foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



Przywracamy godność państwu polskiemu

Pochowano Niezłomnych. Tysiące ludzi żegnało "Inkę" i "Zagończyka"
Kilkadziesiąt tysięcy ludzi z całej Polski wzięło udział w państwowym pogrzebie Danuty Siedzikówny, ps. "Inka" i Feliksa Selmanowicza, ps. "Zagończyk" w Gdańsku. Zamordowanych przez Urząd Bezpieczeństwa byłych Żołnierzy Wyklętych pochowano z największymi honorami.
 
W niedzielę uroczystości pogrzebowe, z elementami ceremoniału wojskowego, rozpoczęły się o godz. 13 od mszy św. w Bazylice Mariackiej w Gdańsku. W kościele było około 7 tys. osób, tłumy stały też przed świątynią, oglądając nabożeństwo na telebimie i słuchając z głośników. Z powodu upałów wiele ludzi mdlało, nawet w zazwyczaj chłodnej świątyni. 
 
Poza mieszkańcami i delegacjami z całego kraju, w kościele znalazły się rodziny ofiar, kombatanci, liczne poczty sztandarowe, reprezentanci Instytutu Pamięci Narodowej, związkowcy oraz najwyższe władze państwowe, samorządowe, radni, na czele z  prezydentem Andrzejem Dudą i premierem Beatą Szydło. 
 
- Nadszedł wreszcie czas, kiedy armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci. Staje w prawdzie swych czynów. Składa meldunek o wiernej i ofiarnej służbie Ojczyźnie. Ich historia płynie wreszcie zgodnie z prądem polskich sumień - powiedział podczas mszy św. pogrzebowej metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź, który parokrotnie wzruszał się podczas kazania. - Długo czekałaś "Inko" na ten dzień! Długo czekałeś nań Panie pułkowniku "Zagończyku"! Długo czekałaś, Polsko! Stanowczo za długo!
 
Prezydent zdecydował o pośmiertnym odznaczeniu Feliksa Selmanowicza Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski i awansowaniu szeregowej Danuty Siedzikówny do stopnia podporucznika. Awansowano także ppor. Feliksa Selmanowicza do stopnia podpułkownika.
 
W świątyni wystąpił też prezydent Andrzej Duda. 
 
- Pogrzeb Danuty Siedzikówny "Inki" i Feliksa Selmanowicza "Zagończyka" przywraca godność nie im, bo oni nigdy jej nie utracili, lecz państwu polskiemu, które przez lata, nawet po 1989 r. nie potrafiło uhonorować swoich bohaterów - podkreślał prezydent. - Wierzę głęboko w to, że już nikt się nie odważy wymazywać z naszej historii bohaterów. Cześć i chwała bohaterom. Zachowaliście się jak trzeba.
 
Hasło "cześć i chwała bohaterom" rozbrzmiewało podczas niedzielnych uroczystości setki razy, zarówno w kościele, jak i na trasie przemarszu konduktu pogrzebowego, który rozpoczął się po nabożeństwie. Trumny ze szczątkami "Inki" i "Zagończyka" umieszczone zostały na lawetach armatnich i rozpoczął się przemarsz w kierunku Cmentarza Garnizonowego . 
 
W mszy świętej wziął udział także Lech Wałęsa. Były prezydent RP opuścił ją w trakcie przemówienia prezydenta Andrzeja Dudy. Natomiast w okolicy Bazyliki Mariackiej doszło do zamieszania. Słuchający mszy członkowie KOD Radomir Szumełda i Mateusz Kijowski mieli zostać poturbowani przez członków ONR. W sieci zamieszczono film, na ktorym widać, jak odchodzą spod kościoła w towarzystwie policjanta, lżeni przez młodych mężczyzn.
 
Pozostała część uroczystości przebiegała bez zakłóceń. Zebrany tłum rzucał setki kwiatów na trumny i na trasie przemarszu. Kondukt żałobny przeszedł ulicami przez centrum Gdańska, a towarzyszyły mu na trasie widoczne liczne banery, w tym 50 m z hasłem "Zachowałam się jak trzeba". Orszak pogrzebowy liczył kilkaset osób. Otwierał go krucyfer, za nim szła orkiestra wojskowa, wojsko i kapłani w strojach żałobnych. Natomiast w kondukcie żałobnym w kierunku Cmentarza Garnizonowego szły dziesiątki tys. osób. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęto, podobnie jak w Bazylice Mariackiej, od odśpiewania hymnu państwowego, na cmentarzu w tym momencie odpalono race. 
 
Na cmentarzu nastąpiły wystąpienia pozostałych zaproszonych gości. W tym bardzo emocjonalne przemówienie wygłosił minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. 
 
- Dlaczego trzeba było czekać tak długo, dlaczego trzeba było czekać nie tylko 50 lat sowieckiej okupacji, ale także 27 lat postkomunizmu? Co sprawiło, że ci, którzy rządzili, bali się pamięci Niezłomnych, bali się wartości, jakie ze sobą nieśli? Bano się jednego słowa. Tego, które pani porucznik "Inka" i pan pułkownik "Zagończyk" wykrzyczeli w twarz mordercom: Niech żyje Polska. Tego się boją! - podkreślał minister Macierewicz.
 
Na zakończenie żołnierze oddali salwy z karabinów. Mieszkańcy stojący w długich kolejkach przed cmentarzem, jeszcze długo po oficjalnej części, składali kwiaty na grobach "Inki" i "Zagończyka". 
 
Pogrzeb odbył się w dokładnie w 70 rocznicę śmierci Niezłomnych. Niespełna 18-letnia wówczas Danuta Siedzikówna i 42-letni Feliks Selmanowicz zginęli tego samego dnia, 28 sierpnia 1946 r. Komunistyczna władza skazała ich na śmierć za działalność w "Brygadzie Śmierci" mjra Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka". Oboje zostali rozstrzelani w więzieniu przy ul. Kurkowej z wyroku sądu wojskowego, oboje zostali pochowani w bezimiennym grobie.
 
Ich szczątki odnaleziono dopiero jesienią 2014 r. Znalazł je zespół poszukiwawczy IPN kierowany przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka na cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, na którym do tej pory znajdowały się ich symboliczne groby. 
 
Danuta Siedzikówna była sanitariuszką 5. Wileńskiej Brygady AK, w 1946 r. służyła w szwadronie działającym na Pomorzu. W chwili aresztowania przez UB nie miała jeszcze 18 lat. Mimo brutalnego śledztwa nie wydała kolegów, znany jest jej gryps z więzienia: "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba".

Ppor. Feliks Selmanowicz pochodził w Wilna. W 1939 r. był sierżantem Korpusu Ochrony Pogranicza, potem partyzantem wileńskich brygad AK, gdzie był podwładnym "Łupaszki". Dwa razy aresztowali go Sowieci i dwa razy im uciekł. W trakcie aresztowania przez UB 8 lipca 1946 r. w Sopocie zastrzelił trzech ubeków i omal im nie uciekł.
 
W pożegnalnym liście do syna, rankiem 28 sierpnia 1946 r., na chwilę przed śmiercią, napisał: "Odchodzę w zaświaty. To, co pozostawiam na tym świecie najdroższego, to Polskę i Ciebie...".
 
Autor: Katarzyna Moritz
Czytaj więcej na:
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Pochowano-Niezlomnych-Tysiace-ludzi-zegnalo-Inke-i-Zagonczyka-n104943.html#tri

O ile do 1989. roku można powiedzieć, że rządził ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali „Inkę” i „Zagończyka”, to przecież po 1989. roku teoretycznie nie – dodał.
 
Prezydent pytał, jak to się stało, że aż 27 lat trzeba było czekać, by Polska mogła pochować swoich bohaterów.
 
Wskazywał, że zakopanie zwłok pod chodnikiem, tak by nie znaleziono grobu, to „największa kara dla pamięci i największe podeptanie dla rodziny”.
 
To niezwykle okrutne, tak się obejść. Oni to umieli. (…) Dzisiaj za wszelką cenę walczą żeby nie były wymieniane nazwiska tych, którzy zamordowali Żołnierzy Niezłomnych; żeby nikt nie pytał gdzie są pochowani – powiedział prezydent.
 
Jest coś takiego jak chluba bohatera, chluba bohatera, która spływa na następne pokolenia, ale jest i piętno zdrajcy i ono też jest bardzo trwałe – dodał.
 
Prezydent wskazywał, że Polska odprowadza dziś swoich bohaterów w ostatnią drogę w obecności najwyższych władz.
 
To nie będzie tylko pogrzeb. To będzie przede wszystkim patriotyczna manifestacja zadośćuczynienia, jakie państwo polskie dzisiaj czyni wobec swoich bohaterów – powiedział Andrzej Duda.
 
Nie mam przekonania, że my, poprzez ten pogrzeb, przywracamy im godność. Oni nigdy godności nie stracili. My przywracamy przez ten pogrzeb godność państwu polskiemu – podkreślił.
 
 

Niezłomni godnie upamiętnieni.

Dziś Polska w dużym stopniu wobec swoich żołnierzy odzyskuje honor” - niezalezna.pl
 
Pamiątkowa tablica poświęcona Żołnierzom Wyklętym została oficjalnie odsłonięta na kolumnie Grobu Nieznanego Żołnierza. Prezydent Andrzej Duda uczestnicząc w uroczystościach święta Wojska Polskiego złożył także wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza. „W tym dniu spełniamy obowiązek, dzięki któremu Polska w dużym stopniu wobec swoich żołnierzy odzyskuje honor” - mówił prezydent Duda.
 - To dzień szczególny dla Wojska Polskiego. To dzień w którym przypominamy o wiekopomnych zasługach żołnierza, który w 1920 roku często osamotniony, często znajdujący się w dramatycznej sytuacji potrafił wraz ze wsparciem całego narodu dzięki geniuszowi decyzji pana marszałka Józefa Piłsudskiego, ze wsparciem naszych sojuszników, tu na przedpolach Warszawy obronić ojczyznę przed bolszewickim najazdem, obronić Europę, obronić cywilizację. To jego święto. [...] To wysiłki żołnierzy pozwalają dziś odbudować silną armię polską, obrońcę niepodległości państwa polskiego. Za to żołnierzowi polskiemu należy się cześć i chwała – mówił szef MON Antoni Macierewicz.
 
Z kolei prezydent Andrzej Duda stwierdził, że dzięki pamiątkowej tablicy poświęconej Żołnierzom Niezłomnym Polska odzyskuje honor wobec swoich żołnierzy.
 - Kiedy komunistyczne władze Polski przysłane tutaj z Moskwy ogłosiły amnestię wobec uczestników antykomunistycznego powstania, wobec uczestników pierwszego antykomunistycznego podziemia, jeden z najbardziej znanych i najzdolniejszych dowódców wśród Żołnierzy Niezłomnych, mjr. Dekutowski ps. Zapora powiedział: „Amnestia to jest dla złodziei, a my to jesteśmy Wojsko Polskie!”. Jestem niezmiernie dumny i szczęśliwy, że w tym, tak ważnym dla wszystkich Polaków na całym świecie dniu, w dniu rocznicy wielkiego zwycięstwa polskich żołnierzy i polskiego narodu nad bolszewicką inwazją w 1920 roku, w dniu Bitwy Warszawskiej, w  jej 96. rocznicę, stoję wraz z Państwem tutaj w miejscu świętym dla wszystkich Polaków - przed Grobem Nieznanego Żołnierza, na placu Piłsudskiego - wielkiego twórcy tamtego sukcesu, oszałamiającego zwycięstwa. W tym dniu spełniamy obowiązek, dzięki któremu Polska w dużym stopniu wobec swoich żołnierzy odzyskuje honor. Odsłaniamy tablicę upamiętniającą uczestników tamtego antykomunistycznego powstania – Żołnierzy Niezłomnych, Żołnierzy Wyklętych. Tablicę upamiętniającą ich walkę, ich bohaterstwo i postawę właśnie niezłomną. Dla nich II wojna światowa nie zakończyła okupacji. Zmieniło się tylko tyle, że zamiast okupantów niemieckich przyszli okupanci sowieccy, przeciwko którym postanowili walczyć. Czynili to aż do śmierci... aż do 1963 roku, gdy w walce zginął ostatni z nich - Józef Franczak ps. Lalek – mówił prezydent Andrzej Duda.
 
Wcześniej, o godzinie 9:00 w Katedrze Polowej Wojska Polskiego odbyła się Msza święta za ojczyznę z udziałem m.in. prezydenta Andrzeja Dudy oraz premier Beaty Szydło.
 
(fot. Marcin Pegaz/Gazeta Polska)
Źródło: www.niezalezna.pl

Ławeczka Halnego

 
W sobotę 18 czerwca 2016 roku odsłonięto i poświęcono w Starachowicach piękną ławeczkę znanego starachowickiego partyzanta, Zdzisława Rachtana „Halnego”.
Stanęła na skwerze Jego Imienia.
 
Jest to inicjatywa Środowiska Żołnierzy Armii Krajowej "Ponury - Nurt". Starachowiccy Radni rok temu podjęli decyzję o nadaniu skwerowi przy alei Armii Krajowej w Starachowicach imienia podporucznika Zdzisława Rachtana "Halnego". Zdzisław Rachtan przez wiele lat przewodził Środowisku Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej "Ponury-Nurt". Autorem pomnika jest rzeźbiarz światowej sławy, profesor Karol Badyna, kierujący Wydziałem Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Środowisko podjęło współpracę z artystą za pośrednictwem p. Małgorzaty Balasińskiej. reklama Pomnik przypomina leśną ławeczkę, wykonaną z kłód ułożonych pod katem prostym. Do siedzącego na niej Zdzisława Rachtana (postać jest naturalnej wielkości) można się dosiąść z każdej strony. 
 
Na górnej płaszczyźnie jest tablica informująca o "Halnym". Jak informuje Rafał Obarzanek, kierujący teraz Środowiskiem Żołnierzy Armii Krajowej "Ponury - Nurt", koszt ławeczki to około 80 tysięcy złotych. 
 
Fundatorami ławeczki są: Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Gmina Starachowice, Instytut Pamięci Narodowej, wpłaty społeczne. Uroczyste odsłonięcie Uroczystego odsłonięcia dokonano w sobotnie południe przy ul. Armii Krajowej w Starachowicach. Bardzo licznie przybyły delegacje Policji z Kielc i Starachowic, władze Starachowic, prawie w komplecie, przedstawiciele władz powiatu starachowickiego, posłowie Krzysztof Lipiec i Marzena Okła - Drewnowicz. Była honorowa asysta kompani wojskowej z Radomia i kilkunastu pocztów sztandarowych. Władze centralne reprezentowali: Łukasz Kamiński - prezes Instytutu Pamięci Narodowej, Jan Józef Kasprzyk - zastępca szefa Urzędu do spraw Kombatantów. 
 
Uroczystego odsłonięcia dokonali wspólnie: Marek Materek - prezydent Starachowic, Piotr Rachtan - syn Zdzisława, Bolesław Ciesielski „Farys" - żołnierz Oddziałów Partyzanckich „Ponurego”, Krystyna Rowecka- Trzebicka - bratanica generała Stefana Grota - Roweckiego. Ławeczkę poświęcił ojciec Eugeniusz Augustyn - opat wąchockiego Opactwa Cystersów. Dzieci i młodzież ze szkół w Stykowie, w gminie Brody, w Rzepinie i Chybicach - w gminie Pawłów, przedstawiły kilka piosenek żołnierskich i partyzanckich. Całość bardzo sprawnie prowadziła Anna Skibińska. Na zakończenie, dla chętnych był gorący posiłek i chleb ze smalcem. 
 
Życiorys Bohatera.
 
Zdzisław Rachtan, Honorowy Obywatel Starachowic i Wąchocka, urodził się w 1924 roku. w Starachowicach - Wierzbniku. Od 1940 roku był zaangażowany w konspirację, w szeregach Narodowej Organizacji Wojskowej. Jego okupacyjne nazwisko to „Zdzisław Drzazga”. Pełnił funkcję zastępcy dowódcy plutonu w oddziale dywersyjnym. Przeszedł cały szlak bojowy Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej "Ponury”. Zdzisław Rachtan był jednym z pomysłodawców ufundowania odsłoniętej w 1957 roku kapliczki Matki Boskiej Bolesnej na Wykusie - pierwszego w Polsce pomnika upamiętniającego poległych żołnierzy Armii Krajowej. Był też jednym z założycieli kombatanckiego Środowiska Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej "Ponury" - "Nurt" . Od 1991 roku był przewodniczącym kapituły policyjnej Honorowej Odznaki Zasługi imienia pułkownika Jana Piwnika „Ponurego”. 
 
Zmarł w Warszawie 16 stycznia 2014 i został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. 
 
 

Przemówienie Prezydenta Rzeczpospolitej podczas pogrzebu płk Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki"

Pogrzeb "Łupaszki"

 
 
W Warszawie zakończyły się uroczystości pogrzebowe płk. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki". Jeden z legendarnych dowódców Żołnierzy Wyklętych, zamordowany przez komunistów, po ponad pół wieku spoczął na Wojskowych Powązkach. Decyzją ministra obrony Szendzielarz został awansowany do stopnia pułkownika. 
 
Na uroczystościach obecni byli przedstawiciele najwyższych władz państwowych i wojskowych: prezydent Andrzej Duda, wicepremier Piotr Gliński oraz szef MON Antoni Macierewicz, a także m.in. p.o. szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk oraz prezes Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński. 
 

Mszę w stołecznym kościele pw. św. Karola Boromeusza odprawił biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek. Po mszy kondukt żałobny prowadzony przez pododdział konny w barwach 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich (Szendzielarz w nim służył) przeszedł na Wojskowe Powązki. 
Podczas uroczystości odczytano decyzję ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza o awansowaniu Zygmunta Szendzielarza na stopień pułkownika.  
 
Prezydent - przywracamy godność Polsce
 
 - Dziś, po 65 latach, poprzez odnalezienie doczesnych szczątków pana pułkownika, poprzez pamięć o bohaterstwie Żołnierzy Niezłomnych, poprzez państwowe uroczystości pogrzebowe, przywracamy godność Polsce – powiedział prezydent Andrzej Duda w trakcie mszy, co zgromadzeni przyjęli oklaskami. 
 
Godność, którą – jak mówił – kiedyś ci, którzy katowali i zamordowali Zygmunta Łupaszkę, podeptali; którą przez zacieranie pamięci, razem z Żołnierzami Niezłomnymi wrzucili do bezimiennych dołów. - Dziś ta godność wraca wraz z dumną Rzeczpospolitą, z dumną Polską, która pochyla nisko głowę i oddaje hołd swojemu wielkiemu synowi – powiedział prezydent.
 
Prezydent w swoim przemówieniu dziękował też za pamięć o bohaterstwie rodzinie pułkownika "Łupaszki", rodzinom poległych Żołnierzy Niezłomnych, Żołnierzom Niezłomnym, harcerzom, strzelcom, kibicom i "wszystkim młodym ludziom, którzy od lat czcili pamięć Żołnierzy Niezłomnych". Duda zwracał uwagę na trudności i prześladowania, jakie spotykały te osoby ze strony komunistycznych władz. 
 
"Dzisiaj składamy im hołd za wierność i niezłomność". 
 
Mówiąc o Szendzielarzu "Łupaszce" i jego żołnierzach Duda powiedział: - Wszyscy wiemy, że byli wspaniali, ale dlaczego? Dlatego, że wychowali się na micie wielkiej bohaterskiej Polski. 
 
Prezydent podkreślił, że mit ten opierał się na pamięci o powstańcach styczniowych, na pamięci o Polakach, którzy zwyciężyli walkę o niepodległość w 1918 r., a także na pamięci o tych, którzy "obronili Warszawę i Polskę przed bolszewikami w 1920 r.". - To budowało postawę tych ludzi. To dlatego z odwagą stanęli potem do obrony Polski w 1939 r., walczyli w podziemiu, a kiedy przyszły wojska sowieckie i nie chciały opuścić Polski, nie zgodzili się z Polską, która nie była wolna, nie była niepodległa, nie była suwerenna - mówił prezydent o "Łupaszce" i jego żołnierzach. 
 
- Dziś to właśnie na ich przykładzie, na ich bohaterstwie wychowujemy nowe pokolenia, by były takie jak oni - wierne przysiędze żołnierskiej do końca, wierne temu, co wszczepiono w ich dusze, wierne niepodległej i wolnej Polsce - powiedział prezydent. 
 
Jak dodał, dzisiaj najważniejsza jest nie tylko pamięć o przeszłości, ale przede wszystkim budowanie przyszłości. - Bo takie będą Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie - przypomniał prezydent. 
 
Andrzej Duda skierował swoje słowa do "Łupaszki": - chcę, skłaniając przed panem głowę, powiedzieć: Polacy, a zwłaszcza młode pokolenia, wiedzą dziś doskonale, że w tamtych czasach - trudnych, beznadziejnych - to wy zachowaliście się jak trzeba - powiedział prezydent i dodał: - Cześć i chwała bohaterom, wieczna pamięć poległym. 
 
Bp. Guzdek: bez Żołnierzy Wyklętych nie byłoby wolnej Polski 
 
- Czyny Żołnierzy Niezłomnych zasługują na pamięć i wdzięczność całego narodu – powiedział w trakcie mszy biskup polowy Józef Guzdek. - Nie byłoby wolnej Polski, gdyby nie ich czyny - ocenił. 
 
Biskup podkreślał, że jesteśmy zobowiązani dołożyć wszelkich starań, aby żaden z Żołnierzy Wyklętych – Niezłomnych nie pozostał bezimienny. - Oni bowiem stanowią jedno z ogniw w łańcuchu pokoleń, które walczyły o niepodległą Polskę w minionym stuleciu – wskazał. 
 
- Musimy uczynić wszystko, aby do powszechnej świadomości przebiła się prawda, że czyny Żołnierzy Niezłomnych zasługują na pamięć i wdzięczność całego narodu. Naszym obowiązkiem jest przywrócenie pamięci o bohaterach powstania antykomunistycznego w powojennej Polsce – powiedział duchowny. 
 
Jak mówił, nie byłoby wolnej Polski, gdyby zabrakło czynu zbrojnego "rycerzy wolności" w powojennej Polsce. - Nie byli oni straceńcami pragnącymi za wszelką cenę umrzeć. Byli żołnierzami wiernymi przysiędze. Żołnierze Niezłomni przypominali społeczeństwu, że trzeba wyprostować karki i powstać z klęczek. Poświęcili swoje życie za wolność Ojczyzny, której nie doczekali – powiedział bp Guzdek. 
 
Jego zdaniem, gdyby wszyscy byli tak dumni i nieustępliwi, jak Żołnierze Niezłomni, "zapewne czas zniewolenia byłby znacznie krótszy". - Prawdopodobnie mury oddzielające wolne narody Zachodniej Europy od zniewolonych krajów Europy Środkowej i Wschodniej rozpadłyby się znacznie wcześniej – powiedział. 
 
- Śp. płk "Łupaszka" jak ziarno pszeniczne wsiane w glebę, obumarł, aby narodziła się wolna Polska. Wiemy, że nie było to męczeństwo ostatnie. Od jego śmierci w 1951 roku do przemian w roku 1956 i tych kolejnych do roku 1989 – zginęło jeszcze wielu "rycerzy" wolności. Ich ofiara nie poszła na marne. Stojąc przy trumnie jednego z nich, pragniemy dziękować Bogu za ich świadectwo umiłowania Ojczyzny ponad swoje życie – powiedział biskup. 
 
 
- Odprowadzając na wieczną wartę śp. płk. Zygmunta Szendzielarza, módlmy się także za wszystkich Żołnierzy Niezłomnych, aby miłosierny Bóg przyjął ich do grona zbawionych. Ufamy, że zasłużyli na nagrodę nieba – powiedział. 
 
- Panie Pułkowniku! Żegnamy Cię! Twoje życie było piękne. Cierpienie, przelana krew i ofiara życia złożone na ołtarzu wolności miały sens. Bądź dla nas wzorem umiłowania Ojczyzny. Spoczywaj w pokoju! - zakończył bp. Guzdek.
 
 

Łodzianie żegnają płk. Zygmunta Szendzielarza.

Ostatnia droga "Łupaszki"  
 
Uroczystości pogrzebowe ppłk. Zygmunta Szendzielarza w łódzkiej archikatedrze
Wieczorem w czwartek 21 kwietnia w łódzkiej archikatedrze rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe ppłk. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka", dowódcy V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, jednego z najbardziej znanych żołnierzy antykomunistycznego podziemia.
 
"Łupaszka" został pojmany przez Urząd Bezpieczeństwa w czerwcu 1948 roku. Osadzono go w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Po licznych przesłuchaniach i pokazowym procesie został skazany na 18-krotną karę śmierci. Wyrok wykonano strzałem w tył głowy 8 lutego 1951 roku.
 
Przez wiele lat miejsce jego pochówku było nieznane. Szczątki Z. Szendzielarza odnalazł wiosną 2013 r. zespół pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka z IPN na tzw. Łączce - kwaterze warszawskiego cmentarza na Powązkach, gdzie władze komunistyczne ukryły zwłoki kilkuset ofiar zamordowanych przez funkcjonariuszy UB.
 
W organizację łódzkich uroczystości pogrzebowych zaangażował się Witold Skrzydlewski, miejscowy przedsiębiorca pogrzebowy. 4 lata temu, tak jak teraz nieodpłatnie, przygotował pochówek Barbary Szendzielarz, córki "Łupaszki". W  trumnie ułożono mundur oficerski Pułku 4. Ułanów Zaniemeńskich wraz z pasem, koalicyjką i oficerkami, szablę bojową wzór 34, ryngraf z Matką Bożą Ostrobramską oraz srebrny pierścień z inskrypcją "Boże, chroń Polskę".
 
Mszy św. pogrzebowej przewodniczył metropolita łódzki abp Marek Jędraszewski. Eucharystia miała oprawę wojskową. Stawiły się liczne poczty sztandarowe i harcerze. Przybyli m.in. krewni Z. Szendzielarza, minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, wojewoda łódzki Zbigniew Rau i marszałek woj. łódzkiego Witold Stępień.
 
Dziś łodzianie oddają hołd bohaterowi indywidualnie. Przy trumnie czuwają m.in. uczniowie i studenci. Udostępniono do wpisów księgę kondolencyjną. O 17.30 w sali Wydziału Duszpasterstwa Młodzieży Archidiecezji Łódzkiej przy ul. Skorupki 13 odbędzie się spotkanie z rodziną ppłk. "Łupaszki' - jego siostrzenicą Haliną Morawską i jej wnuczką Agnieszką oraz z szefem Fundacji "Niezłomni" Wojciechem Łuczakiem. Spotkanie poprowadzą pracownicy łódzkiego oddziału IPN.
 
Przed łódzką archikatedrą można oglądać wystawę szczecińskiego oddziału IPN, zatytułowaną "Niech polska ziemia utuli ich do spokojnego snu... Ekshumacje i identyfikacje ofiar terroru komunistycznego".
 
Po odprawieniu nieszporów doczesne szczątki "Łupaszki" przewiezione zostaną do Warszawy. W sobotę trumna zostanie wystawiona w bazylice Świętego Krzyża między 10.30 a 19.00. W niedzielę o 15.00 w kościele pw. św. Karola Boromeusza odprawiona zostania Msza św. żałobna, której przewodniczyć będzie biskup polowy Józef Guzdek. Udział zapowiedział prezydent Polski Andrzej Duda. Kondukt pogrzebowy przejdzie ze świątyni na cmentarz wojskowy na Powązkach. Ppłk Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" spocznie w rodzinnym grobie, obok swojej córki.
 
Marcin Kowalik
 
Źródło:  http://lowicz.gosc.pl/doc/3103577.Ostatnia-droga-Lupaszki
 

Spoczywał pod asfaltową ścieżką

Ciało Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" wrzucono twarzą do ziemi. Ślad po wlocie kuli, po prawej stronie czoła, wskazywał, że kat strzelał z góry. Żeby zakryć ślady zbrodni, nawieziono na "Łączkę" półtora metra gruzu. A 20 lat później przykryto asfaltową ścieżką.
 
Spoczywał pod asfaltową ścieżką  
 
Major "Łupaszka" został aresztowany przez funkcjonariuszy UB w czerwcu 1948 r. w Zakopanem. Przeżył brutalne śledztwo. 2 listopada 1950 r., wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie
 
Znalezienie ciała Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” ogłoszono 22 sierpnia 2013 r. Leżał pod asfaltową ścieżką, wylaną na początku lat 80. na „Łączce” cmentarza Powązki Wojskowe.
 
Prace na „Łączce” rozpoczęły się 23 lipca 2012 r. Zespół archeologów, antropologów, specjalistów medycyny sądowej i genetyków pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka musiała czekać, aż koparka natknęła się na szare plamy na piasku, świadczące o zasypanych tu jamach grobowych.
 
Ale już drugiego dnia do pracy przystąpili archeolodzy. Szkielety nie były ułożone anatomicznie. Ręce były powyginane w łokciach, ciała poupychane na siłę po 8-9, bez trumien, w niewielkich przestrzeniach.
 
Większość odkrytych dołów to groby masowe. Zwłoki leżące bezładnie, tak jak wpadły do dołu, często na przemian, by się ich więcej zmieściło.
 
Do października 2014 r. na Powązkach znaleziono szczątki 198 straconych. Dzięki badaniom genetycznym rozpoznano ciała 41 ofiar.
 
Obydwoje byli wtedy za murami katowni przy Rakowieckiej. Ona dostała karę dożywocia, on - czekał na śmierć. Wiedziała, że go zamordowali, choć przez lata myślała, że miało to miejsce dzień wcześniej, 7 stycznia 1951 r.
 
Pani Lidia miała szczęście: matki, żony, narzeczone straconych w mokotowskim więzieniu nie widywały ich przed śmiercią.
 
Po latach wspominała, że podczas rozmowy, której pilnowało aż trzech wojskowych „Łupaszka” mówił głównie o swojej matce i córce Basi z zakończonego małżeństwa. Prosił też Lidię Lwow-Eberle , by skończyła studia i wyszła za mąż”.
 
Poznali się w partyzantce. Przy swoim adiutancie powiedział, by uważała się za jego narzeczoną.
 
„Przyjaźń z podkomendną, którą byłam. „Łupaszka” zawsze dla mnie był  komendantem, choć oczywiście od pewnego momentu zwracaliśmy do siebie po imieniu. On do mnie mówił „Ewelinko”. Bo zmieniłam pseudonim z „Lala” na „Ewa”, on używał formy „Ewelina”. Byliśmy ze sobą do aresztowania w 1948 r. Potem widziałam go na naszej rozprawie, a po raz ostatni - na więziennym widzeniu” - zapisała Karolina Wichowska w książce „Łączka”, dokumentującej poszukiwania i identyfikację prac na warszawskich Powązkach.
 
Łupaszka został skazany po długotrwałym śledztwie. 30 listopada 1950 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie ogłosił wyrok - karę śmierci. Oskarżycielem w procesie był Zenon Rychlik. Razem z „Łupaszką” wyrok z ust sędziów Mieczysława Widaja, Wilhelma Świątkowskiego, Leo Hochberga  i Alfreda Janowskiego usłyszeli: Henryk Borowy-Borowski i Antoni Olechnowicz.
 
Prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Major „Łupaszka” został stracony 8 lutego 1951 r. przy ul. Rakowieckiej.
 
Tomasz Gołąb
 
Źródło: http://warszawa.gosc.pl/doc/3105692.Spoczywal-pod-asfaltowa-sciezka

Zmarła Matylda Stambuldzys "Matylda"

 

"Ponury" i "Nurt" znów w Niebie zbiórkę zwołali... 7 kwietnia 2016 r. w Nowym Skoszynie zmarła kpt. sanit. Matylda Regina Stambuldzys z d. Budzisz vel „Teodozja Tupadło”, „Zofia Włodarska”, „Irena Kowalczyk”, ps. „Ika”, „Matylda”.
 
"Matylda", bo tak wszyscy o Niej zawsze mówili, urodziła się 5 lutego 1923 r. w Grzegorzewicach, w rodzinie Józefa Budzisza i Bronisławy z d. Gryszka. Ojciec był oficerem Wojska Polskiego. Walczył w I wojnie światowej, a w 1920 r. we Francji w szeregach „Błękitnej Armii” gen. Józefa Hallera.
  
Matylda w 1937 r. ukończyła szkołę powszechną i podjęła dalszą naukę w gimnazjum. Na kursach Przysposobienia Wojskowego Kobiet, Polskiego Czerwonego Krzyża i Ligi Obrony Przeciwpowietrznej i Przeciwgazowej ukończyła szkolenia pielęgniarskie. 
  
Jako przeszkolona sanitariuszka PCK brała udział w wojnie obronnej 1939 r. W dniu 3 września 1939 r. uczestniczyła w bitwie pod Jędrzejowem. Pomimo tego, że była ochotniczką, została wzięta do niewoli niemieckiej. W dniu 24 września 1939 r. została z grupą jeńców wywieziona do Rawicza i tam ostatecznie zwolniona. Już 1 października powróciła do domu w Grzegorzewicach, a 5 października wyjechała z oficerami Wojska Polskiego w kierunku Rumunii. Nie przekroczyli granicy polsko-rumuńskiej. Zostali zatrzymani prawdopodobnie przez żołnierzy Armii Czerwonej i internowani w obozie w Białocerkwi. Zdołali się jednak wydostać z tego obozu. 
  
Z Białocerkwi pojechała na Polesie do Kamieńca Litewskiego, gdzie jej wuj był osadnikiem wojskowym. Od listopada 1939 do czerwca 1940 r. pracowała jako pielęgniarka w szpitalu powiatowym w Kamieńcu Litewskim. W czerwcu 1940 r. została wysłana do Warszawy jako opiekunka dla rannych żołnierzy polskich wiezionych do okupowanej stolicy w ramach wymiany jeńców pomiędzy III Rzeszą a ZSRS. Przy okazji do Warszawy przywiozła korespondencję od żołnierzy ukrywających się w rejonie Puszczy Białowieskiej.
   
Z Warszawy powróciła na Kielecczyznę. W dniu 1 lipca 1941 r. (lub 1 lutego 1942 r.) została zaprzysiężona w ZWZ przez kpt. Felicjana Zarębskiego „Zręba”, „Zawa”. Pracowała jako łączniczka i instruktorka WSK. Odpowiadała m.in. za szkolenia sanitarne, łączność, obserwację, pomoc poszkodowanym, organizowanie pomocy dla przebywających w obozach, łagrach, a także ich rodzinom i wysiedleńcom (żywność, odzież, pieniądze, lokale, korespondencja). 
   
Razem ze swą matką, noszącą pseudonim „Wiewiórka” (zaprzysiężoną w ZWZ już w 1940 r.) zaangażowała się w ukrywanie „spalonych” członków konspiracji. W gronie kilku kobiet na potrzeby leśnego wojska szyły chlebaki, furażerki, koszule, opaski. Obie brały także udział w pomocy dla jeńców sowieckich przebywających w więzieniu na Świętym Krzyżu. Zbiegłym jeńcom dostarczała dokumenty i żywność. 
   
W dniu 26 czerwca 1943 r. aresztowany został jej ojciec Józef, również członek ZWZ–AK. Matylda zmuszona była do ukrycia się. W rodzinnym domu pozostała jej matka z dwiema młodszymi siostrami. W dniu 12 lipca 1943 r. została skontaktowana z ppor. Marianem Świderskim „Dzikiem”, a następnie przydzielona do plutonu por. Euzebiusza Domoradzkiego „Grota” w I Zgrupowaniu Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”. 
   
O jej służbie w oddziałach por. cc. Jana Piwnika „Ponurego” nie zachowały się informacje. Natomiast udokumentowana dobrze jest jej służba podczas operacji „Burza” w 1944 r. Przydzielona została jako sanitariuszka do I batalionu 2 Pułku Piechoty LegionówAK. Brała udział w walkach pod Piórkowem (4 sierpnia 1944 r.), Niekłaniem, Miedzierzą, Radoszycami, Szewcami, Radkowem, Lipnem. Po walkach pod Lipnem i Chotowem, w pierwszych dniach listopada 1944 r. przydzielona została do opieki nad rannymi żołnierzami, pozostającymi w rejonie Włoszczowy i Jędrzejowa. 
  
W dniu 27 września 1944 r. awansowała na stopień sierżanta i z tym stopniem zakończyła wojnę . 
  
W 1945 r. pracowała w PCK i Powiatowym Urzędzie Repatriacyjnym w Ostrowcu Świętokrzyskim . W czerwcu 1945 r. wyjechała do Elbląga, gdzie pracowała jako pielęgniarka. Kursy dyplomowe z pielęgniarstwa ukończyła w 1956 r. Z przerwami pracowała jako pielęgniarka w szpitalach i przychodniach w Łodzi, Giżycku i Białymstoku. Pracę w służbie zdrowia zakończyła w przychodni przeciwgruźliczej w Ostrowcu Świętokrzyskim. W 1973 r. przeszła na emeryturę. W 1978 r. otrzymała rentę. 
   
Od 1975 r. społecznie współpracowała z ks. Czesławem Walą w Katolickim Poradnictwie Rodzinnym w Kałkowie-Godowie. Na stałe związała się z kałkowskim sanktuarium. 
  
Po ukończeniu szkoleń medycznych, 5 listopada 1959 r. awansowana została na stopień podporucznika ze starszeństwem z dniem 5 listopada 1944 r. Co najmniej od 1 stycznia 1957 r. była członkinią Koła nr 2 ZBoWiD w Ostrowcu Świętokrzyskim. 1 stycznia 1991 r. wystąpiła ZBoWiD. Rozkazem personalnym MON nr 0202 z 24 września 1973 r., w dniu 12 października 1973 r. awansowała na porucznika rezerwy, a 11 czerwca 2001 r. – na kapitana . 
  
Co najmniej od lat siedemdziesiątych zaangażowana w działalność Środowiska Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”–„Nurt”. Została także członkiem Stowarzyszenia Kombatantów „Jędrusiów” Żołnierzy Armii Krajowej, Ich Rodzin i Sympatyków z siedzibą w Połańcu. 
  
Ostatnie lata życia spędziła w Domu Opieki św. Brata Alberta „Nasze Gospodarstwo” w Nowym Skoszynie. 
 
Za swoją działalność partyzancką i społeczną odznaczona była m.in. Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Armii Krajowej, Medalem Zwycięstwa i Wolności 1945 r., Medalem Wojska po raz 1 i 2 oraz Medalem Pro Fide et Patria 
  
Zmarła 7 kwietnia 2016 r. w Starym Skoszynie. Pogrzeb odbędzie się 14 kwietnia 2016 r. o godz. 14.00 na cmentarzu komunalnym przy ul. Długiej w Ostrowcu Świętokrzyskim. 
 
Marek Jedynak
 
Źródło: Blog Wokół Wykusu www.ponury-nurt.blogspot.com

Odeszła "Dewajtis"

4 kwietnia zmarła dr Elżbieta Dziębowska (ur.1929), muzykolog, wykładowca uniwersytecki, wieloletnia redaktor Polskiego Wydawnictwa Muzycznego; uczestniczka Powstania Warszawskiego o ps. „Dewajtis” - poinformowało we wtorek Polskie Wydawnictwo Muzyczne. 16 kwietnia Elżbieta Dziębowska skończyłaby 87 lat.
 
Dr Elżbieta Dziębowska pozostanie w pamięci i historii Polskiego Wydawnictwa Muzycznego jedną z osób, które wspólnie z polskim środowiskiem muzykologicznym stworzyły największe, pomnikowe edycje. Pozostanie Mistrzem dla wielu pokoleń muzykologów, redaktorów, leksykografów
— napisało PWM na swojej stronie internetowej.
 
Elżbieta Dziębowska urodziła się 16 kwietnia 1929 r. w Warszawie. W czasie II wojny światowej harcerka i łączniczka w batalionie „Parasol” oraz uczestniczka Powstania Warszawskiego, ps. „Dewajtis”. Jako 15-letnia dziewczyna brała udział w kilku ważnych akcjach bojowych Powstania Warszawskiego, m.in. w akcji Weffels i akcji Kutschera.
W 2007 roku na chodniku przy Alejach Ujazdowskich, tam gdzie stała „Dewajtis” podczas zamachu na Franza Kutscherę, wmurowana została tablica pamiątkowa.
 
Po wojnie ukończyła liceum, a następnie muzykologię na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 1954-1970 związana była najpierw jako asystent, później adiunkt z Instytutem Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego, potem od 1970 do 1989 r. z Katedrą Historii i Teorii Muzyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1973-1983 wykładała również w Akademii Muzycznej w Krakowie.
 
Poza własnymi pracami naukowymi oraz promocją licznych magistrantów dr Dziębowska poświęciła się dziełu życia - redakcji pionierskiej w światowym piśmiennictwie muzycznym Encyklopedii Muzycznej PWM (Część biograficzna). Będąc nieprzerwanie przez blisko 40 lat redaktorem naczelnym tej wyjątkowej pozycji, doprowadziła edycję w 12 tomach do końca w 2012 r.
— podaje PWM.
 
Odznaczona Orderem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. W 2010 r. odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski w uznaniu Jej wybitnych zasług dla polskiego środowiska muzycznego.
 
To wielka strata nie tylko dla polskiego środowiska muzycznego. Poświęcenie i zaangażowanie, z jakimi pracowała nad przedsięwzięciem życia, nad słynną na całym świecie Encyklopedią Muzyczną PWM, były niezwykłe. Mimo przeciwności losu i wielu trudności, z konsekwencją i uporem dążyła do celu
— powiedział o zmarłej dyrektor Polskiego Wydawnictwa Muzycznego Adam Radzikowski.
 
Dr Dziębowska była mistrzynią sztuki redakcyjnej, niedościgłym wzorem dla setek muzykologów i redaktorów. Wiedziała, jak z lawiny słów wyłowić ukryty sens, jak w sposób oszczędny sformułować głębokie w treści encyklopedyczne hasło
— podkreśla redaktor naczelny PWM dr Daniel Cichy.
 
Z kolei Danuta Ambrożewicz, sekretarz redakcji PWM i magistrantka dr Dziębowskiej wspomina, że „ceniła prosty, mądry, prawdziwy, logiczny, spójny przekaz, z dyscypliną słowa niosącego maksimum treści, a o czynach z czasów Powstania Warszawskiego mówiła bez patosu i zwyczajnie”.
 
Wychowankowie, byli studenci, redaktorzy z Redakcji Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w Krakowie podkreślają mistrzostwo redakcyjne dr Elżbiety Dziębowskiej, mistrzostwo nauczania, skromność, oraz serdeczność i gościnność, z jaką traktowała przyjezdnych magistrantów i redaktorów w ukochanym Jurgowie, gdzie mieszkała.

Uroczysty pogrzeb Niezłomnych

Godny i uroczysty pogrzeb Niezłomnych. Trudno w takich momentach unikać patosu - był to piękny i dobry dzień dla Polski i wolnych Polaków.
 
 
Gdy pisze się kilka słów na gorąco po tak podniosłych uroczystościach jak dzisiejszy pogrzeb 35 (spośród 40 zidentyfikowanych) Żołnierzy Niezłomnych, łatwo jest popaść w patos. Ale jak nie używać wielkich słów i jak uciec od nich, gdy uczestniczyło się w wydarzeniu, na które wolni Polacy czekali nawet kilkadziesiąt lat?

Czytaj więcej...

Przetłumacz Witrynę

Polish English French German Hungarian Latvian Lithuanian Russian Ukrainian

Użytkownik

Patronat

Biuletyn "ODWET" nr 22-23

Nowości Filmowe

stat4u