nadal do roku 1988 w wymiarze pół etatu w ZSE nr 1. W latach 1970-1989 organizował nieformalne środowisko krakowskich Szarych Szeregów. Był inicjatorem nadania imienia Szarych Szeregów Krakowskiemu Szkolnemu Ośrodkowi Sportowemu i Szkole Podstawowej nr 48 w Krakowie na Bielanach. Od roku 1972 był członkiem-założycielem Koła Abstynentów im. A. Małkowskiego.
 
Organizował niezapomniane spotkania instruktorskie m.in. z kard. K. Wojtyłą, A. Kamińskim, S. Broniewskim i B. Wachowicz. Brał udział w licznych spotkaniach z młodzieżą oraz imprezach jubileuszowych. W latach 1980-81 uczestniczył w działalności krakowskiego Kręgu Instruktorów Harcerskich im. A. Małkowskiego, będąc w nim niekwestionowanym autorytetem moralnym oraz w pracach nad odnową harcerstwa na szczeblu ogólnopolskim. Od roku 1980 należał do Komisji Historycznej Chorągwi Krakowskiej ZHP jako jej członek a następnie wiceprzewodniczący. W roku 1989 uczestniczył w tworzeniu ZHP-1918, ale wkrótce zrezygnował z działalności w tej organizacji, gdyż konsekwentnie sprzeciwiał się rozbiciu organizacyjnemu harcerstwa.

Jako nauczyciel przedmiotów technicznych odznaczał się dużymi zdolnościami dydaktycznymi, a przy tym był człowiekiem wymagającym od swych uczniów i nie ulegającym żadnym naciskom. Wybitny metodyk w dziedzinie nauczania przedmiotów zawodowych - elektrycznych był autorem 4 poradników dla nauczycieli, kilkunastu artykułów, 4 programów nauczania, 6 projektów wynalazczych, oraz 4 skryptów, 9 biuletynów, licznych referatów, opracowań, odczytów i recenzji. Opublikował również kilka opracowań historycznych dotyczących działalności Szarych Szeregów i wspomnień. W okresie swej powojennej działalności zawodowej i społecznej na skutek swego bezkompromisowego stanowiska w wielu sprawach, które uważał za zasadnicze, doznawał wielu przykrości i szykan ze strony władz, z którymi miał styczność. W swej wielowątkowej działalności społecznej i towarzyskiej skupił wokół siebie liczne grono przyjaciół rozmaitych profesji, wśród których przodował w pomysłach i inicjowaniu oraz organizowaniu wielu działań towarzyskich. Od roku 1947 należał do ZNP, gdzie wchodził w skład władz różnych szczebli do Zarządu Głównego włącznie, a od roku 1949 do ZBoWiD, gdzie był m.in. od 1975 r. wiceprezesem a następnie p.o. prezesa Koła Osiedlowego Stare Miasto.

1 VII 1950 zawarł związek małżeński z Ireną Miller (1923-1980, lek. dent., córka generała). Miał syna Andrzeja (ur. 1952, mgr geografii, nauczyciel).

Zmarł w dniu 23 października 1989 r. na zawał serca w czasie spotkania przewodniczących chorągwianych komisji historycznych ZHP w Oleśnicy. Zasłabł w czasie wypowiedzi, w której ubolewał nad rozbiciem organizacyjnym harcerstwa i wnioskował o ustąpienie władz naczelnych ZHP oraz zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zjazdu, celem ocalenia jedności harcerstwa. Został pochowany z honorami harcerskimi w dniu 28 X 1989 r. na Cmentarzu Rakowickim. W pogrzebie wzięły udział liczne delegacje kombatantów i młodzież harcerska.

Odznaczony: Krzyżem Virtuti Militari V kl. (pośmiertnie), Krzyżem Walecznych (1945), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi (dwukrotnie - PRL-1974 i RP-1989), Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Krzyżem Partyzanckim (1959), Krzyżem Armii Krajowej (Londyn), Medalem Za Udział w Wojnie Obronnej 1939 (1988), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1984), Medalem 40-lecia, Krzyżem Za Zasługi dla ZHP z Rozetą-Mieczami, Medalem "Za Zasługi dla Krakowskiej Chorągwi ZHP". W 1976 r. otrzymał Nagrodę Ministra Oświaty i Wychowania II stopnia.

Opracował
Janusz Wojtycza

Przetłumacz Witrynę

Polish English French German Hungarian Latvian Lithuanian Russian Ukrainian

Użytkownik

Biuletyn "ODWET" nr 24-25

Nowości Filmowe

stat4u