Lulajże Jezuniu na polskiej ziemi

     Pomysł na tę książkę narodził się spontanicznie, choć Tadeusz Szewera nosił ją od dawna w swoim sercu, jako swoisty suplement do wydanej przed laty monumentalnej antologii pieśni wojennych. Któregoś dnia, w trakcie prywatnego spotkania w gronie kilku osób, podczas którego Tadeusz prezentował żołnierskie piosenki z lat okupacji, opatrując je swoim komentarzem, uświadomiłem sobie po raz kolejny siłę i znaczenie słowa. 
     Słowo, które kiedyś dodawało otuchy i zagrzewało do walki, a dziś okazuje swoją siłę przetrwania, mimo upływu ponad pięćdziesięciu lat, dalej wzruszając i zmuszając do refleksji. Z drugiej zaś strony, gdy słuchając niezrównanych w formie i treści komentarzy Tadeusza, zdawałem sobie sprawę z kruchości i ulotności słów, bolałem że nie mogę ich utrwalić i przekazać innym. 
     Wtedy, podczas tego spotkania w gościnnym domu Państwa Durzyńskich, zaproponowałem Szewerze, by spisał i wyraził zgodę na publikację fragmentów jego ogromnej wiedzy, przeżyć i wspomnień. Autor tej książki to-postać niezwykła. Żołnierz, harcerz, dziennikarz o duszy poety, a przede wszystkim mądry i prawy człowiek. Jeden z nielicznych już niestety przedstawicieli pokolenia urodzonego i kształtowanego w latach II Rzeczypospolitej ludzi, którzy swój egzamin dojrzałości z życia zdawali w okrutnym czasie wojny i okupacji. 
     Jest on również „reliktem" starej tamobrzeskiej inteligencji, która swoją kulturą, wykształceniem i stylem życia nadawała temu miastu niepowtarzalny klimat i atmosferę. Szewerę kształtowały dwa wzorce osobowe; postacie - Jego Ojca, profesora Zygmunta Szewery i Władysława Jasińskiego „Jędrusia" . 
     Obaj są w jakiś sposób w nim obecni, stanowiąc swoiste dla niego sumienie i punkt odniesienia w życiu. Zawsze fascynowało mnie środowisko „Jędrusiów", a zwłaszcza to, że potrafili w sobie połączyć walkę i bohaterstwo z pracą i nauką. Znamienne jak wielu z nich po wojnie osiągnęło wysoki status społeczny i prestiż. 
     Prezentowane kolędy wojenno - okupacyjne, opatrzone w komentarz Szewery, na nowo zaczynają żyć czasem, w którym powstały. Mówią o Bogu, który przybrawszy postać człowieka narodził się w dziwnie, swojsko wyglądającej stajence. Budzą radość i nadzieję faktem, iż oto każda „moc" wobec tego wcielenia „truchleje". Są żarliwą modlitwą o błogosławieństwo dla „Ojczyzny miłej", zwłaszcza w trudnym dla niej czasie. 
     Podążmy więc wiedzeni szewerowymi wskazówkami, za pasterzami sprzed dwóch tysięcy lat, i za polskimi żołnierzami i partyzantami sprzed półwiecza, jeszcze raz do polskiego Betlejem, by złożyć pokłon Bożej Dziecinie. 
 
Tadeusz Zych